Szamasz

500 stron drobnym drukiem, Słownik symboli. I to tylko niektórych. Pięćset stron takich cudów, że na bawolej skórze nie da się spisać. A tu proszę. Władysław Kopaliński, profesor profesorstwa. Członek Światowej Akademii Profesorów. Brawo. 

Śledzę z pasją ten brawurowy zapis ludzkiej wyobraźni. Dziś hasło Jednorożec. Ale zanim: Jeleń. Potem: Barwa. Kot mi przeszkadza w lekturze. Domaga się zabawy. Siada przy zabawce i się drapie. Straszy, że ma pchły. Planuje wymusić pieszczoty. Potem zabawę. Wszystkie te zabiegi są czynione podstępnie, ale człowiek myślący ma rozum. Miewa. 

Wracając do Jednorożców, prym w fantazjowaniu wiedzie chrześcijaństwo, jednak w kierunku mroku. Wesołe, acz psychopatyczne wymysły można znaleźć w mitologii i tu bym dała ex aequo

Czterdzieści minut później. Chwilowy spokój z kotem. ALE NIE WIADOMO. Wymysłów nigdy dość i to jest właśnie najciekawsze. Co oni jeszcze wymyślą?

Barwy narodowe. Biel i czerwień. Starożytność. Boginią Górnego Egiptu jest biała Nechebet, skrzydlata strażniczka faraonów. Zaś Dolnego Egiptu: czerwona pani Nieba, kobra, Udjat (Edjo, Buto). Królowa Bogów. 

Dwie silne kobiety. 
Zamiast bielika na polu krwi. 
Może to wróżba?

Kot śpi. 

Latarnia Diogenesa

Dziewczyna z długimi włosami kolor ciemny blond zadaje dziwne pytania. I jak teraz wyjaśnić tej kosmitce, że tu nikt nikogo nie rozumie, taki klimat planety, może błąd w systemie, w sumie powinna to wiedzieć, czym oni się w tym kosmosie zajmują, przysyłają tu dzieci we mgle? A ona, że taki jest plan – zadawać pytania, pełno pytań, jak Diogenes z beczki, i że nie pyta przecież, czy ktoś kogoś rozumie, tylko: dlaczego NIE? 

– A co trzeba zrobić, żeby zrozumieć innych?
– Nic.

Po ulicy Ratuszowej biegną bezpańskie dzieci wschodu, nikt ich nie pilnuje, nie mają telefonów komórkowych, GPS-ów, lokalizacji, ani wyliczonego czasu. Życie bez monitoringu. Największy skarb, klucz na szyi. 

Dziś każde dziecko ma czip, wiadomo nawet, kiedy się po głowie drapie, może mieć wszy, a przecież na wszy są znane sposoby. Współczesna Europa nie zgadza się na nic, czego się nie da skontrolować, dlatego dzieci z Ratuszowej są poza Europą i gdyby nie mróz, można by powiedzieć, że to już właściwie Afryka. 

Jestem z czarnego kontynentu, nie jadam śniadań, nikogo nie obchodzę, prawie nikt mnie nie chce. Od pierwszych chwil istnienia mam zagwarantowaną wolność, muszę tylko nauczyć się latać. I zwiać. 

To nie będzie trudne. Właściwie nic nie jest trudne w tym wymiarze, wystarczy zaprzyjaźnić się z Nemo, której imię wywołuje emocje, niektórzy przekręcają, tworzą anagramy, prawdopodobnie są zdania, że wszyscy powinni nazywać się Kasia. 

Nemo ma włosy ciemny blond i jest z kosmosu. Czeka pod ratuszem, żeby przekazać wiadomość. Ale zamiast tego, zadaje pytania i to jest największa trudność w tej całej misji zwanej podróżą ku wolności, czy jak kto woli: życiem. 

Kwestia czasu

Czas czasami znika. Gdy zanurzysz się w tu i teraz, przestaje nagle istnieć i właściwie dziwne, że do tej pory istniał. Przecież to jakaś abstrakcja. Czas? Chodzi o zmianę, a nie o czas. O to, że ta chwila jest tylko na chwilę, bo po niej następuje inna, a po innej jeszcze inna. Czas nie istnieje, jest tylko jego doświadczanie, a właściwie doświadczanie zmian, jakie zachodzą na skutek procesu, który jest procesem nieustającym, od czasu niezależnym. Czas jest wtedy, gdy planujesz. Gdy wyprzedzasz siebie, swój los, drwiący z ciebie po cichu, bo przecież możesz sobie próbować ile chcesz, i tak nie dasz rady. I tak nie wiesz. 

Zatem czas to iluzja. Śmieszne wyobrażenie, połamane fragmenty osi wieczności, wygięte niezdarnie przez przekonanego o swej słuszności człowieka. 

Noe

Tylko spokój. Cisza. Mgła, w której się trzeba zanurzyć, przeczekać. A myśli niech płyną jak kry na rzece. A słowa niech brzmią jak rozmowa kaczek. Fiu, fiu, fiu, fiu. Gęg. Gęg. Co mnie to wszystko obchodzi? Naprawdę nie wiem. 

© Noemi Susenbach

Matrix

Facet zadaje osobiste pytanie, ale tak osobiste, że ciary na plecach. Coś, co poza umysł nie wychodzi, bo jest tylko snem i to snem nieopowiedzianym nikomu. A on wie. Kilka sekund konsternacji, patrzenia prosto w oczy. Nie wygląda na kolegę. Sprawdza. Bada. 

Agent Smith? Przypadkowy nieznajomy? Anioł z czwartego wymiaru? A może szatan, ciemna strona wszechświata? Bo przecież nie Bóg. 

Odpowiedź musi być prosta. I jednocześnie zawiła. Na tyle zawiła, żeby się agent-szatan pogubił. Ważne jest ostatnie zdanie, z pytaniem w domyśle, coś w rodzaju: nieprawdaż? Co o tym myślisz, agencie Smith? Zamiana ról jest jak brak śladów. Nic skuteczniej nie zatrzymuje pogoni. 

Ta rozmowa jest poza światem. Tak jak poza światem jest tamto spotkanie w markecie. Ułamek sekundy, przelotne spojrzenie, dwa dni później w gazetach piszą, że to ktoś sławny. Nie żyje. Poznajesz na zdjęciu. Ma twarz anioła. Włosy półdługie. Blond. 

Wymiana myśli. Czy do tego potrzeba słów? A może jest coś poza umysłem, przenika sny i szepce, pulsuje, wybija rytm, kod, do którego dostęp masz tylko ty? 

I agent Smith. 

Planeta pszczół

Enjoy the silence

Energia w ciele, energia w umyśle, jakby umysł ciałem nie był, jeszcze raz. Energia w duszy, energia w pamięci. Stop. A po co rozpamiętywać? 

Żadnych minusów, żadnych mroków, żadnych tajemnic, żadnych przemilczeń, żadnych… żadnych. 

Jest jak jest. Za chwilę będzie inaczej. 

Znaki zewnętrzne? Jedzie dziewczyna, na rejestracji 666, na zderzaku ryba. Chwilę potem czarny rower z Sopotu. Wszystko w jednym. Bóg combo. Dobro i zło. Życie i śmierć. A ty labiryntem między jednym a drugim, bez kompasu. Albo raczej: z rozregulowanym kompasem, ale tak rozregulowanym, że pokazuje zupełnie odwrotnie. Północ tam gdzie południe i tak dalej. 

Cud, że żyjesz. 

Rakietowy wampir

Udaje stalowego giganta. Niestety. Nie te czasy. Cóż, przyjdzie wreszcie spocząć pod choinką. Zamiast Godzilli ze sklepu Żart. I zamiast diabełka na ramieniu, co podpowiada grzechy. – Ej, no weź, zrób sobie krzywdę, zobacz, jesteś taki, że akurat wziąć młotek i trzasnąć w łeb!

Działa. Czasami. Często. Ale nie w tym przypadku. Teraz to tylko zabawka, kukiełka w teatrzyku za kanapą w suterenie, która regularnie pada ofiarą rabunku, ale policja mówi, że lepiej uważać. 

Jak syn to Kacper. Albo Mikołaj. Drugi Kacper. Albo Mikołaj.

Stąd tam jest tylko skok w rakietowych butach. 

+

Krokodyl 2

Alicja tańczy z krokodylem. Krokodyl gubi krok. A gdyby wzrok podnieść, w niebieskiej poświacie kuca królik i zaprasza na herbatkę. 

Czym jest marzenie?, pyta go Alicja, pląsając nad poczwarą. Znany z mądrzenia się królik odpowiada, jakby czytał z encyklopedii: 

– Marzenie to wizja przyszłości.
– Czy ta wizja się sprawdza?
– Bardzo dokładnie.
– A więc warto marzyć?
– Raczej nie.

Trudny to moment, gdy z zaskoczenia poplączą się nogi. Krokodyl tylko czeka na takie wpadki. 

– Jak to: nie warto? Jeśli nie będzie wizji, to się nie spełni! 
– A skąd pewność, że to właściwa wizja?

Królik podnosi brew i wygląda na to, że cała ta akcja dzieje się w cylindrze. 

^^Noemi Susenbach

DO NOT PANIC

Jedyne, co mam do zaproponowania. A jeśli już, to bezruch. Żadnych decyzji. Przeczekać. Schować się pod kocem z gwiazd. Niech się samo zadzieje. Proszę bardzo. W sumie nawet jestem ciekawa. Uciec zawsze zdążę. Wichry poruszają się szybko. Szybszy jest prąd i światło. A tym akurat jestem. 

Tymczasem wcale nie uciekam. Raczej gonię. Wiedźmę kontrolerkę. Robię jej testy. Głęboko do nosa. Mówię, że to konieczne, choć jest szczepiona osiem razy. Za każdym razem boleśnie. Z powikłaniami. 

Papa Grabek w magmie pływa. 

®Zofia Kubryńska & Noemi Susenbach