Skrzydła

Ten popiół jest we mnie. Tkwi w szpiku kostnym, w osi istnienia. Lekki jak puch pisklęcia, które wykluwa się z jaja. Skorupa nie pęka od razu. Opór wywołuje pierwszą w życiu emocję: lęk. A co, jak nie pęknie!? Przecież nikt nie mówi, że pęknie. Gorzej: nikt nie mówi nic i właściwie nie ma ma podstaw, by przypuszczać, że ktoś w ogóle istnieje. 

Ale skoro nie istnieje, to skąd u diabła wzięło się to jajo, skąd to, co zza jaja, po mozolnych uderzeniach dziobem, wreszcie wyziera?

TAKIE WIELKIE?!

Skrzydła
Noemi Susenbach

Propozycja Szatana

Kusi. Splendorem. Ogniem fajerwerków. Obietnicą ze snu. Stos? Nieaktualny. Piekło? Zwiedzone. Sława? Przebrzmiała. Pieniądze? Zbędne. Nuda? Wykluczona. 

Szatan skrzy się bystrością. Jest lustrem magicznym, akomodacją trzeciego oka. Inną perspektywą. Czernią, chłodem, ripostą. Negatywem. Archiwum wojny światów. Diabelską Księgą Fatum. 

Któż nie czyta w zarazie? W piwnicznym mroku schodzę więc do lochów, skręcam w lewo, mijam drzwi. Dłoń zanurzam w skrytce. Klucze są dwa. Do dwóch zamków. Mój zamek jest na wschodzie. Ma kolor czerwony. Wchodzę po cichu, żeby starej nie budzić. Stara śpi twardo. Ale nawet gdy nie śpi – udaje. 

Drugi klucz jest Szatana. Jego zamek to wieża. Strzelistość w koronie 
mieni się światłem jak diament
czas wyrównać rachunki
pif-paf!
Wieża płonie

Wygrywa, kto ma talent
Teraz i zawsze i na wieki wieków
Amen

Wichrom potrzebna jest przestrzeń

MM wyraża nadzieję, że łapię oddech. Łapię jak łapię, ale czy go wypuszczam? Wszak wydech jest równie ważny, może nawet ważniejszy. Powietrze uchodzące z płuc wymiata z nich toksyny, wszelką smolistość i czerń. Wspomnienie kopniaka w brzuch oraz pięści na twarzy. Wstydu za kobiecość, wściekłości na własne łzy. Czego ryczysz?! – wylatuje z ciała, boleśnie drapiąc gardło. Puste korytarze tętnic czekają na świeży tlen. 

Czarna dziura: owszem. Łapie, nie wypuszcza. Zasysa życie łapczywie, jakby go było za mało, jakoby nigdy dość. Pochłania światy i czasy, traumy i urazy, kopniaki, patriarchat. Leci w przestrzeń kosmiczną silne męskie ramię, leci głowa rodziny, leci żebro Adama. Mknie w czeluść prezes partii i gazująca policja. 

Kościół rozrywa na strzępy. Wygląda jak plakat aborcyjny faceta po zabiegu. Płaczą płaczki żałobne, jaka wielka szkoda! Ksiądz tak kocha dzieci, że każe im je rodzić. 

Łapiesz oddech? Zanim złapiesz, wypuść. Wyhucz, wykrzycz, wydudnij. 
Zmiana to wicher. 
Wichrom potrzebna jest przestrzeń. 

Bikini

Życie to nie jest bukiecik fiołków. Prawa są twarde jak ocean. Jedyna szansa to unieść się ponad sztorm wysoko, wysoko i spojrzeć na to wszystko z góry.
A z góry widać, że…

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

Bestia pruje oceany, z bieguna ciągnie wiatr 
Wicher jest magnetyczny
Liturgiczno-orgiastyczny
Sanitarno-epidemiologiczny

Apo-ka-li-pty-czny.

Raz-dwa-trzy 
Cała wanna krwi
W wannie leżysz ty
I myślisz: O Boże
co na siebie włożę?!

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

W konkursie na najlepszy wiersz wygrywa: Cisza. 
Słowa wymyśla człowiek, żeby przekonać Boga, jakoby umiał kochać…

…w świątyni.
Gdzie właśnie przebywam.
I nie wierzę tak łatwo.
Pstryk i światło.

Palą się raczej świece
or-az-gaz
pieprzowy;
ofiary męki
wydają jęki
z urn narodowych.

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

Ach, zapomniałabym!
O latającym dywanie zwijanym w niewidzialny turban o nazwie czapka covid-ka.
Podobno zabija mózg
Wciska się przez maskę PE/GAZ
wsiąka w skórę jak KWAS
a potem: szast, prast!
I nie ma starej w przedsionku nieba
do kościoła poszła
POSTĘPOWAĆ JAK TRZEBA.

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

Dwieście pięćdziesiąt milionów lat temu…
jest wszystko po staremu.
Homo wirus to taka forma
co oddycha tlenem
i żeruje nocą
sens swego istnienia
wypełnia przemocą

Siedem długich fal
Żeglujemy w dal
Nic nas tu nie czeka
Ani pół
Ani ćwierć
Tylko śmierć
Człowieka.

© Noemi Susenbach

Bikini. Noemi Susenbach

My

Światło.
Najwiecej o nim wie ten, co naprawia żarówki. Mknie fala przez ciemność i właśnie ten ruch stanowi jej istotę. Zamknięta gaśnie. Bo czymże jest bezruch, jeśli nie grobem? Kamienną pustką posągowego EGO.

Nie chcę pomników. Chcę światła. Strumienia kwantów przez kontakt twojej dłoni.

Zapal mnie.
Nie ma nic piękniejszego.

My
Noemi Susenbach