Black Mesa

Piasek jak pył. Pustynny wiatr wciska się w szczeliny, nos, uszy, zakamarki duszy. 

Obrócony w proch stary świat 

zaciera ślad.

***

Wirus jest bytem inteligentnym. Nie jest to sztuczna inteligencja. Tylko czarcia. 

Black Mesa. Noemi Susenbach

Zaklęte pudełko snów

Dwa tysiące lat temu rodzi się jakieś dziecko. WOW. Niesamowite. Co chwila rodzi się jakieś dziecko, sporo tych dzieci umiera z głodu, tymczasem pół świata zapierdala po sklepach w pocie czoła i kupuje nikomu niepotrzebne rzeczy, ciągnie do domu drzewo, odpieprza szopkę, bo kiedyś tam coś BYĆ MOŻE.

Historię narodzin może opowiedzieć tylko jedna osoba. Ta, która rodzi. Ale tak się nieprawdopodobnie składa, że nawet najmniejszy pastuch ma w tym temacie więcej do powiedzenia. 

Zaklęte pudełko snów. Noemi Susenbach

Propozycja Szatana

Kusi. Splendorem. Ogniem fajerwerków. Obietnicą ze snu. Stos? Nieaktualny. Piekło? Zwiedzone. Sława? Przebrzmiała. Pieniądze? Zbędne. Nuda? Wykluczona. 

Szatan skrzy się bystrością. Jest lustrem magicznym, akomodacją trzeciego oka. Inną perspektywą. Czernią, chłodem, ripostą. Negatywem. Archiwum wojny światów. Diabelską Księgą Fatum. 

Któż nie czyta w zarazie? W piwnicznym mroku schodzę więc do lochów, skręcam w lewo, mijam drzwi. Dłoń zanurzam w skrytce. Klucze są dwa. Do dwóch zamków. Mój zamek jest na wschodzie. Ma kolor czerwony. Wchodzę po cichu, żeby starej nie budzić. Stara śpi twardo. Ale nawet gdy nie śpi – udaje. 

Drugi klucz jest Szatana. Jego zamek to wieża. Strzelistość w koronie 
mieni się światłem jak diament
czas wyrównać rachunki
pif-paf!
Wieża płonie

Wygrywa, kto ma talent
Teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen

Wieża w ogniu. Noemi Susenbach

Statek kosmiczny Ziemia

Myślą, że tego nie robią. Nie podróżują wśród gwiazd. Tkwią przytomnie na stanowiskach. Jak kamienie. Tymczasem kamienie: owszem. Podróżują. Statkiem kosmicznym Ziemia.

A na statku chaos. Na początku jest chaos. Zanim skończy się koniec

Końcówka ciężka, męcząca. Zgodnie z fabułą nadętą jak szkolna lektura. Zombie, flaki, żylaki, gaz, frazesy, pióra. Zaraza i purpura. 

Podobno jest lekarstwo
Sto procent skuteczności
Ciężko jednak coś znaleźć
Gdy się nie szuka…

Miłości

***

Każdy chce żyć. Czemu zatem nie żyje?

Statek kosmiczny Ziemia. Noemi Susenbach

Przedświt

Człowiek zazdrości naturze snu. Sam chciałby się pozbyć życia, zasnąć w jaskini na zimę, zastygnąć w bezruchu do wiosny. Niestety, musi walczyć. Walka to codzienna, nierówna, niewdzięczna. Stawką są buty z propylenu oraz kurtka z folii, którą można zobaczyć na śmiertelnie poważnej modelce lat piętnaście. Oba trofea, na pierwszy rzut oka – do zamarznięcia. Kostki gołe, nerki gołe, goły biały tors. I kosztują roczne wyżywienie umierającego z głodu gdzieś tam w Afryce dziecka. Kogo to obchodzi?

Chcę spać. Niech kosmos sam dokona Planu. Śmierć to etap, przejście. Szkoda tylko, że pamięć znika. Wszystkiego szkoda. A może nie?

Brak to puste miejsce, które czeka na Nowe. 

Przedświt. Noemi Susenbach

Wichrom potrzebna jest przestrzeń

MM wyraża nadzieję, że łapię oddech. Łapię jak łapię, ale czy go wypuszczam? Wszak wydech jest równie ważny, może nawet ważniejszy. Powietrze uchodzące z płuc wymiata z nich toksyny, wszelką smolistość i czerń. Wspomnienie kopniaka w brzuch oraz pięści na twarzy. Wstydu za kobiecość, wściekłości na własne łzy. Czego ryczysz?! wylatuje z ciała, boleśnie drapiąc gardło. Puste korytarze tętnic czekają na świeży tlen. 

Czarna dziura: owszem. Łapie, nie wypuszcza. Zasysa życie łapczywie, jakby go było za mało, jakoby nigdy dość. Pochłania światy i czasy, traumy i urazy, kopniaki, patriarchat. Leci w przestrzeń kosmiczną silne męskie ramię, leci głowa rodziny, leci żebro Adama. Mknie w czeluść prezes partii i gazująca policja. 

Kościół rozrywa na strzępy. Wygląda jak plakat aborcyjny faceta po zabiegu. Płaczą płaczki żałobne, jaka wielka szkoda! Ksiądz tak kocha dzieci, że każe im je rodzić. 

Łapiesz oddech? Zanim złapiesz, wypuść. Wyhucz, wykrzycz, wydudnij. 
Zmiana to wicher. 
Wichrom potrzebna jest przestrzeń. 

Wichrom potrzebna jest przestrzeń. Noemi Susenbach

Czarna świątynia

Każdego dnia się wydaje, że gorzej być nie może, nazajutrz przekonuje: owszem. Wytrzymałość ludzka nie zna granic. Jednak człowiek dźwiga do momentu, gdy dźwigać już nie może. Wtedy niesie go niezwykła moc. Fala buntu. Budzi się w nocy jak dziecko, którego rodzice nie kochają, ksiądz molestuje, a nauczyciel obraża. Znikąd pomocy. Wstaje po cichu, zakłada buty… 

Father – yes, son? – I want to kill you. 

Kipi od natchnienia, nie można dobrać słów. Chowają się za drzewa w nieprzeziernej dżungli umysłu. Czarnej świątyni. Wiedzą, co robią. Każde mianowicie słowo zostawione w piśmie, z Czasem ciałem się staje. 

Jeszcze przeszkadzają! Robią zamieszanie, zgłaszają problemy, jakieś swoje sprawy, nieobecności, problemy z łączem oraz choroby. Większość nieprzygotowana, co zrozumiałe w okresie pandemii. Czasu nie znamy. 

Jaki jest klucz? W czym rozpoznać słuszność? 

Czarna świątynia czuwa. 

Czarna świątynia. Noemi Susenbach

Bikini

Życie to nie jest bukiecik fiołków. Prawa są twarde jak ocean. Jedyna szansa to unieść się ponad sztorm wysoko, wysoko i spojrzeć na to wszystko z góry.
A z góry widać, że…

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

Bestia pruje oceany, z bieguna ciągnie wiatr 
Wicher jest magnetyczny
Liturgiczno-orgiastyczny
Sanitarno-epidemiologiczny

Apo-ka-li-pty-czny.

Raz-dwa-trzy 
Cała wanna krwi
W wannie leżysz ty
I myślisz: O Boże
co na siebie włożę?!

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

W konkursie na najlepszy wiersz wygrywa: Cisza. 
Słowa wymyśla człowiek, żeby przekonać Boga, jakoby umiał kochać…

…w świątyni.
Gdzie właśnie przebywam.
I nie wierzę tak łatwo.
Pstryk i światło.

Palą się raczej świece
or-az-gaz
pieprzowy;
ofiary męki
wydają jęki
z urn narodowych.

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

Ach, zapomniałabym!
O latającym dywanie zwijanym w niewidzialny turban o nazwie czapka covid-ka.
Podobno zabija mózg
Wciska się przez maskę PE/GAZ
wsiąka w skórę jak KWAS
a potem: szast, prast!
I nie ma starej w przedsionku nieba
do kościoła poszła
POSTĘPOWAĆ JAK TRZEBA.

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

Dwieście pięćdziesiąt milionów lat temu…
jest wszystko po staremu.
Homo wirus to taka forma
co oddycha tlenem
i żeruje nocą
sens swego istnienia
wypełnia przemocą

Siedem długich fal
Żeglujemy w dal
Nic nas tu nie czeka
Ani pół
Ani ćwierć
Tylko śmierć
Człowieka.

© Noemi Susenbach

Bikini. Noemi Susenbach

My

Światło.
Najwiecej o nim wie ten,
co naprawia żarówki.

Chodzi o płynność,
obieg,
połączenie.

Mknie fala przez ciemność
i właśnie ten ruch
stanowi jej istotę.

Zamknięta w sobie gaśnie.
Bo czymże jest bezruch, jeśli nie:
Grobem?
Mroźną pustką
posągowego
EGO?

Nie chcę pomników.
Chcę światła,
Strumienia kwantów
przez kontakt
twojej dłoni.

Zapal mnie.
Nie ma nic piękniejszego.

My. Noemi Susenbach