Cząstka Boga

Węgiel ma cztery wiązania, a jest w stanie związać wszystko. Nawet papę Grabka. Takie bondage natury. Papa Grabek, rozłożony na atomy, dogorywa pod łopatką. Śmierć? Śmierć, kochani, trzeba przytulić. I dać jej do czytania Pippi Langstrumpf. Biedna ofiara papy Grabka cała się trzęsie z samotności. Z braku ciepła. Z nie-miłości. 

Węgiel, pierwiastek z nieskończoności, cząstka Boga. Magia, której się nie dostrzega, ponieważ jest zbyt blisko. W środku. W rozpalonym piecu serca. 

Ja pierdolę, papa Grabek, wypierdalaj, albowiem zbyt długo to trwa i mówię to bynajmniej bez emocji. Po prostu rzucam zaklęcie w ogień, a właściwie zaklęcie samo się rzuca, usta się układają w taką właśnie frazę. 

Edukacja przydaje się do tego, aby naprawić szkody, jakie wyrządza. 

Niezidentyfikowany dywan latający

Cały dom dziewcząt w samych majtkach, muzyka, drinki i remont. Tymczasem ja tylko po efekt do gitary. Jestem niewidzialna, więc po co te nerwy, już mnie tam nie ma, już przemierzam kolejny sen, tym razem z przyjaciółką, która mi mówi, że właściwie to ją wkurwiam, woli tą drugą, co ma głos przez megafon.

Enjoy the silence, zanim ci się przyśni. Zanim wyciągniesz spod niej czerwony dywan, co, zdeptany, nawet nie pamięta, że tak naprawdę służy do latania. 

^^

Niezwykłe zjawisko astronomiczne w Jelitkowie

Najpierw kometa, potem deszcz meteorów, teraz to. Zaniepokojony milczeniem ośmiornicy kosmos bombarduje znakami. Problem w tym, że są na niebie. Najtrudniej zauważyć. 

Czy ktoś się zastanawia nad samotnością planet? Tak krążyć w odosobnieniu przez miliony lat, czyż nie markotno? Ciała niebieskie jak koty. Wzajemne oddziaływanie na odległość. Podobno Wenus uwodzi Marsa. Pluton w niełasce. Fuka na niego z daleka. Ziemia za to ze swoim Księżycem jak stare, dobre małżeństwo. Śpią w oddzielnych sypialniach. 

A Saturn wiruje. Sypie brokatem pierścieni jak wielka dama, co tańczy sama, poszedł smutny srebrny pan, a ta dalej, dalej w tan. 

Ø

Kosmici

Mieszkam z tyłu głowy. Mieszkanie kupione jest z honorarium za książki. Spory metraż, obejmuje cały świat. Albo i kosmos, kto wie? Może przeźroczyści kosmici, o których pozornie nic nie wiadomo, czytają po cichu nasze wersy? Przechwytują je w locie, prosto z głów, zanim jeszcze zmienią się w czerń liter, zanim się z nich najedzą wydawnicze potwory. A potem rozprawiają na wieczorkach literackich: co poeta ma na myśli? 

Czy w ogóle ktoś to rozumie?!

Są tacy, co milczą. Nie zajmują głosu. Siedzą w ostatnich rzędach, w maleńkich notesikach szkicują choinki. A potem niby nic, tylko jakimś cudem zmienia się całe ich życie. 

^^Noemi Susenbach

Ciapek

Niedopita kawa. Niedokończone zdanie. Niedokończone życie. Hrabiowski kartofelek na złoconej porcelanie. Istnienie do połowy. Do połowy nieistnienie. Gdzie jesteś, kiedy cię nie ma? Jak wygląda druga strona Księżyca? 

Mieszkają tam ludzie i koty. Co do tych ostatnich to mam pewność w postaci Ciapka, który spada na estakadę wprost z kosmosu i od razu się drze. Estakada rozpięta między kraterami. Ludzie się rozbiegają w popłochu, bo to jednak niecodzienne zjawisko. A ten ląduje na czterech łapach i bardzo proszę głaskać! Hałaśliwie się domaga. 

Tymczasem z tej drugiej strony Księżyca: spokój, jak na apelu, wszystko na sztorc wyglancowane świeci popisowo. Żywej duszy! 

Czarny płaszcz

Cóż z tego, że nowy pociąg, skoro tor znajomy? 

A ja chcę do gwiazd. Ponad niebo. W galaktykę niebieskiego orła. 

Z tym chceniem to nie wiem. To znaczy wiem. Wielkie rzeczy są w małych rzeczach. Rozwiązanie zagadki w suszącym się na sznurze praniu. Rakieta kosmiczna do gwiazd. 

Ciało niebieskie, które mknie w kierunku Ziemi, to nie żaden asteroid, tylko UFO. Na pokładzie statku znajdują się istoty z innego wymiaru. Rejestrują poczynania NASA z wyprzedzeniem. 

Księżyc wychodzi z zodiaku Raka, wstępuje do królestwa Lwa. W kółko śni mi się dom, do którego jednak nigdy nie trafiam, zawieszona w niepewnej przyszłości, diabli wiedzą, gdzie będę nocować, ach, żeby chociaż diabli! Tego nie wie nikt, oprócz Czasu. 

To nieprawda, że przeszłość nie istnieje. Istnieje, ale ukryta pod dywanem. Sprzątasz, sprzątasz, a tej jakby nie ubywa. Przeciwnie: każdego dnia jest więcej. 

Perpetuum, kurwa, mobile. 

Trzeci dzień z rzędu śni mi się dom. Czwartego dnia – dom, do którego nie wracam. Nie wracam, mówię do słuchawki niewidzialnej matce, mężowi, ojcu, nie wiem, kotu, psu? Nie wracam, bo utknęłam na imprezie z okazji Dni Kętrzyna. Jest koncert, ludzie wynalazki i coś tam do wzięcia. W domu nuda. Kubek z herbatą. Wanna. Zatrzymany czas. A Czas nie lubi przestojów. Gna mnie przez życie w tempie domniemanej asteroidy, czyli UFO. 

Sytuacja paradoksalna. Pędzisz na pociąg do domu. Żeby się zdążyć zatrzymać. Żeby zdążyć kapcie włożyć. W szlafroku się powłóczyć. Ciszy posłuchać. Zasnąć. Jak najprędzej. 

Pociąg, rzecz jasna, ucieka, o następnym nie wiadomo, ktoś w czarnym płaszczu wkracza na peron i zarządza: zostajesz. Z nami. Na imprezie. Na balu u szatana. 

Czemu wszystko zależy od innych? 

®Noemi Susenbach

Kulminacja pełni

Moment, w którym zderzam się z własnym ciałem. Kulminacja pełni. Ta moc może przerazić. I nie chodzi tylko o efekt wielomiesięcznego, a nawet dwuletniego siłowania się z papą Grabkiem. No tak, teraz czas na wspomnienia. Dwa lata wstecz. Zaczynam ćwiczyć jogę, stawać na głowie i nagle: trach. Pęka coś w klatce piersiowej. 

Serce papy Grabka. 

Problem w tym, że papa Grabek doskonale funkcjonuje bez serca. Ba, wtedy się uaktywnia. I zaczyna się walka. Dzień po dniu trening. Trenerem jestem ja sama, moja podświadoma wiedza, który mięsień napiąć, żeby dotrzeć do bólu, żeby go rozszarpać. I ta zaciekłość, tak, to też trening. Mięśni twarzy. Bo (tego jeszcze nie wiem) macki obcego (a przecież starego znajomego) docierają do oka. Mam wrażenie, że są wszędzie. Pieką i swędzą. Wolę, żeby bolały. Ale na ból trzeba będzie poczekać. Są tacy, co płaczą z tęsknoty za bólem…

Magiczny moment. Zderzenia z ciałem o mocy dwuletniego napinania mięśni, żeby wyrzucić obcego. A przecież starego znajomego. 

Ciało jest bardzo silne. Ktoś po mefedronie rzuca pielęgniarzami po ścianach. Mnie mefedron niepotrzebny. Rzucam papą Grabkiem po ścianach swojego ciała. I wiedźmą kontrolerką też, choć to kobieta. Odrzucam wszystko, co szkodzi. Mysz się nie przeciśnie. Ciało to twierdza, nie wpuszcza intruzów. Każe się cieszyć z tego, że jest. 

Samowystarczalną, produkującą wszystko co potrzebne do największego odlotu apteką, sex drugs rock and roll ful opcja. 

Największy odlot to życie. 

®Noemi Susenbach

Mars

Rosjanie mówią na to: blin. Oznacza przekleństwo. Jest niczym innym, jak przeinaczoną (pardon!) bladzią, co z kolei oznacza wyzwisko. Jak u nas: kur…. Kurde belans. Blacha mucha. 

Na Marsie jednak żadna mucha nie siada, ogólnie mało co lata poza UFO. 

Mars
Noemi Susenbach

Parasolki

Ręce mam w farbie, w ręku kamień. Wyglądam jak pacjent. Pacjent K. Lekarze to astronauci. Hełmokombinezony. Na wszelki wypadek kupuję w markecie papierowe parasolki. Przydadzą się do skakania z płonących wieżowców. 

Parasolki są podobne do rękawiczek. Tak samo zgubione. Tak samo jak my. 

Pacjent K.
Noemi Susenbach