Jak pozbyć się ciała?

Okazuje się, że jest dwóch papów Grabków. Jeden, zaćpany jak nieboskie stworzenie, błąka się po gdańskim dworcu i raczej już nie mamy kontaktu. Drugi nie żyje. Zabiłam go aspiryną. Ale po kolei. 

Dwóch woskowych mężczyzn, typ najstraszliwszy na świecie, czyli emerytowany wampir. Razy dwa. Upierają się, że mnie odprowadzą do hotelu. Do pokoju! Stary numer. Dokładnie tak stary, jak ci panowie. Razy dwa. 

No więc, voilà, bardzo proszę, a nawet zapraszam do tego pokoju hotelowego numer sześćdziesiąt dziewięć. Tam, znajcie moją gościnność, dzielę się substancjami rozweselającymi i tak panów rozweselam, że tracą przytomność. Wtedy na arenę wchodzi aspiryna. Kwas salicylowy jak arszenik, paraliżuje w moment. Stan dygotu serca i wisienka na torcie: rozrzedzenie krwi. Oszalały strumień pędzi przez woskowe truchła. I bach. Jeden w amoku, wyprowadzony na miasto, ląduje w przytułku. Drugi, wiadomo. Zgon. 

I byłoby nieźle, gdybym wiedziała, jak pozbyć się ciała. 

Budzę się w nocy cała roztelepana, nie jest to przyjemne uczucie, mieć trupa w pokoju. Bo to jednak kłopot. Wizja przesłuchań, dochodzeń. Nie, nie, nie. Tylko nie to. Trup jednak w cudowny sposób znika, to tylko sen, uff. A jednak papa Grabek nie lubi aspiryny i tego wcześniej też nie, oj nie lubi i to bardzo. Czyli sen proroczy. Mam lekarstwo. Zajaram go na śmierć. 

Jak to działa? Bardzo prosto. Najprościej na świecie. Umysł do szafy, dowództwo przejmuje ciało, które, wbrew pozorom, jest od umysłu mądrzejsze. I wie, jak pozbyć się ciała. Obcego. 

€Noemi Susenbach

Bela Lugosi’s Dead

Niespodzianka. Papa Grabek na peronie, bez kwiatów. Za to w czarnym płaszczu. Mówi, że wszystko zależy od niego i tak też się zachowuje. Władczo. Dziś zrobisz to, jutro tamto. Jest to tryb umiejscowiony wyżej rozkazującego. Trzeba być hiper-królem, żeby tak przemawiać. Papa Grabek myśli, że jest hiper-królem. 

O ile w ogóle myśli. 

Bo przecież nie ma mózgu. Posługuje się moim. Słucham Bela Lugosi’s Dead, Bauhaus. Miękko zapadam się w siebie. Sklejam fragmenty snów w całość. I nagle widzę go na tym peronie jakoś inaczej. Cymbał wynalazek. Ta kategoria. Bez ocen. Po prostu. Cymbał wynalazek. 

Włosy na żel, fryzura na kiura. W koafiurach. W zaspę nura. 

  • – Nieważne, jaki ci zadaję ból… – wyznaje z cieniutką niteczką śliny na ustach, obejmując mnie przy tym obleśnie. 

To mnie stawia do pionu. Tak, wreszcie czuję upragniony, czysty ból. I już wiem, jak brzmi końcówka tego jego wyznania. 

Chciałoby się zakląć, ale brakuje zaklęcia. Czasem najlepszym komentarzem jest milczenie. Zazwyczaj. 

®Noemi Susenbach

Serce papy Grabka

Sala operacyjna. Nad pacjentem pochyleni chirurdzy, pielęgniarki. Szczęk narzędzi, ciche komendy. Skalpel, jeden, siedem, zacisk, szczypce, nożyce. Nagle łomot za drzwiami, krzyk, z hukiem wpadają terroryści. Napad, wojna, powstanie warszawskie. Uzbrojeni mężczyźni. Bez słowa, po prostu drzwi, kopniak, strzały. Cały personel we krwi leży na podłodze. Terroryści wybiegają z sali. Na stole zostaje jedyny ocalały z masakry, podłączony pod aparaturę, rozcięty, uśpiony, ale żywy: pacjent. 

Ten pacjent to ja. 

***

Coś mi mówi, że sobie poradzę. Co? Logika. Po stronie logiki są sny i intuicja. Brak danych, co zabijają przedwcześnie. Samotność jaskiniowa, asceza. Cisza, w której słychać rytm serca. Szum krwi.

Papa Grabek to twardziel. Kruszeje, jak oni wszyscy. Własne pomniki. Kamienie bez serc. 

***

Mam dziesięć lat, jestem w szpitalu. Coś mi przy obojczyku rośnie i strasznie boli. Dwie młode pielęgniarki wycinają na żywca, ja się drę, tak strasznie się drę, ale nic, świat wiruje dalej. 

Nie do końca mi to wycinają. Zostawiają serce. Serce zamienia się w pocisk. Pif paf. To z kolei ja. Po latach. Z obcym w piersi i plastikowym gnatem w dłoni. Kogo zastrzelić? Służbę zdrowia? Boga? Siebie? 

***

Logika. Po jednej stronie. Po drugiej zaś stronie, tak, tak, znamy już, znamy: wiedźma kontrolerka. Tańczy. 

Noemi Susenbach
fot. Ula Krojec

Pięćset coś tam 2

Pytanie: gdzie jestem? W czym ostatecznie się znajduję? Miasto, a nawet kraj, ba!, cała planeta to przecież tylko skorupka jajka. A co poza jajkiem? Co poza, niech Układ Słoneczny raczy wybaczyć skojarzenie, grzędą?

Na pudełku ze starymi zdjęciami znajduję numer telefonu. Pięćset coś tam. Wybieram cyfry w swojej komórce. Może się dowiem, kto to? 

Odpowiedź mrozi mi plecy. 

Niunia
Noemi Susenbach

mała czarna S/M

Nie chodzi tu tylko o rozmiar. Ale o tym: sza! Aisza-aisza-aisza-sza…

Jestem zniecierpliwieniem. Prądem. Pragnieniem. Płonącym okamgnieniem. 

Wyładowaniem atmosferycznym w atmosferze skandalu. 

Liną okrętową rozwiązaną lalą. 

Łańcuchami. Rozwiąźle… źle… niedobrze… dobrze… hm… najlepiej… kiedy jest źle… 

Oh, yeah. 

S/M
Noemi Susenbach

Jezus tańczący

Jest gwiazdą wystawy krzyży we wdzydzkim skansenie. Roztańczony nad drzwiami, uwodzi krokiem Michaela Jacksona i to faktycznie działa, zwłaszcza na starsze kobiety.

A potem nagle każe klęczeć na grochu. Sam sobie klęcz, odpowiadam i dopiero po chwili zauważałam, że facet nie ma jak klęczeć. Podobnie do mnie, potrafi tylko latać. 

DAB
Noemi Susenbach

I shot the sheriff

I shot the sheriff. I jak mnie jeszcze któryś wkurwi, też zastrzelę. Pytacie, jak? To proste. Wyciągam ramię, prostuję i strzelam. On, oczywiście uzbrojony z pałą, w panice chwyta wszystkiego, co tam mu sterczy. Daremnie. Nie ma takiego oficera, co by mnie wyprzedził. Nie ma takiej funkcji, co przegoni wicher. I’M SORRY. Sorry, sorry, sorry…

SAJK. 

Komunikat z planety Ziemia

6.6

Niedziela. Msza święta. W centralnym miejscu, na podwyższeniu, obwieszony błyskotkami mężczyzna z nadwagą pije alkohol. Przed nim wszyscy klęczą. Są dzieci. Jest ich dużo. Podobno składa się dzieci w ofierze. 

Albo gorzej… 

6.6

Nadaję z bazy. UFO gotowe odlecieć w każdej chwili. Gęstnieje Czarna Magia.

6.6

GORZEJ. 

Czarna Magia. Noemi Susenbach