Kwestia czasu

Czas czasami znika. Gdy zanurzysz się w tu i teraz, przestaje nagle istnieć i właściwie dziwne, że do tej pory istniał. Przecież to jakaś abstrakcja. Czas? Chodzi o zmianę, a nie o czas. O to, że ta chwila jest tylko na chwilę, bo po niej następuje inna, a po innej jeszcze inna. Czas nie istnieje, jest tylko jego doświadczanie, a właściwie doświadczanie zmian, jakie zachodzą na skutek procesu, który jest procesem nieustającym, od czasu niezależnym. Czas jest wtedy, gdy planujesz. Gdy wyprzedzasz siebie, swój los, drwiący z ciebie po cichu, bo przecież możesz sobie próbować ile chcesz, i tak nie dasz rady. I tak nie wiesz. 

Zatem czas to iluzja. Śmieszne wyobrażenie, połamane fragmenty osi wieczności, wygięte niezdarnie przez przekonanego o swej słuszności człowieka. 

Lost

Można zachłystnąć się życiem. Warto wtedy mieć świeże powietrze i kota. Albo chociaż słonia, choć to zupełnie inne zwierzę. Różnica polega na tym, że nie wypada mieć tylko jednego słonia, a jednego kota: owszem. Koty są samotnikami, słonie bynajmniej. Jak ludzie. 

Jeśli jednak słoń (człowiek) jest sam, to nie powinien być sam. 

W ogóle nic nie powinien. 

Zawiłość prostych rzeczy bierze się z zawiłości zwojów mózgowych, które przecież, jak je rozprostować, są zupełnie proste, tak proste jak miłość: dwa przedsionki, dwie komory. Plus rytm. Plus nieskończoność. 

Diamentowa podróż

Diamenty to też węgiel. Najpiękniejsze mieszkają we mgle. Zatopione w grafitowe sąsiedztwo tła, wyciągają z siebie pierwiastek. Ich matematyczna regularność aż kłuje w oczy. Wady? Spadają. Wylatują z nieboskłonu i lecą niezauważone gdzieś do umywalki, do oceanu. A przecież nie rozłożą się nigdy. Zmylone ich błyskiem jesiotry gotowe są połknąć każdą zdobycz. Ach, ile jesiotrów zanieczyszczonych! Organizacje alarmują. Diamenty są jednak twarde. I gwiżdżą na jesiotry. 

Piszę to wszystko, robiąc rosół. 

Niezidentyfikowany dywan latający

Cały dom dziewcząt w samych majtkach, muzyka, drinki i remont. Tymczasem ja tylko po efekt do gitary. Jestem niewidzialna, więc po co te nerwy, już mnie tam nie ma, już przemierzam kolejny sen, tym razem z przyjaciółką, która mi mówi, że właściwie to ją wkurwiam, woli tą drugą, co ma głos przez megafon.

Enjoy the silence, zanim ci się przyśni. Zanim wyciągniesz spod niej czerwony dywan, co, zdeptany, nawet nie pamięta, że tak naprawdę służy do latania. 

^^