Stos

Biegną. Słychać krzyki, groźby, bluźnierstwa. Mroczno. Wokół knieje, lasy, bór. A wśród tylko ta groza, ta rozwścieczona czymś tłuszcza. Zziajane zło przemyka wśród drzew.

Tłum poluje. 

Od kiedy wiadomo, że się szykują, czuć pod koszulą prąd. Owszem, jest strach, że boży gniew obróci się w naszą chałupę i to naszą córkę będą dziś gnać po lesie. 

Dlatego taka radość, gdy rodzi się syn. 

Dreszcz pod koszulą to też obietnica upojenia. Polowanie ma w sobie coś, o czym nie wie, kto nie spróbuje. To legalny narkotyk. I najtańszy, gdy ofiarą jest dziecko. 

Mrok coraz gęstszy. Szamotanina w lesie ustaje. Szybko. Ktoś nakłada pojmanej metalową obrożę, łańcuchem przykuwa do wozu. Ksiądz odprawia modły. 

Dziewczynka ma jasne włosy obcięte na pazia, gładką cerę. Do piersi przyciska szmacianą lalkę. Jest w szoku. Nie płacze. Jej błyszczące oczy wodzą nerwowo wokół, nad lękiem przeważa ciekawość. Jeszcze.

Pójdzie na stos. 

Stos. Noemi Susenbach

Nie. Ja się nie poddaję. 

A jesień mamy piękną tego roku

Po Ayahuasce można zobaczyć ludzi ognia. Krąg istot nieziemskich, które strzegą wejścia do wulkanu. W wulkanie jest burza ognista i coś w rodzaju Planu, którego mapę dostrzeże tylko trzecie oko. Struktura fraktali stanowi przestrzeń. Wszystko jest BARDZIEJ. 

Do bram poznania prowadzą też inne rzeczy. Szatan Kometa świadkiem. W przedsionku raju widzi uśmiechniętych zmarłych, a wśród nich: Mamę. Problem w tym, że Mama żyje. Niekonsekwencja jest jak lina, którą Mama rzuca Synowi, by się po niej wspiął ku życiu. 

***

Tymczasem Bella z dyżuru: Czy ciebie też tak życie wkurwia? Wkurwia. Życie. Które jest szansą. Jedyną. By żyć. Lub umrzeć. Niepotrzebne skreślić. 

***

Ta dziewczyna z grzywką ma na imię Pris. Lat osiemnaście. A może trzydzieści? Nie ma znaczenia. Jest piękna. Nieziemsko. 

– Chcesz? – wyciąga dłoń, na której leżą kolorowe papierki. Nie wiem, co z tym zrobić. Na wszelki wypadek urywam trzy i chowam do kieszeni. 

– Nie, to trzeba pod język – objaśnia Pris. Jej pełne usta obejmują papierek, ściągają z niego jakąś substancję i uwalniają po chwili. Wydaje mi się, że widzę dokładnie to samo, co widzi Pris. Rzeczywistość zagina się jak pod soczewką, która skupia miliony kolorów rozbitego z bieli światła.

***

Szaman czyta raport. O covidzie. Ludzie są bezradni, zauważa. Wystarczy, że czegoś nie widzą.

***

Tymczasem Pris tańczy wokół ognia. Pojawiają się inni. Wszyscy są piękni. Jak kwiaty, dzieci Nowego Czasu. Chcę coś powiedzieć, ale wciąż się coś dzieje, wciąż coś… 

– Wiecie, jak się nazywam? – odważam się wreszcie.

– Buchenbaum!

– Prossk!

– Evendritt!

– Von Gloubdich!

Czekajcie, to bez sensu. Nie trzeba zgadywać, sama opowiem. Opowiem wam wszystko, pozwólcie tylko, dajcie chwilę, bo się boję, że nie zdążę. I naprawdę odczuwam właśnie taki lęk. Nie zdążę. Ale jest szansa. Bo nagle milkną. Nabieram powietrza. Zaczynam mówić. Słuchają… I już przy pierwszym moim słowie znikają. 

Czerń kosmosu blednie, gasną gwiazdy, gaśnie Mars, gdy snuję opowieść, której nikt nie słyszy. 

***

A jesień mamy piękną tego roku. 

Jesień. Noemi Susenbach

NoFear

Wypuszczam pająki na wolność. Niech biegają. Niech świecą. W ciemnościach tak jest mało światła.

Wirus to jeden organizm. By go pokonać, trzeba się zmienić. W jeden organizm. 

Leci w świat wiersz, czytają go miliony, lecz w całym tym szerowaniu ktoś zapomina podpisać. Nazwisko?! Autor?! Brak. 

Ego wyciąga dłoń. Dłoń się obraca, zaciska w pięść. Wysuwa jeden palec. Tyle daje ci sława. I jeszcze parę przykrości. Na koszt firmy, gratis. 

Co jest ważniejsze: ego czy życie? Co jest pilniejsze: pomnik czy krew? Krew tworzy i chroni, ratuje i karmi. Na pomnik sika pies. 

Podobno już można rezerwować groby. Kosztuje to spore pieniądze. Ludzie biorą. Krzywa stała się prostą. Pionową. 

  • Mówią, że dramat w szpitalach.
  • DRAMAT DOPIERO BĘDZIE. 

Wypuszczam pająki na wolność. 

Pająki świecą w ciemnościach. 

Pająki są zawsze, bo

Pająków się nie zabija

NoFear. Noemi Susenbach

Haps.

„Cierpliwość” skończona. Rzecz ma miejsce dokładnie dziś rano, gdy lśni ostatnie lśnienie na ostatnim zębie w paszczy krokodyla. Krokodyl wpływa na wody planety Ziemia i zżera wszystko, co jeszcze żyje.

Haps.

Wokół kancelarii Ziarna pobojowisko. Lecą drzewa, gałęzie, ofiary. Sam Ziarno cudem ocalały, z wypiekami na policzkach opowiada:

– Milimetry! Milimetry! Jadę, leci drzewo, widzę film z całego życia i jak nie…! O włos, o włos od nieskończoności!

Żyje. Ma plany! Z Pipi na dach się wybiera! Nie wiem, czy Zieleniaka. Może. Pipi ma dziś urodziny. Co gorsze: Szaman też. Co gorsze: Szaman też by na dach poszedł. I najlepiej: skoczył. Problem w tym, że jedynemu urządzeniu, które może (umownie!) służyć za spadochron, wicher druty rwie.

A krokodyl płynie, okiem łypie i łapczywie szuka ofiar. Według moich danych – nie ma ucieczki. No, może, jakby ktoś miał skrzydła. Zjawisko to jednak nie jest popularne.

– Kup mu browar – proponuje Ziarno, gdy łamię głowę, co na prezent. – Albo najlepiej dwa, razem wypijecie.

Ta. Chyba zero. Albo najlepiej: minus. Żeby wyciągnęło, co już wypite. I wypalone. Tak jest. Gdy spotkasz człowieka, który cię naprawdę pokocha, licz się z kosztami. Koszta są pozornie dodatnie. Po pierwsze: troska. Prawdziwa, ojcowska troska, ta, co tak delikatnie, acz kategorycznie drąży podświadomość: ej, alkohol szkodzi, zabija. Ej, palenie szkodzi, zabija. Ej…

– DRUGIE pijesz?!

Nie wiem, co jest drugie, pierwsze mi w zupełności wystarczy. Wracając do krokodyla. Ziarno chce mnie poznać ze strasznie znaną i cenioną artystką. Widziałam jej prace. Są prawdziwe. Pochodzą ze świata, gdzie rodzą się morskie potwory i zżerają ludzkość.

Haps.

Haps. Noemi Susenbach

My

Światło.
Najwiecej o nim wie ten,
co naprawia żarówki.

Chodzi o płynność,
obieg,
połączenie.

Mknie fala przez ciemność
i właśnie ten ruch
stanowi jej istotę.

Zamknięta w sobie gaśnie.
Bo czymże jest bezruch, jeśli nie:
Grobem?
Mroźną pustką
posągowego
EGO?

Nie chcę pomników.
Chcę światła,
Strumienia kwantów
przez kontakt
twojej dłoni.

Zapal mnie.
Nie ma nic piękniejszego.

My. Noemi Susenbach

Flaja

– Wpadła mi mucha do piwa, wyleciała i nadal lata! – to dawne słowa Węża. Poczucie humoru u mężczyzny to coś w rodzaju koła ratunkowego na rozszalałym rzeczywistością morzu. Wszystko się wali dookoła, lecą w ruinę światy, a ciebie bujają fale i chichoczesz jak dziecko. Na tym kole można przepłynąć dookoła świata. I albo zaczniesz zwiedzać, albo się ze strachu…

Przekleństwa są jak czas przeszły. Nie używam.

Siedzimy z Szamanem w kuchni i prowadzimy rozmowę na temat połknięcia muchy z piwem. Chodzi o to, że wpadła mi mucha do piwa, ale nie wyleciała. I nadal nie lata. Szaman to widzi i już nie ma czasu mnie ostrzec, gdy przechylam kufel, zdąża ją jeno pożegnać.

Docierają do mnie jego słowa po chwili. Mucha jest już częścią mnie. I zaczyna się dyskusja. Bo ciało jak ciało, białko się wchłonie i tyle. Ale co ze świadomością? Wszak nic w przyrodzie nie ginie. Pamiętacie kultową kreację Jeffa Goldbluma? Czy zatem świadomość muchy przenika do mojej? A jeśli tak, to jaki ma wpływ? Na psychikę? Czy, wzorem amazońskiej żaby, że tak się kolokwialnie wyrażę: „klepie”?

A jeśli klepie i to się rozejdzie (dajmy na to, przez internet), czy ludzkość zacznie spożywać muchy?

– Tak – odpowiada No.

Tak.

Flaja. Noemi Susenbach

La luna accesa

Wśród czerni nocy zapłonął ogień. Ma zimny, anielski blask. Światło jest nieustępliwe, o czym mroki wiedzą. Rozstępują się więc posłusznie i nieco bezradnie, lecz z wdziękiem.

– Memento la vita! – chichocze Księżyc.

Każdy ma tyle samo czasu.

La luna accesa. Noemi Susenbach

You are the Sun

Ewelin napisała, że Niebiesow prowadzi z nią jakąś grę.

Nie wygląda to dobrze. Powiem więcej. Wygląda to bardzo niedobrze. Ale pamiętajmy, że wygląda to bardzo niedobrze tylko i wyłącznie z mojej perspektywy. No może nie tylko. Jednak nie tylko.

Mimo wszystko.

I szlag mnie jasny trafia, że taka z niej najlepsza przyjaciółka, gdy czezłam w kłopotach, nawet jej się zadzwonić nie chciało, ba! – obgadała mnie jeszcze.

Mimo wszystko.

A kurde, chciałam dziś o Ziarnie pisać! Wymyśliłam taką fajną grę, że piszemy do siebie zawsze po dwa esemesy. Przykład. Ziarno:

JA NIE PISZĘ.

JA NIE PISZĘ.

Ja:

DEBIL

DEBIL.

Co ja mam jej odpisać?! Czy w ogóle odpisywać? Czy rzucić koło ratunkowe, czy: leżę, śpię, latam? Moje trzy ulubione ostatnio czynności. Zapętlone cudnie, bo nauczyłam się śnić świadomie i jak tylko śnię, każę sobie latać, a żeby zasnąć, muszę się położyć i tak to się kręci.

Uwielbiam słowo DEBIL. Znam takiego co się nazywa: DEBIL K. Tak zapiąć się w obie płcie potrafi tylko on. Ona?

Podstawą inteligentnej konwersacji jest brak oceniania. Po co zatem rozmawiać? Żeby się dowiedzieć. A jak się dowiedzieć? Trzeba zadawać pytania. Przykład:

– Czy jesteś w stanie prowadzić z nim tę grę?

You are the Sun. Noemi Susenbach

Un bacio per la strada

Jedna z nich ma na imię Kasia. Nieco przy kości, drepcze po kuchni, jak sama określa: w kółko na szmacie. Jest, a jakby jej nie ma. Bardziej niż ona – stanowi ją mąż. Facet totalnie żaden. Od kilkudziesięciu lat szuka pasji. Owszem, zna się, ale tylko na piwie. Dlatego ma browar. Jeśli zaś chodzi o całą resztę – wyliczył, że najlepiej znać się na muzyce, którą według statystyk lubi najwięcej ludzi. Czyli Kazik, Led Zeppelin. I Mozart jeszcze.

Albo Vivaldi.

Druga to Józefina. Bystra i niezależna, świadomie wędruje po krętych schodach piekła. Nie wie, że pocałunek leżącej przy wejściu na dantejski melanż Księgi Fatum, jest śmiertelny. A może wie? A może? Wszak ona wie wszystko. Dlatego, gdy wspinam się po schodach ku wyjściu, staje na palcach z umalowanymi na czerwono paznokciami i szepce mi do ucha: – ja tu zostaję. Zostałam ukąszona.

Trzecia. Jagoda. Rozpromieniona blondynka. Jej ciało świeci w ciemnościach, dlatego ciemność jej pragnie. Pilnuje.

Jagoda chce nauczyć się pływać. Ale nie wie, czy jej wolno.

Nie wie, czy jej wolno…

Czwarta to ja. Mam na imię Noemi. Wysyłam pocałunek na drogę.

Un bacio per la strada. Noemi Susenbach