Biuro do spraw prezydenta

Mówią, że każdy człowiek ma w sobie rodzica. Obu! Na każdym kroku się za człowiekiem ciągną, przypieprzają, krytykują. Pilnują. 

Tymczasem zamiast matki, można mieć w sobie siostrę. Siostra uwielbia imprezy, pali blanty i zna wszystkie sekrety. Z kolei zamiast ojca: brat. Ziomek z długimi włosami, na rowerze. I tak superego przechytrzone, opieka zapewniona, życie z nieustającego egzaminu zmienia się w nieustającą zabawę. A starzy od obowiązków uwolnieni, wreszcie mogą doświadczyć nigdy przecież nie doświadczonej młodości. 

Ocenianie jest tak samo nudne jak wieczór poetycki, kolejne spotkanie autorskie z tą samą, uwielbianą przez władze autorką, której nikt nie czyta, ale można się wina napić za darmo. 

Najgorsze są te mikrofony. Rozgłos dla siedmiu osób. Widownia w mikropokoiku na szczotki. Powaga na twarzach. Słowa wielkie i niezrozumiałe. Zaduma w stylu: czy wyłączyłam żelazko? 

Przychodzi list z urzędu. Tytułują mnie Szanownym Panem. Po męsku. Wszak list głosi ocenę negatywną, rzecz trzeba wziąć na klatę. Korci, żeby zrobić z niego samolot. Wysłać przez okno, ku pewnej zagładzie. Tylko że zimno i wieje. Poza tym trochę szkoda. Czasem przydaje się kawałek papieru. 

Szanowny Panie! 

Biuro Prezydenta ds. Kultury informuje, że Komisja Gdańskiego Funduszu Promocji Wydawnictw ocenia negatywnie…

Dalej jest już nieczytelne, wysypało mi się z młynka. Robimy z siostrą LOL. 

LOL
Noemi Susenbach

Karteczki

Jeśli jesteś ateistą i po śmierci zapukasz do drzwi Boga, przez szparę w drzwiach wysunie się karteczka z napisem: NIE MA MNIE. 

Jeśli jesteś agnostykiem, wątpisz: może tak, może siak, na karteczce znajdziesz wiecznie aktualny napis: ZARAZ WRACAM. 

Lecz gdy wierzysz gorąco, wszystkich wokół do swej wiary przekonujesz, modlisz się i do kościoła biegasz, tam na kartce będzie napisane: LOL. 

A jedyny prawdziwy, obecny w każdej chwili, namacalny, widzialny a niedostrzegalny, zaniedbany do szczętu i wzgardzany w lustrze Bóg – obróci się w proroczy proch. 

Jaka szkoda. 

Wolność

A jeśli sensem życia jest wolność? Zaklęta gdzieś w zakamarkach umysłu, w sercu, w mitochondriach, w dziedziczonej przez pokolenia pamięci przodków drzemie leniwie, aż obudzi się świadomość, że to właśnie o nią chodzi. A człowiek się miota, szuka, używa, ginie. Co by tu jeszcze ze sobą zrobić? Może coś kupić? Może gdzieś pojechać? 

Nic nie pomaga. I dopóki myśl jest jedynie kopią cudzej myśli – nie pomoże. 

PLAN A

Serio nic dziś nie zrobię? Nie napiszę książki, dzieła nie stworzę? Nie wychowam dzieci? Męża nie znajdę? O Boże?! 

Nie ogłoszę niczego, nie przekonam nikogo? Do swej racji? 

Nie nawiążę relacji?

Nie udzielę wywiadu. 
Nie ugotuję obiadu. 
Nie zrobię nic, żeby mi było „lepiej”.

Jest plan, że nawet się nie zaszczepię. 

Tylko kawę zaparzę, w fotelu osiądę i będę patrzeć na drzewo, jak nanometr po nanometrze pnie się ku rozpalonemu niebu, które przecież nie chce ode mnie żadnych osiągnięć, żadnych sukcesów, nic poza tą chmurą, którą powoli wypuszczam z ust. 

Poza tą chwilą, zanim nacisnę na spust.

Państwo zagubionych dzieci

Czym jest starość? Starość to powaga. Stan, w którym ewentualnie dopuszczalne emocje to: strach, długo, długo nic, potem znów strach i na końcu miraż gniewu, kilka fałszywych nut złości, jakaś zabłąkana nad kotletami łza, nic więcej. 

Broń boże, radość! Żadnych żartów, uśmiechów. Powaga to szczelna komora z dokładnie odliczonym zasobem tlenu. 

Czasem widzę takie dzieci. Nie mają zmarszczek, a już są stare. Idą przez ledwie rozpoczęte życie z ciężkim wiekiem do trumny ku najdoskonalej czarnej formie starości: śmiertelnej powadze.

Magda z Warszawy

Dwa browary. Konsultowane z lekarzem. 

Lista znajomych:

O BOŻE!!!

siedem siedem dwa tysiące dwadzieścia jeden

Liczę i doliczyć się nie mogę, tymczasem dzwoni Magda z Warszawy i teraz to już się nie doliczę. Cały świat! Cały świat! A może: kosmos? Hej, hej, z góry uprzedzam: noł-fakin-łej. Interesuje mnie tylko zabawa. Nie zamierzam bawić się sama. W ogóle nic nie zamierzam. 

Dwa browary po trzynastej, dość, że zimne, to w dodatku mokre. Spytajcie Bellę. Ma uprawnienia. I pieczątkę: 

PANI DOKTOR.

Wypisuje receptę, zalecenia ścisłe: dwa buchy nad ranem, dwa browary na czysto. Dżisas, kurwa, ja pierdolę, chwytam za pistolet, chcę strzelić, lecz ze śmiechu nie mogę. 

Demon zmienia się w węża. Wąż ma kolor czerwony. Sunie wewnątrz kości, pływa w ich purpurze. Wnika do szpiku. Wnika do szpika. Rodzą się erytrocyty. Po jakich rodzicach! 

Czy jest na sali geniusz, który mię rozumie?! 

To co leci, to jest chyba tango. La milonga. Za oknem lato. W doniczce zioła. W telefonie alert. Burza się zbliża. Wicher wichry woła. 

Riders on the storm… 

Lecę! Morze się samo nie opłynie. 

Jeźdźcy Apokalipsy

Największe pierepałki człowiek ma z czasem. W każdym kontekście. Jako młody chce być starszy, jako starszy młodnieje. Uwięziony w przyjemnym wspomnieniu, bądź w szczytnym celu, nie może nawet trafić w kalendarz, a co dopiero się w nim poruszać. Ta podróż ma wiele skrótów. Żaden nie prowadzi do celu. 

Leci Lana del Rey. Doin’ time. Oż kurde, a teraz The Doors. Riders on the storm. 

Jestem wichrem. 
Burzą.
Blondyneczką niedużą
Mówią, że mam go kochać
Mówią, że mam z nim być
Na drodze jest morderca
Pozwól tym dzieciom śnić

W przydrożnym rowie leży but
Opadam na ziemię jak deszcz 
nut.

13:51

Wiersze bywają straszne. A przecież to tylko wiersze. Tak samo nierzeczywiste jak sny. Które też bywają straszne. A przecież to tylko sny. 

Czasoprzestrzeń

Przeszłość to pełno zakamarków, przyszłość: niespodzianek. Niewiele się od siebie różnią, ale najbardziej łączy je jedna rzecz. Obie nie istnieją. 

Są teorie, że człowiek nie jest jedyny w kosmosie, w co faktycznie wstrząsająco trudno uwierzyć. Tak samo niepojęte jak to, że człowiek nie jest jedyny na Ziemi. 

Lub na drodze krajowej. 

Kruk

Czekam na koniec tego miesiąca z upragnieniem godnym refleksji. Czy chodzi o zimę, której dedykowany jest styczeń, jakoby luty miał przynieść zrazu wiosnę? Czy może tkwi w tym oczekiwaniu nadzieja na kres:

  • Epidemicznej maskarady?
  • Żywota Baby z góry?
  • Świata?!

Wyglądając apokalipsy, codziennie chodzę do lasu. Mam tam swoją polanę na wzgórzu, skąd widać wieżę kościoła. I choć to blisko miasta, ostatnio słyszę kruka. Zadzieram głowę, a ten krąży nade mną prezentując ogromne, czarne skrzydła. Nagle kieruje swój lot w stronę sterczącego z wieży krzyża. Ląduje na nim. I śpiewa żałobną pieśń. 

Z chrześcijańskich mądrości można się dowiedzieć, że kruk na wierzchołku domu zwiastuje temu domowi rychłą śmierć.

To ma sens. 

Pegaz

Sytuacja wygląda tak. Siedzę w fotelu, sączę ze szkła, pykam z cybucha oraz słucham muzyki. Dyskoteka z lat nastoletnich, coś pięknego. W głowie cudowna pustka. Noc za krótka jak moja sukienka. Nic nie poradzę, że skrzydła mam piękne. Nic nie poradzę.

Jestem Pegazem. 

Pegaz. Noemi Susenbach