Czarna świątynia

Każdego dnia się wydaje, że gorzej być nie może, nazajutrz przekonuje: owszem. Wytrzymałość ludzka nie zna granic. Jednak człowiek dźwiga do momentu, gdy dźwigać już nie może. Wtedy niesie go niezwykła moc. Fala buntu. Budzi się w nocy jak dziecko, którego rodzice nie kochają, ksiądz molestuje, a nauczyciel obraża. Znikąd pomocy. Wstaje po cichu, zakłada buty… 

Father – yes, son? – I want to kill you. 

Kipi od natchnienia, nie można dobrać słów. Chowają się za drzewa w nieprzeziernej dżungli umysłu. Czarnej świątyni. Wiedzą, co robią. Każde mianowicie słowo zostawione w piśmie, z Czasem ciałem się staje. 

Jeszcze przeszkadzają! Robią zamieszanie, zgłaszają problemy, jakieś swoje sprawy, nieobecności, problemy z łączem oraz choroby. Większość nieprzygotowana, co zrozumiałe w okresie pandemii. Czasu nie znamy. 

Jaki jest klucz? W czym rozpoznać słuszność? 

Czarna świątynia czuwa. 

Czarna świątynia. Noemi Susenbach

Bikini

Życie to nie jest bukiecik fiołków. Prawa są twarde jak ocean. Jedyna szansa to unieść się ponad sztorm wysoko, wysoko i spojrzeć na to wszystko z góry.
A z góry widać, że…

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

Bestia pruje oceany, z bieguna ciągnie wiatr 
Wicher jest magnetyczny
Liturgiczno-orgiastyczny
Sanitarno-epidemiologiczny

Apo-ka-li-pty-czny.

Raz-dwa-trzy 
Cała wanna krwi
W wannie leżysz ty
I myślisz: O Boże
co na siebie włożę?!

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

W konkursie na najlepszy wiersz wygrywa: Cisza. 
Słowa wymyśla człowiek, żeby przekonać Boga, jakoby umiał kochać…

…w świątyni.
Gdzie właśnie przebywam.
I nie wierzę tak łatwo.
Pstryk i światło.

Palą się raczej świece
or-az-gaz
pieprzowy;
ofiary męki
wydają jęki
z urn narodowych.

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

Ach, zapomniałabym!
O latającym dywanie zwijanym w niewidzialny turban o nazwie czapka covid-ka.
Podobno zabija mózg
Wciska się przez maskę PE/GAZ
wsiąka w skórę jak KWAS
a potem: szast, prast!
I nie ma starej w przedsionku nieba
do kościoła poszła
POSTĘPOWAĆ JAK TRZEBA.

Koniec świata, moi mili
UFO dla Bogini!
Trzynaście czach, a między nimi:
Bikini.

Dwieście pięćdziesiąt milionów lat temu…
jest wszystko po staremu.
Homo wirus to taka forma
co oddycha tlenem
i żeruje nocą
sens swego istnienia
wypełnia przemocą

Siedem długich fal
Żeglujemy w dal
Nic nas tu nie czeka
Ani pół
Ani ćwierć
Tylko śmierć
Człowieka.

© Noemi Susenbach

Bikini. Noemi Susenbach

Stos

Biegną. Słychać krzyki, groźby, bluźnierstwa. Mroczno. Wokół knieje, lasy, bór. A wśród tylko ta groza, ta rozwścieczona czymś tłuszcza. Zziajane zło przemyka wśród drzew.

Tłum poluje. 

Od kiedy wiadomo, że się szykują, czuć pod koszulą prąd. Owszem, jest strach, że boży gniew obróci się w naszą chałupę i to naszą córkę będą dziś gnać po lesie. 

Dlatego taka radość, gdy rodzi się syn. 

Dreszcz pod koszulą to też obietnica upojenia. Polowanie ma w sobie coś, o czym nie wie, kto nie spróbuje. To legalny narkotyk. I najtańszy, gdy ofiarą jest dziecko. 

Mrok coraz gęstszy. Szamotanina w lesie ustaje. Szybko. Ktoś nakłada pojmanej metalową obrożę, łańcuchem przykuwa do wozu. Ksiądz odprawia modły. 

Dziewczynka ma jasne włosy obcięte na pazia, gładką cerę. Do piersi przyciska szmacianą lalkę. Jest w szoku. Nie płacze. Jej błyszczące oczy wodzą nerwowo wokół, nad lękiem przeważa ciekawość. Jeszcze.

Pójdzie na stos. 

Stos. Noemi Susenbach

Nie. Ja się nie poddaję. 

A jesień mamy piękną tego roku

Po Ayahuasce można zobaczyć ludzi ognia. Krąg istot nieziemskich, które strzegą wejścia do wulkanu. W wulkanie jest burza ognista i coś w rodzaju Planu, którego mapę dostrzeże tylko trzecie oko. Struktura fraktali stanowi przestrzeń. Wszystko jest BARDZIEJ. 

Do bram poznania prowadzą też inne rzeczy. Szatan Kometa świadkiem. W przedsionku raju widzi uśmiechniętych zmarłych, a wśród nich: Mamę. Problem w tym, że Mama żyje. Niekonsekwencja jest jak lina, którą Mama rzuca Synowi, by się po niej wspiął ku życiu. 

***

Tymczasem Bella z dyżuru: Czy ciebie też tak życie wkurwia? Wkurwia. Życie. Które jest szansą. Jedyną. By żyć. Lub umrzeć. Niepotrzebne skreślić. 

***

Ta dziewczyna z grzywką ma na imię Pris. Lat osiemnaście. A może trzydzieści? Nie ma znaczenia. Jest piękna. Nieziemsko. 

– Chcesz? – wyciąga dłoń, na której leżą kolorowe papierki. Nie wiem, co z tym zrobić. Na wszelki wypadek urywam trzy i chowam do kieszeni. 

– Nie, to trzeba pod język – objaśnia Pris. Jej pełne usta obejmują papierek, ściągają z niego jakąś substancję i uwalniają po chwili. Wydaje mi się, że widzę dokładnie to samo, co widzi Pris. Rzeczywistość zagina się jak pod soczewką, która skupia miliony kolorów rozbitego z bieli światła.

***

Szaman czyta raport. O covidzie. Ludzie są bezradni, zauważa. Wystarczy, że czegoś nie widzą.

***

Tymczasem Pris tańczy wokół ognia. Pojawiają się inni. Wszyscy są piękni. Jak kwiaty, dzieci Nowego Czasu. Chcę coś powiedzieć, ale wciąż się coś dzieje, wciąż coś… 

– Wiecie, jak się nazywam? – odważam się wreszcie.

– Buchenbaum!

– Prossk!

– Evendritt!

– Von Gloubdich!

Czekajcie, to bez sensu. Nie trzeba zgadywać, sama opowiem. Opowiem wam wszystko, pozwólcie tylko, dajcie chwilę, bo się boję, że nie zdążę. I naprawdę odczuwam właśnie taki lęk. Nie zdążę. Ale jest szansa. Bo nagle milkną. Nabieram powietrza. Zaczynam mówić. Słuchają… I już przy pierwszym moim słowie znikają. 

Czerń kosmosu blednie, gasną gwiazdy, gaśnie Mars, gdy snuję opowieść, której nikt nie słyszy. 

***

A jesień mamy piękną tego roku. 

Jesień. Noemi Susenbach

NoFear

Wypuszczam pająki na wolność. Niech biegają. Niech świecą. W ciemnościach tak jest mało światła.

Wirus to jeden organizm. By go pokonać, trzeba się zmienić. W jeden organizm. 

Leci w świat wiersz, czytają go miliony, lecz w całym tym szerowaniu ktoś zapomina podpisać. Nazwisko?! Autor?! Brak. 

Ego wyciąga dłoń. Dłoń się obraca, zaciska w pięść. Wysuwa jeden palec. Tyle daje ci sława. I jeszcze parę przykrości. Na koszt firmy, gratis. 

Co jest ważniejsze: ego czy życie? Co jest pilniejsze: pomnik czy krew? Krew tworzy i chroni, ratuje i karmi. Na pomnik sika pies. 

Podobno już można rezerwować groby. Kosztuje to spore pieniądze. Ludzie biorą. Krzywa stała się prostą. Pionową. 

  • Mówią, że dramat w szpitalach.
  • DRAMAT DOPIERO BĘDZIE. 

Wypuszczam pająki na wolność. 

Pająki świecą w ciemnościach. 

Pająki są zawsze, bo

Pająków się nie zabija

NoFear. Noemi Susenbach

Haps.

„Cierpliwość” skończona. Rzecz ma miejsce dokładnie dziś rano, gdy lśni ostatnie lśnienie na ostatnim zębie w paszczy krokodyla. Krokodyl wpływa na wody planety Ziemia i zżera wszystko, co jeszcze żyje.

Haps.

Wokół kancelarii Ziarna pobojowisko. Lecą drzewa, gałęzie, ofiary. Sam Ziarno cudem ocalały, z wypiekami na policzkach opowiada:

– Milimetry! Milimetry! Jadę, leci drzewo, widzę film z całego życia i jak nie…! O włos, o włos od nieskończoności!

Żyje. Ma plany! Z Pipi na dach się wybiera! Nie wiem, czy Zieleniaka. Może. Pipi ma dziś urodziny. Co gorsze: Szaman też. Co gorsze: Szaman też by na dach poszedł. I najlepiej: skoczył. Problem w tym, że jedynemu urządzeniu, które może (umownie!) służyć za spadochron, wicher druty rwie.

A krokodyl płynie, okiem łypie i łapczywie szuka ofiar. Według moich danych – nie ma ucieczki. No, może, jakby ktoś miał skrzydła. Zjawisko to jednak nie jest popularne.

– Kup mu browar – proponuje Ziarno, gdy łamię głowę, co na prezent. – Albo najlepiej dwa, razem wypijecie.

Ta. Chyba zero. Albo najlepiej: minus. Żeby wyciągnęło, co już wypite. I wypalone. Tak jest. Gdy spotkasz człowieka, który cię naprawdę pokocha, licz się z kosztami. Koszta są pozornie dodatnie. Po pierwsze: troska. Prawdziwa, ojcowska troska, ta, co tak delikatnie, acz kategorycznie drąży podświadomość: ej, alkohol szkodzi, zabija. Ej, palenie szkodzi, zabija. Ej…

– DRUGIE pijesz?!

Nie wiem, co jest drugie, pierwsze mi w zupełności wystarczy. Wracając do krokodyla. Ziarno chce mnie poznać ze strasznie znaną i cenioną artystką. Widziałam jej prace. Są prawdziwe. Pochodzą ze świata, gdzie rodzą się morskie potwory i zżerają ludzkość.

Haps.

Haps. Noemi Susenbach

My

Światło.
Najwiecej o nim wie ten,
co naprawia żarówki.

Chodzi o płynność,
obieg,
połączenie.

Mknie fala przez ciemność
i właśnie ten ruch
stanowi jej istotę.

Zamknięta w sobie gaśnie.
Bo czymże jest bezruch, jeśli nie:
Grobem?
Mroźną pustką
posągowego
EGO?

Nie chcę pomników.
Chcę światła,
Strumienia kwantów
przez kontakt
twojej dłoni.

Zapal mnie.
Nie ma nic piękniejszego.

My. Noemi Susenbach

Flaja

– Wpadła mi mucha do piwa, wyleciała i nadal lata! – to dawne słowa Węża. Poczucie humoru u mężczyzny to coś w rodzaju koła ratunkowego na rozszalałym rzeczywistością morzu. Wszystko się wali dookoła, lecą w ruinę światy, a ciebie bujają fale i chichoczesz jak dziecko. Na tym kole można przepłynąć dookoła świata. I albo zaczniesz zwiedzać, albo się ze strachu…

Przekleństwa są jak czas przeszły. Nie używam.

Siedzimy z Szamanem w kuchni i prowadzimy rozmowę na temat połknięcia muchy z piwem. Chodzi o to, że wpadła mi mucha do piwa, ale nie wyleciała. I nadal nie lata. Szaman to widzi i już nie ma czasu mnie ostrzec, gdy przechylam kufel, zdąża ją jeno pożegnać.

Docierają do mnie jego słowa po chwili. Mucha jest już częścią mnie. I zaczyna się dyskusja. Bo ciało jak ciało, białko się wchłonie i tyle. Ale co ze świadomością? Wszak nic w przyrodzie nie ginie. Pamiętacie kultową kreację Jeffa Goldbluma? Czy zatem świadomość muchy przenika do mojej? A jeśli tak, to jaki ma wpływ? Na psychikę? Czy, wzorem amazońskiej żaby, że tak się kolokwialnie wyrażę: „klepie”?

A jeśli klepie i to się rozejdzie (dajmy na to, przez internet), czy ludzkość zacznie spożywać muchy?

– Tak – odpowiada No.

Tak.

Flaja. Noemi Susenbach