Little Girl

Czasem wpadam w panikę i wtedy mi się wydaje, że lecę w czeluść, żadnego oparcia, spadanie, wobec którego nic, tylko się poddać, pozwolić na rozczepienie własnych atomów, skąd wydobywa się energia jądrowa zasilająca czarną dziurę apokalipsy. Bum! Polecam książkę Mariny Perezagua, pt. Yoro, gdzie można znaleźć szczegółowy opis, co się dzieje z ludźmi podczas, a także po wybuchu bomby atomowej, tej zrzuconej na Hiroszimę. Bomba nazywa się: Little Boy. Po amerykańsku. 

Nie mogę czytać tej książki, jest zbyt straszna. 

Mojej siostrze śni się świat bez granic. Nie ma Niemców, ani ruskich, jest jeden wspólny glob. Planeta. Little Girl. 

Psy apokalipsy

Jeden z nich nazywa się Grabek. Drugi Depresja. Trzeci: Kowid. 

Papa Grabek jest najstarszy, co wcale nie odejmuje mu sił. Hasło w krzyżówce: skorupiak rzeczny. Pokraka o trzech głowach i pierdyliardzie naczyń włosowatych – sierści wrośniętej w ciało, z zębami w to ciało wbitymi, temperament krokodyla, groźny, agresywny, jednak tępak. 

Drugi pies to suka. Pełna melancholii, wrażliwa. Sama w sobie niegroźna, ma jedną straszną broń. Smycz. Skórzany pasek, który przynosi i kładzie na kolanach. Pasek natychmiast zapętla się w pętlę, układa na szyi i taki oto obrazek pojawia się coraz częściej, bo jednak coś trzeba zrobić z tym stanem, a wszystko inne poza paskiem jakoś nie wzbudza. Niczego. Nie wzbudza. Nic. 

Ostatni ma kaganiec. To pies policyjny. Rasa jakaś chińska, niejasne pochodzenie. Na nic nie reaguje. Jest woźnym w urzędzie, zasłoniętą twarzą, fragmentem RNA. Bezczłowieczeństwem. Że niby: bezpieczeństwem.

Psy karmi się światłem, pomarańczami i mlekiem cztery procent od niebiańskich kóz.

Hatteria

Na trzecim poziomie metody oddechowej przychodzi kryzys. Zwykle pojawia się gdzieś w brzuchu i łudząco przypomina lęk. Jakby go streścić, brzmi: „uduszę się!”, jakby rozwinąć, pojawia się śmierć w męczarniach, ciało ofiary podejrzanych praktyk, która mimo dostatku tlenu, nie żyje z braku tlenu. Na końcu tej gmatwaniny symboli stoi babcia Stasia, zmartwioną głową kiwa nad zwłokami i mówi, że przecież zawsze mówiła. 

Kryzys może też przybrać formę gniewu. Japońscy mnisi uderzają innych kijem podczas ich medytacji. Fascynujące, jakie meandry umysłu i ciała musi pokonać gniew mnicha, który uderzony w plecy, nie przerywa zen, nie wyrywa tamtemu kija i nie okłada go z furią. 

Czy można skierować gniew ku słońcu? Jaskrawa tarcza absolutu jest niewzruszona. Odbiera więc energię złości beznamiętnie, beznamiętnie ją w swej kuźni przekuwa (wszystko to dzieje się w jednostce czasu zwanej mgnieniem oka), po czym obsypuje zbuntowanego delikwenta kwantami światła, które w jego pulsującym ciemieniu jakimś cudem przekształcają się w radość. 

Perpetuum mobile, nawet bardziej. Tymczasem mija trzecia minuta, lektor mówi: weź głęboki oddech i oto lecisz w samiusieńki środek tego słońca, rozmawiasz z pierwiastkami, dzień dobry, mam na imię Hel, bardzo mi miło, tętnice pulsują od żaru, ale gdzieś w innym bycie. Tylko niech to się nie kończy, tylko niech się nie kończy! 

Natychmiast po pojawieniu się tego pragnienia, błogi stan znika, w błogim stanie bowiem nie ma żadnych pragnień. Żelazne zasady natury. Na przykład: ewolucja. Hatteria to zwierzę, które ma trzecie oko. Stanowi ono część szyszynki. Pod wpływem promieni słonecznych szyszynka się uaktywnia i zmienia hatterię w wiedźmę. Wiedźma widzi. Ma czym. 

11:11, 13:13, 14:14, 19:19…

Przebudzonych można poznać z łatwością. Mają otwarte oczy. 

Lost

Można zachłystnąć się życiem. Warto wtedy mieć świeże powietrze i kota. Albo chociaż słonia, choć to zupełnie inne zwierzę. Różnica polega na tym, że nie wypada mieć tylko jednego słonia, a jednego kota: owszem. Koty są samotnikami, słonie bynajmniej. Jak ludzie. 

Jeśli jednak słoń (człowiek) jest sam, to nie powinien być sam. 

W ogóle nic nie powinien. 

Zawiłość prostych rzeczy bierze się z zawiłości zwojów mózgowych, które przecież, jak je rozprostować, są zupełnie proste, tak proste jak miłość: dwa przedsionki, dwie komory. Plus rytm. Plus nieskończoność. 

No mercy

Taki łup zdarza się rzadko. Zwykle są to ptaki, najczęściej orły. Albo ważki. Ważka ma oczy dookoła głowy i leci z prędkością światła. W każdą stronę. W jednym czasie. Podobno helikopter jest nią inspirowany. Dobrze, że ważka o tym nie wie, bo by chyba ze śmiechu umarła. 

A tak honorowo pada ofiarą kota. Gdyby człowiek chciał coś skonstruować na kształt kota, musiałby porzucić zasady fizyki i astronomii, skupić się na molekułach mgły, w której by ukrył mordercze pazury. Wszystko to poruszałoby się bezszelestnie, robiło miny i skoki. 

UFO z kolei poluje na liście. Odnosi sukcesy. Dopóki nie spadnie śnieg, przynosi do domu te jeszcze przed chwilą rozbujane na wietrze, teraz bezradne, pokonane, smutne ofiary polowania. 

Ale gdy sypie, tylko patrzy przez okno i burczy pod nosem do wron. 

Wifi