Zamrożenie

Lodowaty, wysoki ton, zbudowany z uprzejmości. Sprzedawczyni w sklepie z kosmetykami. 

Zamrożenie.

Może to jest śmieszne, ale nie od razu. Robot może mieć różne głosy, dojrzały, niski, albo dziecięcy. 

Zamrożenie.

Aż by się chciało napisać misiami. 

Spotkamy się w przyszłym roku

Pojawia się jak duch i tak samo dręczy. Wizja siebie w jakiejś tam przyszłości. Kiedyś. Jak się zapiszę na ten kurs. Jak zrobię karierę. Jak dostanę awans. Już niedługo, w nowym roku.

Tymczasem, wzgardzony w niedostrzeżonym TERAZ stary rok, choćby piruety robił, nie dogoni nigdy swojego ideału. Zawsze będzie coś, co nie pozwoli wizji stać się rzeczywistością. Choćby tafla lustra. Nieprzekraczalna bariera marzeń.

Czary

Nie zasypiam w popiele. Hałas mi przeszkadza. Te dwie za ścianą. Ciągle się stroją i pindrzą. 

A bym chciała na bal! Na skrzydła posypałabym brokat. Zamiast pantofelka, zostałby po mnie tylko skrzący ślad. Wśród śniegu, rzecz jasna, bo zima. Książę nie szukałby więc wśród kobiet. Znalazłby mnie po współrzędnych. Za pomocą aplikacji. What trzy words. 

Masakra z takim księciem. Zdarza się jeden na siedem miliardów. Wyłącznie, gdy się nie szuka. Zostaje więc tylko syreni śpiew, szklany pantofelek lub srebrny proszek na skrzydłach. 

Z bladoróżowym odcieniem. 

?? Noemi Susenbach

Druga strona Księżyca

Człowiek z wiekiem tracąc wzrok, zaczyna wyraźniej widzieć. Są przypadki, co nawet nie muszą spojrzeć. Już widzą. I teraz różnie. Czarnowidzą. Albo jasnowidzą. 

Codziennie garść orzechów włoskich. Łuskanych tuż przed zjedzeniem. To ważne. Dwa orzechy dla wron. Dziś mi się dla wron nie chce łuskać, oddaje im pestki dyni. Już łuskane. Powietrze wokół mnie drga, jakby duchy, ale to tylko kot. 

Czasem nie wiem, co myśleć. Co robić. Zawieszam się wtedy jak obłok. I latam. 

ß Noemi Susenbach

Niebieska sukienka

Głowa przypomina piłkę nożną. Zawodnicy to emocje. Wybiegają na boisko niespodziewanie zarówno dla trybun, jak i dla siebie. Biegną na oślep, kopią na chybił trafił i tak oto jestem przepełniona albo nadzieją, albo rezygnacją. Czasem wpadam w stany lękowe, albo zimny gniew. Wszystko to jednak się rozjeżdża tuż przed bramką, każdy z zawodników chyba już na emeryturze, biegnie, potyka się, kopie jakby chciał, a nie mógł. Nie ma więc stanów krytycznych, żadnych złotych strzałów, tylko znudzony gwizd kibiców. 

A może są? Tylko na zwolnionym oglądam? Za szybą? Z wyciszonym dźwiękiem. W szafie. 

UFO też to lubi. Układa się w środkowej części, gdzie wiszą sukienki. Lubię myśleć, że w dniu wyzdrowienia założę którąś z nich. Tylko nie mogę się zdecydować. Niebieską? Być może. Żadna inna nie przychodzi do głowy. Czerwona jest na wojnę. Czarna na bal. 

Możliwe, że to naturalny mechanizm. Umysł się broni. Ukryty za szybą w szafie obserwuje z daleka tę sieczkę i tłumaczy sobie, że to nie jego sprawa. Ot, mecz, w dodatku powtórka. Równie dobrze można Klan włączyć. Albo Wiadomości.

®Noemi Susenbach

Strasznie piękna

Hołduje przerażającej maksymie: chcesz być piękna, to cierp. Bez przerwy występuje na scenie. Dźwiga urodę jak krzyż… 

Czasem czytam wiadomości i to jest, proszę państwa, kwi pro kwo. Bo w podawanych informacjach nie ma faktów, tych należy szukać gdzie indziej, mianowicie, najprędzej: w komentarzach. Oczywiście, po zastosowaniu pewnego filtru, który ma wzór strukturalny zbudowany z szarych komórek oraz jeszcze czegoś, czego budowa jest bliżej nieznana, ale myślę, że ma barwę szafirową. Miewa. 

A potem zaraz uciekam do tych wszystkich miejsc, gdzie taką barwę można ujrzeć i wtedy zawsze pojawia się morze. 

Czyż ten tekst nie miał być o pięknie? 

®Zofia Kubryńska & Noemi Susenbach

Czternaście milionów

Znów chata pełna ludzi. Ukrywam się w kuchni, bezskutecznie, gdyż kuchnia jest przechodnia. Rozważam strych lub ogród. Ale zimno. Siedzę więc w tym patelnianym oku cyklonu i próbuję sobie przypomnieć, gdzie moje czternaście milionów. 

Są tacy, co przegrywają w kasynie. Inni przepijają. Wydają na narkotyki, ciuchy, coraz większe telewizory. Inwestują, kombinują. 

Tymczasem ja kładę gdzieś i zapominam. Uwolnione lecą do gwiazd, tam nabierają mocy gwiezdnego pyłu, po czym pędzą przez kosmos z powrotem, by ostatecznie lec jako fortuna… na półce? W szufladzie? Za szafą? Pod łóżkiem? W aucie…?!

Nie wiem. 

Rich bitch
fot. Ziarno

Cierpliwość

Dziś jest dzień wyprowadzania zwłok. Ciekawe sformułowanie. Wywołuje dość przekorne obrazy. Omdlewające zwłoki kroczą przez mieszkanie, reszta domowników je podtrzymuje, aby bezpiecznie doszły do grobu. 

Są takie, co nie chcą wyjść. Zahaczonymi szponami trzymają się sprzętów i nijak je wyprowadzić po dobroci. Daleko nie szukać: papa Grabek. Dziś wyprowadzam jego zwłoki, a roboty przy tym tyle, że muszę się uzbroić. 

Papa Grabek
Noemi Susenbach

Projekt: BRAK

Warstewka tłuszczu dodaje puszystości. Bez niej się twardo ląduje, a właściwie: umiera. Twarde umieranie. Bez tłuszczu. Amen. 

Na sucho, elegancko, z szelestem trumiennej sukni. Szkoda, że nikt nie chce gadać o śmierci. To tak fascynujący temat. 

Przytyć niełatwo. Zwłaszcza, gdy pali pod skórą. Fizyka jest bezwględna, jak wszystkie nauki twarde. Twarde lądowanie. Twarda śmierć. 

MM mówi, że jest małpą. Bujając się na gałęzi zaczepia tygrysa. A to za ogon pociągnie, za ucho. Tygrys jest bezbronny. Zanim się obejrzy, małpa go przerobi na afisz.

Warto też wspomnieć o wrzosach. Rosną chętniej niż mandragora, rozkapryszona do granic primadonna, albo jej za ciemno, albo za zimno, albo nagle i niespodziewanie okazuje się być mężczyzną. Raczej: osobnikiem męskim. I trzeba wynosić na balkon. A balkonu BRAK. 

Wiele rzeczy BRAK. Brakujące są załączniki, dokumenty, szczepienia. Brak pracy domowej. 

Niesprawiedliwość jest nielogiczna, dlatego nie istnieje. Zaciąga dług iluzji, lecz w rzeczy samej jej nie ma. Czas jest jak ocean, żeby zobaczyć ląd, wystarczy nieco się wznieść. 

Wyspa
Noemi Susenbach