Druga strona Księżyca

Człowiek z wiekiem tracąc wzrok, zaczyna wyraźniej widzieć. Są przypadki, co nawet nie muszą spojrzeć. Już widzą. I teraz różnie. Czarnowidzą. Albo jasnowidzą. 

Codziennie garść orzechów włoskich. Łuskanych tuż przed zjedzeniem. To ważne. Dwa orzechy dla wron. Dziś mi się dla wron nie chce łuskać, oddaje im pestki dyni. Już łuskane. Powietrze wokół mnie drga, jakby duchy, ale to tylko kot. 

Czasem nie wiem, co myśleć. Co robić. Zawieszam się wtedy jak obłok. I latam. 

ß Noemi Susenbach

Niebieska sukienka

Głowa przypomina piłkę nożną. Zawodnicy to emocje. Wybiegają na boisko niespodziewanie zarówno dla trybun, jak i dla siebie. Biegną na oślep, kopią na chybił trafił i tak oto jestem przepełniona albo nadzieją, albo rezygnacją. Czasem wpadam w stany lękowe, albo zimny gniew. Wszystko to jednak się rozjeżdża tuż przed bramką, każdy z zawodników chyba już na emeryturze, biegnie, potyka się, kopie jakby chciał, a nie mógł. Nie ma więc stanów krytycznych, żadnych złotych strzałów, tylko znudzony gwizd kibiców. 

A może są? Tylko na zwolnionym oglądam? Za szybą? Z wyciszonym dźwiękiem. W szafie. 

UFO też to lubi. Układa się w środkowej części, gdzie wiszą sukienki. Lubię myśleć, że w dniu wyzdrowienia założę którąś z nich. Tylko nie mogę się zdecydować. Niebieską? Być może. Żadna inna nie przychodzi do głowy. Czerwona jest na wojnę. Czarna na bal. 

Możliwe, że to naturalny mechanizm. Umysł się broni. Ukryty za szybą w szafie obserwuje z daleka tę sieczkę i tłumaczy sobie, że to nie jego sprawa. Ot, mecz, w dodatku powtórka. Równie dobrze można Klan włączyć. Albo Wiadomości.

®Noemi Susenbach

Wstążeczki

Nieważne, jaki ci zadaję ból. Ważne, jak go odczuwasz. Kiedy z bólu czerpiesz korzyść, papa Grabek jest bezradny. Jego satysfakcja blednie, płaszcz moknie, włosy klepną, cała postać się zmniejsza i gdzieś czmycha bezpowrotnie. Ból? Bardzo proszę. Lubię. To moja mapa ciała. Niewidzialna, odczuwalna. Precyzyjna. Wiem, gdzie, co i jak. Bez tej wiedzy kończy się droga. Zostają tylko męczarnie. 

Jak można polubić ból? Pytanie raczej, jak go można nie lubić? Nie lubić sygnałów płynących z ciała, informacji? Równie dobrze można nie lubić wiedzy. Ludzie nie lubią wiedzy. Uciekają przed nią do aptek. 

Papa Grabek to choroba. Kwintesencja życiowych błędów. Suma ściśniętego w złośliwy kłębek stresu i zduszonych łez. A przede wszystkim: strachu. Przed życiem. Przed śmiercią. Przed bólem. Przed papą Grabkiem właśnie.

Tańczę. Oddycham. Płaczę. Wpuszczam do żył wicher, aby wywiał toksyny. Wieczorami, gdy już się przewracam, bo przecież taniec w bólu piekielnie męczy, obejmuje własne ciało, głaszczę, usypiam jak dziecko. Kołyszę się wśród kolorowych wstążeczek snów i nucę melodię o miłości, najtrudniejszej ze wszystkich, miłości do samej siebie. 

fot. Ewa Patzelt

Strasznie piękna

Hołduje przerażającej maksymie: chcesz być piękna, to cierp. Bez przerwy występuje na scenie. Dźwiga urodę jak krzyż… 

Czasem czytam wiadomości i to jest, proszę państwa, kwi pro kwo. Bo w podawanych informacjach nie ma faktów, tych należy szukać gdzie indziej, mianowicie, najprędzej: w komentarzach. Oczywiście, po zastosowaniu pewnego filtru, który ma wzór strukturalny zbudowany z szarych komórek oraz jeszcze czegoś, czego budowa jest bliżej nieznana, ale myślę, że ma barwę szafirową. Miewa. 

A potem zaraz uciekam do tych wszystkich miejsc, gdzie taką barwę można ujrzeć i wtedy zawsze pojawia się morze. 

Czyż ten tekst nie miał być o pięknie? 

®Zofia Kubryńska & Noemi Susenbach

Czternaście milionów

Znów chata pełna ludzi. Ukrywam się w kuchni, bezskutecznie, gdyż kuchnia jest przechodnia. Rozważam strych lub ogród. Ale zimno. Siedzę więc w tym patelnianym oku cyklonu i próbuję sobie przypomnieć, gdzie moje czternaście milionów. 

Są tacy, co przegrywają w kasynie. Inni przepijają. Wydają na narkotyki, ciuchy, coraz większe telewizory. Inwestują, kombinują. 

Tymczasem ja kładę gdzieś i zapominam. Uwolnione lecą do gwiazd, tam nabierają mocy gwiezdnego pyłu, po czym pędzą przez kosmos z powrotem, by ostatecznie lec jako fortuna… na półce? W szufladzie? Za szafą? Pod łóżkiem? W aucie…?!

Nie wiem. 

Rich bitch
fot. Ziarno

Cierpliwość

Dziś jest dzień wyprowadzania zwłok. Ciekawe sformułowanie. Wywołuje dość przekorne obrazy. Omdlewające zwłoki kroczą przez mieszkanie, reszta domowników je podtrzymuje, aby bezpiecznie doszły do grobu. 

Są takie, co nie chcą wyjść. Zahaczonymi szponami trzymają się sprzętów i nijak je wyprowadzić po dobroci. Daleko nie szukać: papa Grabek. Dziś wyprowadzam jego zwłoki, a roboty przy tym tyle, że muszę się uzbroić. 

Papa Grabek
Noemi Susenbach

Projekt: BRAK

Warstewka tłuszczu dodaje puszystości. Bez niej się twardo ląduje, a właściwie: umiera. Twarde umieranie. Bez tłuszczu. Amen. 

Na sucho, elegancko, z szelestem trumiennej sukni. Szkoda, że nikt nie chce gadać o śmierci. To tak fascynujący temat. 

Przytyć niełatwo. Zwłaszcza, gdy pali pod skórą. Fizyka jest bezwględna, jak wszystkie nauki twarde. Twarde lądowanie. Twarda śmierć. 

MM mówi, że jest małpą. Bujając się na gałęzi zaczepia tygrysa. A to za ogon pociągnie, za ucho. Tygrys jest bezbronny. Zanim się obejrzy, małpa go przerobi na afisz.

Warto też wspomnieć o wrzosach. Rosną chętniej niż mandragora, rozkapryszona do granic primadonna, albo jej za ciemno, albo za zimno, albo nagle i niespodziewanie okazuje się być mężczyzną. Raczej: osobnikiem męskim. I trzeba wynosić na balkon. A balkonu BRAK. 

Wiele rzeczy BRAK. Brakujące są załączniki, dokumenty, szczepienia. Brak pracy domowej. 

Niesprawiedliwość jest nielogiczna, dlatego nie istnieje. Zaciąga dług iluzji, lecz w rzeczy samej jej nie ma. Czas jest jak ocean, żeby zobaczyć ląd, wystarczy nieco się wznieść. 

Wyspa
Noemi Susenbach

Dom

Ile kosztuje wynajem gniazda? Ceny spadają, bo covid. Ach, załamanie rynku, jaka szkoda! Tu w lesie jest szałas, ktoś mieszka pod kocem, kimś przestał interesować się świat. Na plebaniach zbyt duże są brzuchy, bo bezdomnego pomieścić. A na Garnizonie lofty za milion. 

Lubię być niewidzialna, znikać wśród drzew, rozpływać się w chmurach. Widzę wtedy pióra. Z góry widać kręgi koron królestwa, które jest jednocześnie moje i nie moje. Jak wszystko. 

Dom. Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

DŁUGO JESZCZE

Na zewnątrz arktyczny minus. Wieje. Nie ma gdzie się schować. Wszystko zamknięte. Ludzie w maskach. Bez twarzy.  

Gdzieś zza ściany słychać śpiew nastolatek. Hello from the other side. To chyba o mnie. 

Jak wyglądam?
Dobrze.
Dobrze wyglądam?
Tak.
Serio?!


Świat zamarznięty. I mimo bezsprzecznego upływu czasu, ani myśli odtajać.