Trampolina

Przyglądam się kotu, który nosi w pysku nakręcaną zabawkę, podrzuca ją, włącza burczący mechanizm i ogólnie zachowuje się jak istota rozumna w wieku najpiękniejszym, bo młodym. Dlaczego młodość uchodzi wśród ludzi za najpiękniejszy wiek? Nikt wszak młodych nie szanuje nawet na tyle, żeby być miłym za ten gest zasłaniania ust i nosa.

Próbna matura. Młodzież dusi się w maseczkach. Stara wydra chodzi i sprawdza, do kogo się przypieprzyć. Bo w telewizji mówią, że może umrzeć.

No szok. 

***

Znajduję trampolinę w lesie i jest to jedno z fundamentalnych odkryć wśród dokonań ludzkości na przestrzeni wieków. Słowo honoru, fuck off z tą szczepionką. Do lasu, poskakać. Skuteczność nieporównywalna. 

Płonący wieżowiec

Jestem na ostatnim piętrze, z okien widać dym. Czarny, skłębiony. Film katastroficzny produkcji USA. Nie używaj windy. Zlatuję więc do wyjścia i nie ma wprawdzie ognia, ale to, co widzę jest straszniejsze od reportaży gazety. Kałuża krwi, ktoś katuje dziecko. Kto? Rodzic. Jedzie karetka, wyciągają nosze, lecz dziecka tam nie kładą. To stary się ładuje. Na covid chory. Na grypę. 

Papieros w ubikacji

Każde doświadczenie życiowe stanowi lekcję. Tym cenniejszą, im dotkliwszą. Nielogicznym jest mieć żal za lekcję, nie zawsze jednak ma się na nią siłę. W życiu szkolnym najbardziej cenię sobie więc przerwy, zwłaszcza długie przerwy obiadowe. Oraz ferie. I wakacje. Dziękuję szkole za pierwsze kontakty, za dzikie wakacje i nerwy w ubikacji*. 

Więcej nie ma za co. 

Dyrektorka łapie mnie na papierosie w kiblu. Wzywa starego. Stary wygłasza kazanie, jakby zapomniał, że widzę (czuję?), ile paczek dziennie sam wypala. Starzy są przekonani, że dziecko mózgu ani pamięci nie posiada. Dlatego tak dobrze czują się w roli jedynych rozumnych na świecie. Rozum kończy się jednak na tej zawiłości, że dziecko pali, bo starzy palą lub urządzają takie piekło, że nie sposób nie palić. 

I pić. 

I dużo jeszcze gorsze rzeczy robić. Żeby siebie unicestwić. A po co żyć? Wszak rodzice NIEZADOWOLENI. Ze swojego dziecka niezadowoleni. To tak, jakby namalować obraz i się obrazić, że nie jest taki jak chcę. Oczywiście na obraz się obrazić. I kazać mu się przemalować. 

Jezu, jakie to smutne. Jak deszcz, który choćby porządnie o ziemię walnął, piorunami ją roztrzaskał i dał kres temu cyrkowi, tej maskaradzie. (Scena jak z Monty Pythona: cały świat w maseczkach.) Tymczasem siąpi, płacze, łka, przerywa, szlocha, dusi się w szkolnym kiblu. Kapią suche łzy jak tłumione emocje.
Są, a jakby ich nie ma. 


* T.LOVE „To wychowanie”. 

Rada jaguara

Rodzaj utworu: dramat 
Pora roku: wiosna (!!!)
Muzyka: dowód na istnienie Boga 

Bohaterami opowiadania są dwie postaci: pszczoła i motyl. Pszczoła ma oczywiście na imię Czo, tymczasem motyl, jak to motyl, nie przestawia się wcale. W całej historii chodzi o to, że Czo żądli w łapę kota o imieniu UFO. 

Kot zdumiony. 

Żeby wiedzieć, kim jesteś, musisz doświadczyć tego, kim nie jesteś. 

Rada jaguara brzmi: uważaj, co przyjmujesz, i lepiej niech to nie będzie żądło! To nie wszystko, moi drodzy, nie wszystko. Jest jeszcze druga rada, być może ważniejsza: uważaj, co oddajesz. I niech to lepiej nie będzie żądło. 

Pszczoło. 

Pierdolę

Trudny czas. Stagnacja, przeciwieństwo mojej natury plus, a raczej minus arktyczny, przymarznięta do tronu zima w przededniu wiosny, hałaśliwa sąsiadka z jeszcze hałaśliwszym psem, nigdzie mi się nie chce jechać, a tym bardziej iść, w ogóle nic mi się nie chce, pierdolę. 

Coś na końcu tego zdania błyska, jak ząb dinozaura ze starego emota, własnoręcznie narysowanego i sfotografowanego niegdyś telefonem, który już, niestety, ma historię wypadkową i doesn’t exist. Enymoor. 

PIERDOLĘ. Słowo jak światło w tunelu tej niekończącej się zimowej komedii pandemicznej. Słabej. Bardzo słabej. Choć miałam nie oceniać. 

Owszem, trudno o dobrą komedię, zwłaszcza w Polsce, zwłaszcza ostatnio. Czekam na błysk geniuszu wśród adeptów sztuki reżyserskiej, czekam na dobry scenariusz. Może sama go napiszę? Tymczasem, jak słowo się rzekło: PIERDOLĘ. 

PS. Jeszcze kot mnie wkurwia. 

DŁUGO JESZCZE

Zima nie odpuszcza. Na zewnątrz arktyczny minus. Wieje. Nie ma gdzie się schować. Wszystko zamknięte. Ludzie w maskach na brodach. Zawsze to jakieś zabezpieczenie… 

Gdzieś zza ściany słychać śpiew nastolatek. Hello from the other side. To chyba o mnie. 

Jak wyglądam?
Dobrze.
Dobrze wyglądam?
Tak.
Serio?!


Świat zamarznięty. I mimo bezsprzecznego upływu czasu, ani myśli odtajać. 

Racja sracja

Czasem słyszę te opinie opinii, gdzie kto co pisze, co mówi, co myśli, będzie, nie będzie, dobrze, niedobrze, słusznie, niesłusznie, racja sracja. Czuję wtedy zmęczenie, takie przeogromne, ołowiane znużenie w mięśniach, w żyłach, w szpiku kostnym – że aż muszę się położyć i leżeć bez ruchu. Jakbym za tych wszystkich opiniotwórców musiała odpocząć od tego dźwigania wiedzy, od tego ich autorytarnego znoju. 

Mądrzy, że się uduś. 

Oda do maseczki

Od rana to pytanie. Namaluję obraz. Po co? Napiszę wiersz. Po co? Pofarbuję włosy. Po co? Język włoski poćwiczę! 
Po co. 

Śni mi się podróż bez biletu, każdy może być kanarem, badam anonimowe twarze, czytam w głuchych myślach. Podróż się dłuży, autobus pędzi w nieznane, martwię się, jestem coraz dalej. Coraz dalej czego? Nagle coś się zmienia, mam inny płaszcz, w kieszeni pieniądze, mogę kupić bilet. Kierowca nie ma maski, uśmiecha się jak człowiek, nowa sytuacja. Zresztą, czyż zakup konieczny? To chyba koniec kursu, wjeżdżamy do teatru, wielkie poruszenie, spektakl kukiełkowy. 

A może: bal maskowy?

Matko boska, niech coś się zmieni, niech się ociepli, niech zazieleni! Jestem jak król Błystek przymarznięty do tronu – zastygnięta w bezczynności, zatrzaśnięta w tym dziwnym pytaniu. I nic nie mogę przez nie zrobić, wszystkiemu ono odbiera sens. Jakby się rzeka zatrzymała, jakby życie ugrzęzło. Świat zasłonił twarz. Tak bardzo boi się choroby, że woli się udusić. 

TYLKO PO CO?!

Déjà vu

Pisarze umierają powoli. Nie to, co gwiazdy rocka. Zamiast złotego strzału: operacje, worki, kroplówki i szeleszczące blistry przy łóżku. Nic, że pióro sprawne. Taki Pilch napisałby przecież niejeden chwytający za serce tekst piosenki dla niejednego narwanego w podskokach ku gardzieli śmierci gwiazdora. Z lekkością swojej rozedrganej parkinsonem ręki. A jednak świat porzuca geniusz i pozwala mu się rozpłynąć w nicość. 

A geniusz każdego mozolnego dnia swojego zmordowanego życia daje światu kolejną szansę. 

Déjà vu. Noemi Susenbach