DŁUGO JESZCZE

Zima nie odpuszcza. Na zewnątrz arktyczny minus. Wieje. Nie ma gdzie się schować. Wszystko zamknięte. Ludzie w maskach na brodach. Zawsze to jakieś zabezpieczenie… 

Gdzieś zza ściany słychać śpiew nastolatek. Hello from the other side. To chyba o mnie. 

Jak wyglądam?
Dobrze.
Dobrze wyglądam?
Tak.
Serio?!


Świat zamarznięty. I mimo bezsprzecznego upływu czasu, ani myśli odtajać. 

Wysokie obcasy

Dramatycznie trudny dzień. Poranek w urzędzie i choć wizyta bezbolesna, wręcz przyjemna – łzy i panika.

Panika. Pani K. Znajoma o imieniu Sylwia. Ktoś z delikatną nadwagą, niedobraną fryzurą, zacięciem artystycznym, skłonnością do histerii. Zawsze tam, gdzie impreza. Wiele rzeczy znosi. Jeszcze więcej dźwiga. Na wystrzelonych w kosmos wysokich obcasach.

Żeby było trudniej.

Bogini obfitości

Czytam o bogini Lakshmi. A jeszcze bardziej, choć nie wiem, czy to aby nie bluźnierstwo: o swojej matce. I widzę ją, włosy rozpuszczone, płaszcz rozpięty, na twarzy uśmiech, stoi w jakiejś żabce, spokojnie czeka aż skończę, ale ja wciąż nie mogę, bo pozuję, dziwnym trafem ktoś mi w tej żabce robi zdjęcia, w sumie mam już tego dość, pierdolę, idziemy do domu, zapalimy, pogadamy, pogadamy, pogadamy. 

Emocja zupełnie nowa. Duma. Inni mają dziwne matki, a ja mam taką fajną. Wystarczy spojrzeć na ten uśmiech. Wystarczy zrozumieć. 

Najbliżej

Przeszłość jest jak alkohol. Podobnie szkodzi i podobnie odurza. Rzeźbi na twarzy bruzdy doświadczeń, męczy nieuleczonym żalem. Można się jeszcze unieść na tej fali, lecz niezbyt wysoko. Pamięć wszak coraz gorsza. I wspomnień dobrych niewiele.

Przyszłość to z kolei narkotyk. Miraż oczekiwań w starciu z rozczarowaniem. Myślisz i myślisz i zawsze jest inaczej. Prawda nazajutrz po emce. Trzy aligatory i znikąd pomocy. A miało być tak super.

Pozostaje nabrzmiałe od faktów, kategorycznie istniejące TERAZ. Co się teraz dzieje? Hałasuje ekspres do kawy. Mewa przecina niebo. Resztki śniegu rozrzedzane przez wiatr, topnieją pod naporem wiosny. W Jeleniej Górze podobno plus dwadzieścia. 

A mnie marzną stopy pod kołdrą. 

I dłonie. 

Końcówki palców. 

Przyglądam się sobie jak naukowiec, jak badacz. Nieodkryte jest blisko. Najbliżej. 

Między celem a parapetem

Boże, nareszcie. Oddech uwolniony, skrzydła rozpostarte. Kości z siebie wyplątane. Siedzę na parapecie gotowa do lotu i obserwuję cel. Warto mu się przyjrzeć. Brak gotowości na spełnienie marzeń może być problemem. 

Między celem a parapetem rozpościera się droga. Najważniejsza część planu. Raz, dwa trzy, wybierasz ty. Zero jeden dwa, jednak wybieram ja.

Dzień to, czy noc? 
Słońce, czy Księżyc? 
Światło, czy bezlitosna czerń?

Między celem a parapetem. Noemi Susenbach

Powrót

Pomysłów tysiąc na minutę, tymczasem powstaje Powrót. I nagle odsłania się oczywistość jak Słońce: jaskrawa, kategoryczna, piękna. 

STOP!
Stop myślom, pomysłom, planom. 

Jestem jednym z żurawi, jestem jednym z ich piór. 

Powrót. Noemi Susenbach

Wonderful world

Świat ostatnio wydaje się piękniejszy, może przez ten śnieg, a może przez to, że jest mi wszystko jedno? Obojętność jak tło, przybrała barwę lustra, w którym odbija się drzewo, chmury i kos, co przycupnął na hałdzie pod sklepem spożywczym. 

A gdy zamykam powieki, wybucha pomarańcz i błękit, kolory piór Feniksa.

Wonderful world. Noemi Susenbach

La festa

Postanowienia noworoczne należy wdrażać w lutym. Najprędzej! Bo ogólnie (jak sama ich nazwa wskazuje) zupełnie legalnie można je inicjować w każdym momencie nowego roku. 

Tymczasem muzyka, taniec i w to mi graj, piękny Cyganie! 

La festa. Noemi Susenbach

Silva

Kocham siebie za pamiętnik. Pomysł, który przychodzi w dzieciństwie (napisy na całą stronę! opalanie brzegów! wklejanie opakowań po czekoladzie!) robi mi w życiu furorę. 

Dzieje z dziś:

Dostaję sms. Długi i źle napisany. Ok, nie oceniam. Budzący zastrzeżenia w kwestii poprawności stylistycznej. Oraz gramatycznej. Oraz prawnej. 

Treść jest zawiła, o coś chodzi z imieniem. Padają nazwiska osób o tym imieniu, niby że autorytetów: 1. nie znam, 2. nie znam, 3. piosenkarki, której nie znam. I, jak podejrzewam, pojęcia nie ma, że jej dane pojawiają się w tym esemesie. 

Dalej leci, że jestem najważniejsza. Wśród nich. Tych autorytetów. Choć wcale się tak nie nazywam. 

Mam na imię Noemi
I nikt tego nie zmieni
Poza Bogiem
Ha! 

Którym jestem ja.

Silva. Noemi Susenbach

Szczęśliwej drogi już czas

Pociąg zatrzymuje się w Korszach, diabli wiedzą czemu. Zmiana lokomotywy, zmiana trasy, węgiel skradli? Niektórzy wychodzą na fajkę, inni się boją, że nie zdążą. 

Zima, koła oblodzone, w przedziale mróz. Zawijam się w kożuch, zapadam się w zapach, odcinam od reszty świata.

Oczy spuchnięte, łzy na szczęście zamarzają, bo byłby potop. Płacz to mój problem, trudno go ukryć, trudno opanować, a wszystkich drażni. Tymczasem mam powód. Mianowicie z całych sił się staram, żeby mnie ktoś zaakceptował, wciąż muszę, jak w tej piosence: być taka, nie być taka, być taka, nie być taka… A pociąg stoi. Długo stoi. Wiele długich lat. A ja wciąż NIE TAKA. Czy to aby na pewno mój pociąg?

Gdy wreszcie słyszę ten gwizd
Pierdolę
Wychodzę 
Kartonik biletu wyrzucam po drodze 
Jedyne, co muszę, to żyć

Szczęśliwej drogi. Noemi Susenbach