Kostka Rubika

Kostkę Rubika można złożyć na dwa sposoby. Nierozłupanie jej na klocki ceni się jednak wyżej.

Zabarykadowani w wynajętym mieszkaniu udajemy, że nie istnieje ludzkość. Świat składa się z zieleni za oknem i wichru szarpiącego drzewa. 

Alegoria wyziera z mroku. UFO spokojnie śpi. Kalendarz Majów ostrzega: nie szukaj szczęścia na zewnątrz. Wszelkie spełnienie jest w tobie. W środku. W sercu. W szpiku kostnym. W zapisie DNA. 

Człowiek ma mózg jak hipermarket, a wciąż szuka po półkach czegoś, czego znaleźć nie może. Nie dowieźli? Wykupili! 

Życie. Czucie. Bicie serca. Emocje. Miłość. Czyż to wszystko nie jest celem samym w sobie? Czyż nie wystarczy? Czy wyznaczanie sensu życia nie jest aby bluźnierstwem wobec cudu, który niezauważany dzieje się każdego dnia? 

Misterność stworzenia. Kwiaty. Drzewa. Liście. Niebo. Gwiazdy. Niebieska ważka nad taflą jeziora. Sierść kota miękka jak obłok. Szelest piór mew i słońce na błękicie, tak jasne, że patrzeć nie można. 

Mało?

Kostka Rubika. Noemi Susenbach

Komunikat z planety Ziemia

6.6

Niedziela. Msza święta. W centralnym miejscu, na podwyższeniu, obwieszony błyskotkami mężczyzna z nadwagą pije alkohol. Przed nim wszyscy klęczą. Są dzieci. Jest ich dużo. Podobno składa się dzieci w ofierze. 

Albo gorzej… 

6.6

Nadaję z bazy. UFO gotowe odlecieć w każdej chwili. Gęstnieje Czarna Magia.

6.6

GORZEJ. 

Czarna Magia. Noemi Susenbach

Ponura kosiarka

Sobotni poranek. Gdzieś między przeszłością a snem, gdzieś między błękitem a czernią, czas się po zegarze rozjeżdża, ciało po pościeli rozciąga, gdy nagle, w jednej sekundzie brutalny, nieodwołalny wybuch, Hiroshima, Nagasaki: sąsiad, kurwa, kosi. 

Krzyk, jak w stop-klatce Napalm girl – niesłyszalny. Grzęźnie więc w gardle rozpacz po stokrotkach, pszczołach, niezapominajkach, wreszcie po: ciszy. Cisza w tym świecie przestaje istnieć, prawdopodobnie wkrótce wykreślą ją ze słownika, zniszczą, skoszą, spiłują, skuterem wodnym przeorzą. Mózg mi wybucha, padają pod ostrzem gorejące krzaki, znikąd ratunku, donikąd ucieczki. Wszystko wokół krzyczy, wszystko wokół płonie, płoną pisklęta, płonie jezioro, w płomieniach donikąd biegnie dziewczynka. Świat zmienia się w piekło, w piekielną, zażartą i wiecznie głodną wszechobecność człowieka. Homo sapiens, ja pierdolę. Po studiach kosiaryzmu. Trychologii stosowanej. Na wystrzyżonej jak pizda Strzyży. 

Nie mam już siły pisać. 

Nie mam już siły żyć. 

Schowałabym się do wanny, ale Baba z góry pierze. 

KAJA KING.

Biały ślad na czarnej sukience. Narodziny Alegorii. Słońce. Z mroku powstaje światło. 

Tak się osadzam w TERAZ, że nie mogę palcem ruszyć. Najdrobniejsza akcja jest burzącym idealny ład wyjściem z TERAZ. 

Na kajak. 

Oto trzeba wstać, założyć sandałki, wsiąść do samochodu, jechać, wysiąść, napompować kajak, wziąć wiosło do ręki, wiosłować. Ani jednego przystanku! Ani jednej szczeliny! A tak by się chciało zwinąć gdzieś w kłębek i znów zdematerializować w przecudowną nicość! 

Życie wymaga aktywności. Światło nie śpi. Światło świeci. W każdym ze swych fotonów wybucha bombą jądrową. A ja z tych kąpieli, z pian, z pieleszy snu, spóźniona, nieprzygotowana, bez tarczy. I bez kanapek na przerwę. Serio to już?! 

Mijają żywoty, zmieniają się wymiary, a człowiek wciąż ten sam. 

KAJA KING. Noemi Susenbach

Eschilo

Znam dobrze ten stan. Muszę coś zrobić. MUSZĘ. Czemu muszę? Bo TRZEBA. 

Z tej logiki wynika dużo spraw. Czasem całe, zagrzebane w drobnych obowiązkach, życie. Baba z góry w kółko odkurza. Albo pierze. Albo coś tłucze w kuchni. Nie można powiedzieć, żeby nic nie robiła. Doskonale wpisana w tryb MUSZĘ, aktywnie popycha kolejne dni swojego życia wstecz. Bo przecież nie do przodu. 

Czarownice latają na miotle, Baba na odkurzaczu. Prawdopodobnie nigdy nie spłonie na stosie. Po prostu się zredukuje do kurzu i puf! – stary, jakże wysłużony odkurzacz wciągnie ją w swe trzewia. 

Muszę coś zrobić. Muszę. Ach, gdybym tylko mogła być Babą! Wzięłabym się za naczynia, okna, podłogi. Albo prasowanie. Ileż to roboty! Do siedemnastej by zeszło. A potem już tylko kotlety i z głowy. Jeszcze telewizja wieczorem i można spokojnie odhaczyć ten dzień. 

Na szczęście jesteśmy coraz bliżej śmierci. Bo przecież nie ma takiej maseczki, która by tę śmierć zniszczyła. Nawet jak się założy na oczy. Nie działa. 

10:39

Może namaluję obraz? Mam płótno, farby. Czas. 

11:04

Zdrapuję naklejki z laptopa… 

Eschilo. Noemi Susenbach

Stan emocjonalny Johna

Różnie bywa z dostępem do stanów emocjonalnych bohaterów literackich. Literatura, lustro rzeczywistości, pretenduje jednak do miana „pięknej” z jakiegoś powodu. Dzieje się tak choćby dlatego, że w rzeczywistości „bohater literacki” często stanowi przeciwieństwo tego miana i jest nikim innym, jak realnym tchórzem.

Jeśli chodzi o Johna, dostęp do jego emocji jest niemal dokładnie taki sam, jak dostęp do emocji statystycznego faceta, z pewnymi jednak wyjątkami. Otóż John kryje pod swoją papierową maską cały papierowy wachlarz uczuć, a sam papierowy wachlarz macha się tu i tam i właściwie niczego nie zakrywa. Wszystko jak na dłoni. Zatem John, jak każdy facet, jest zmartwiony. Zatroskany bardzo. Z przejęciem coś tłumaczy. Żeby wyjaśnić. I ma nadzieje (tak, ma!), że zostanie prawidłowo zrozumiany. Mimo różnic płci. O gatunku nie wspomnę. 

Maya po kobiecemu. Słucha jednym uchem. Jedną nogą przy wyjściu. Jezu, jaki ty jesteś mądry, John. Straszna szkoda, muszę lecieć. Trzymam kciuki, pa!

Jest tu jeszcze ktoś. Ktoś, kogo niby nie ma, wszak pusty fotel, a jednak niezaprzeczalnie istnieje. Swoje istnienie dowodzi istnieniem samego Johna, że o Mai nie wspomnę. I tak się składa, że ten ktoś jest kobietą. 

Sorry, John.

John

Od jakiegoś czasu kumpluję się z szympansem o imieniu John. Na wszelki wypadek nie pytam o nazwisko, wszak istnieje promil obawy, że niechcący usłyszę Johnny B. Goode. Zbyt cenię tę znajomość.

John jest wycięty z gazety, wisi na lampie i totalnie mało gada. Małomówność u mężczyzn jest jak kamień filozoficzny. Ktoś kiedyś coś, ale żeby tego doświadczyć? Niemożliwe. John posiada ów skarb. 

To nie jedyna jego zaleta. Od innych facetów różni się też tym, że potrafi być kolegą. Kolega bowiem to ktoś, kto nie doszukuje się damsko-męskich podtekstów w czystym jak łza, platonicznym uczuciu przyjaźni. John nie myśli, że go podrywam, ani że się podwalam. To prawdziwy dżentelmen. Jest ponad. 

Owszem, są zagrożenia. Najczęstszym i najpotężniejszym zagrożeniem kumplostwa między płciami jest DZIEWCZYNA. Facet zaczyna się z nią spotykać, ta z początku miła, chwilę potem się okopuje, drąży, jątrzy i oto kolega z ukochanego zioma zmienia się w chamskiego debila. Po temacie. 

Owszem, John też ma dziewczynę. Jego dziewczyna nazywa się Maya i pochodzi z mojej Dżungli. Nie widzę zagrożeń. 

Rozmawiamy często. To znaczy: ja gadam, on słucha. Czasem odpowiada, na przykład pytam, hej, słuchaj, jaki dać tytuł tekstu, a on: „młynek”. Zaczarowany, rzecz jasna. Maya potwierdza. Właściwie wcale tego nie mówią. Pokazują. Wystarczy. Powstaje Zaczarowany młynek, niezbyt długa, lecz jakże treściwa opowieść o samotności. 

Ludzie nie doceniają małp. 

Ludzie nie doceniają ludzi. 

Samotność. Noemi Susenbach

Johnny B. Goode

Wysłane w kosmos w poszukiwaniu życia pozaziemskiego próbniki Pioneer są wyposażone w płytki aluminiowe, na których umieszczono schemat Układu Słonecznego, rysunki kobiety i mężczyzny oraz trasę dotarcia do Ziemi. Natomiast statki Voyager 1 i 2 niosą przesłanie dźwiękowe: piosenkę Chucka Berry’ego Johnny B. Goode

Obawiam się, że czeka nas zagłada. 

Piesdemona

Delikatność płótna umyka przed migawką. Indianie mówią, że zdjęcie zabiera duszę. Mają rację. Obrazy na zdjęciach zawsze ją gdzieś chowają; za ramę, za ścianę, za drżącą kreską pędzla? Ukryta wstydliwie, a może raczej: dumnie – śpi skulona z pieskiem, psem demona. Pies demona ma parwowirozę, bardzo cierpi. W dodatku sam na strychu, w komórce, z daleka od matki, a to przecież szczenię, w gorączce, w konwulsjach, umiera. I jedyne pocieszenie to ta mała dusza, co ze szkoły wraca i do niego biegnie i patrzy na tę małą śmierć bezradna, bo cóż może zrobić? Umrzeć razem z nim? 

Nie. Nie może. 

Życie jest jak dziecko, trzeba się nim zająć. 

Piesdemona. Noemi Susenbach
(olej na płótnie)