Hatteria

Na trzecim poziomie metody oddechowej przychodzi kryzys. Zwykle pojawia się gdzieś w brzuchu i łudząco przypomina lęk. Jakby go streścić, brzmi: „uduszę się!”, jakby rozwinąć, pojawia się śmierć w męczarniach, ciało ofiary podejrzanych praktyk, która mimo dostatku tlenu, nie żyje z braku tlenu. Na końcu tej gmatwaniny symboli stoi babcia Stasia, zmartwioną głową kiwa nad zwłokami i mówi, że przecież zawsze mówiła. 

Kryzys może też przybrać formę gniewu. Japońscy mnisi uderzają innych kijem podczas ich medytacji. Fascynujące, jakie meandry umysłu i ciała musi pokonać gniew mnicha, który uderzony w plecy, nie przerywa zen, nie wyrywa tamtemu kija i nie okłada go z furią. 

Czy można skierować gniew ku słońcu? Jaskrawa tarcza absolutu jest niewzruszona. Odbiera więc energię złości beznamiętnie, beznamiętnie ją w swej kuźni przekuwa (wszystko to dzieje się w jednostce czasu zwanej mgnieniem oka), po czym obsypuje zbuntowanego delikwenta kwantami światła, które w jego pulsującym ciemieniu jakimś cudem przekształcają się w radość. 

Perpetuum mobile, nawet bardziej. Tymczasem mija trzecia minuta, lektor mówi: weź głęboki oddech i oto lecisz w samiusieńki środek tego słońca, rozmawiasz z pierwiastkami, dzień dobry, mam na imię Hel, bardzo mi miło, tętnice pulsują od żaru, ale gdzieś w innym bycie. Tylko niech to się nie kończy, tylko niech się nie kończy! 

Natychmiast po pojawieniu się tego pragnienia, błogi stan znika, w błogim stanie bowiem nie ma żadnych pragnień. Żelazne zasady natury. Na przykład: ewolucja. Hatteria to zwierzę, które ma trzecie oko. Stanowi ono część szyszynki. Pod wpływem promieni słonecznych szyszynka się uaktywnia i zmienia hatterię w wiedźmę. Wiedźma widzi. Ma czym. 

11:11, 13:13, 14:14, 19:19…

Przebudzonych można poznać z łatwością. Mają otwarte oczy. 

Lost

Można zachłystnąć się życiem. Warto wtedy mieć świeże powietrze i kota. Albo chociaż słonia, choć to zupełnie inne zwierzę. Różnica polega na tym, że nie wypada mieć tylko jednego słonia, a jednego kota: owszem. Koty są samotnikami, słonie bynajmniej. Jak ludzie. 

Jeśli jednak słoń (człowiek) jest sam, to nie powinien być sam. 

W ogóle nic nie powinien. 

Zawiłość prostych rzeczy bierze się z zawiłości zwojów mózgowych, które przecież, jak je rozprostować, są zupełnie proste, tak proste jak miłość: dwa przedsionki, dwie komory. Plus rytm. Plus nieskończoność. 

Po co?

Ktoś ci mówi, w co wierzyć, ale aż się trzęsie przy tym, musi przekonać, bo jak nie przekona, to może, o boże, jednak nie ma racji?!

Zdziwić się można, jak zabałaganione są korytarze świątyni. W piwnicach poćwiartowane zwłoki, sadzawki krwi i fetor. Bóg się nie ma gdzie podziać, trochę tu przycupnie, trochę tam, ale właściwie coraz mniej wygodnie, coraz bardziej straszno. 

Złożone ofiary gniją. Nikt ich nie chce. Jak tej sarny z pierwszego dnia świąt. Upolowana, wyrwana z życia, tymczasem wszyscy wege. Bóg też jest wege, przecież nie będzie padliny jeść. Patrzy tylko ze smutkiem, jak kolejne stworzenia giną w imię BOGA. 

No mercy

Taki łup zdarza się rzadko. Zwykle są to ptaki, najczęściej orły. Albo ważki. Ważka ma oczy dookoła głowy i leci z prędkością światła. W każdą stronę. W jednym czasie. Podobno helikopter jest nią inspirowany. Dobrze, że ważka o tym nie wie, bo by chyba ze śmiechu umarła. 

A tak honorowo pada ofiarą kota. Gdyby człowiek chciał coś skonstruować na kształt kota, musiałby porzucić zasady fizyki i astronomii, skupić się na molekułach mgły, w której by ukrył mordercze pazury. Wszystko to poruszałoby się bezszelestnie, robiło miny i skoki. 

UFO z kolei poluje na liście. Odnosi sukcesy. Dopóki nie spadnie śnieg, przynosi do domu te jeszcze przed chwilą rozbujane na wietrze, teraz bezradne, pokonane, smutne ofiary polowania. 

Ale gdy sypie, tylko patrzy przez okno i burczy pod nosem do wron. 

Wifi

Ja jestem

W obliczu upadku nauki wiara w boga zdaje się być przejawem racjonalnego wręcz rozsądku. Jeśli jeszcze pomaga trzymać się człowiekowi z daleka od laboratoryjnego szaleństwa, można się pokusić o stwierdzenie, że wiara w boga ratuje życie. 

Wszelkie naciski odpiera wyznanie: religia mi nie pozwala. Religia mi nie pozwala zwariować.

^^

Święta

Matka. Nie znosi teściowej. Teść z kolei gardzi ojcem. Nie mówiąc o dziadku, który na widok babki po prostu słabnie. Związani łańcuchem DNA muszą się teraz jakoś dogadać. 

Albo nie. 

Bzdurogad

Jaka jest podstawowa cecha bzdurogada? Gada bzdury. Mimo niezliczonych końców świata, wciąż istnieje. Mieszka na dworcu w Kętrzynie, gdzieś w poczekalni śpi sobie jak pies. Korzystając z dworcowego wifi, pod różnymi pseudonimami udziela się w internecie. Sprawia wrażenie, że jest jego dużo, bardzo dużo, cały świat. 

Ale to nieprawda. 

^^

Białe pióra

Żadnych ślubów. Żadnych obietnic, planów. Jak można obiecać uczucie? To jak dzielenie przez zero. Nie działa. 

Cóż, chciałoby się. Rzucić zaklęcie na czas. Postawić pieczątkę na sercu.

I nie opuszczę cię aż do śmierci
Love is like a bondage
LOL

Światło nie rzuca cienia. Właśnie dlatego tak trudno odnaleźć boga. 

***

Stanie na głowie uruchamia pracę wielu mięśni. Niby nic nie robisz, a jednak coś się dzieje. Jest czas na ujrzenie chmur od spodu. A potem nagle: fru!

Czarnoskóra dziewczynka w białych piórach
Daje Szamanowi jeść
A potem nagle: fru!

Warto oddychać. Nawet, gdy mdli ze strachu. 

* Noemi Susenbach