Kostka Rubika

Kostkę Rubika można złożyć na dwa sposoby. Nierozłupanie jej na klocki ceni się jednak wyżej.

Zabarykadowani w wynajętym mieszkaniu udajemy, że nie istnieje ludzkość. Świat składa się z zieleni za oknem i wichru szarpiącego drzewa. 

Alegoria wyziera z mroku. UFO spokojnie śpi. Kalendarz Majów ostrzega: nie szukaj szczęścia na zewnątrz. Wszelkie spełnienie jest w tobie. W środku. W sercu. W szpiku kostnym. W zapisie DNA. 

Człowiek ma mózg jak hipermarket, a wciąż szuka po półkach czegoś, czego znaleźć nie może. Nie dowieźli? Wykupili! 

Życie. Czucie. Bicie serca. Emocje. Miłość. Czyż to wszystko nie jest celem samym w sobie? Czyż nie wystarczy? Czy wyznaczanie sensu życia nie jest aby bluźnierstwem wobec cudu, który niezauważany dzieje się każdego dnia? 

Misterność stworzenia. Kwiaty. Drzewa. Liście. Niebo. Gwiazdy. Niebieska ważka nad taflą jeziora. Sierść kota miękka jak obłok. Szelest piór mew i słońce na błękicie, tak jasne, że patrzeć nie można. 

Mało?

Kostka Rubika. Noemi Susenbach

Łzy Czerwonego Smoka

Samotność. Świątynia Istnienia. W powietrzu biały dym drży od drgania ciszy. Rozmowa ze sobą. Bezgłośne pytania, nieme odpowiedzi. Brak pośpiechu. Brak w ogóle. Rozkoszny, błogi stan absolutnej nicości, tym pustej, że absolutnej, tym pełnej, że właśnie czegokolwiek pozbawionej. 

W głowie otwierają się wrota. Światło przenika ściany. Z zapomnianych zakamarków duszy słychać pomruk smoka. Smok otwiera oczy. Spod powiek lśni. Purpurowy blask. 

Skrzydła rozpościera powoli. Zanim się wzbije do lotu, musi mieć pewność. Że działają. Że w żadnym stawie, w żadnym zgięciu łokcia nic nie łupie, nic nie uwiera. Że nic nie boli. 

Że niczego nie żal. 

Nikt nie wspomina o smoczych łzach, a przecież smoki też płaczą. Płaczą nad ranem, wtedy gdy nie chcą, gdy się wstydzą, gdy najbardziej w świecie chcą pobyć same. 

Smocze łzy mają kolor krwi, wyobraźcie sobie tylko, jak wygląda poduszka.

Czarna perła

Kalendarz Majów. Cel na dziś. Poszukać w swym wnętrzu bogactwa. Prawdopodobnie to ono tak chrzęści mi w mostku. Albo też w łokciu uwiera. W panewce stawowej ramienia kości tkwi kamień szlachetny milion karatów, diament być może lub szafir. Zrodzona z tkanek miękkich, męcząca, bolesna – bezcenna czarna perła. 

A ja tymczasem nie mam na ZUS.