Boskie ciało

Opuszczam świat. Zapadam się coraz głębiej. Nurkuję w samo sedno ku Nife, jądru Wszechrzeczy. Trawi mnie ciekawość. Czego się jeszcze pozbędę? 

Na pewno nie ciała. Stanowi Świątynię. Składam w niej ofiary z mięsa. I ścięgien. I kości. I szpiku kostnego. I tego gleju, co jest w nóżkach. W galarecie. 

Najpiękniejsze święta w życiu, a to dopiero początek!

Pada śnieg. Widok jest niezwykły. Nietrwały. Dopala się czerwień serca. 

Boskie ciało. Noemi Susenbach

Propozycja Szatana

Kusi. Splendorem. Ogniem fajerwerków. Obietnicą ze snu. Stos? Nieaktualny. Piekło? Zwiedzone. Sława? Przebrzmiała. Pieniądze? Zbędne. Nuda? Wykluczona. 

Szatan skrzy się bystrością. Jest lustrem magicznym, akomodacją trzeciego oka. Inną perspektywą. Czernią, chłodem, ripostą. Negatywem. Archiwum wojny światów. Diabelską Księgą Fatum. 

Któż nie czyta w zarazie? W piwnicznym mroku schodzę więc do lochów, skręcam w lewo, mijam drzwi. Dłoń zanurzam w skrytce. Klucze są dwa. Do dwóch zamków. Mój zamek jest na wschodzie. Ma kolor czerwony. Wchodzę po cichu, żeby starej nie budzić. Stara śpi twardo. Ale nawet gdy nie śpi – udaje. 

Drugi klucz jest Szatana. Jego zamek to wieża. Strzelistość w koronie 
mieni się światłem jak diament
czas wyrównać rachunki
pif-paf!
Wieża płonie

Wygrywa, kto ma talent
Teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen

Wieża w ogniu. Noemi Susenbach

Nife, jądro Ziemi

Serce bije. Rytm miarowy, częstotliwość niska. Każde drgnienie daje następnemu sił. Życie się życiem napędza. Ale wystarczy na chwilę przestać oddychać. 

Im dalej, tym trudniej. Śmierć jest jak rzeka, nieskończony nurt. Płynę wzdłuż kajakiem, wiosłem odpycham ciała. Woda ma kolor czerwony. 

Poruszam się z prędkością trzydziestu kilometrów na sekundę. Zwykle więc jestem daleko. W tym wymiarze światło ma kolor pomarańczy. A czas nie zatacza koła. Płynie po elipsie. Każdy dzień rozkręca kolejny, większy, mocniejszy. Jak uderzenia serca: raz, dwa, cztery, szesnaście…

Splątane kości bolą. Ból to wołanie ciała. Informacja. Matematyczna łza. Napinam więc mięśnie, wyszarpuję kości. Mozolnie osadzam je w stawach. 

Czeka mnie podróż wgłąb Ziemi. Przez sam jej płynny środek. Podobno ciepło. Rzeczy raczej zbędne. O kryształ nietrudno. Wolno palić. Raj. 

Lubię ogniste krzewy. Płoną zakazami. NIE I NIE, TAK I TAK! A JAK NIE TO TAK! A JAK TAK TO NIE! Prawdziwe bungee jumping, żal tylko, że na żadnym opakowaniu nie można przestrzec: Uwaga! Strasznie ten krzaczek klepie. 
Nie umiesz, to nie pal lepiej. 

Mam kilkanaście lat
Oto przychodzę na świat
Oddycham coraz lżej 
Ważę coraz mniej 

To znak 

Że zmieniam się w diabelski wiatr

Nife. Noemi Susenbach

Galaxy

Szczęście ma kolor pomarańczy. Jest złożone z ciszy. Zaczyna się śniadaniem w łóżku, przekształca w kąpiel przydługą, ponowny nur w pościel, przerzucenie kanałów, by wreszcie zawisnąć w trwaniu po wieczność, jaką stanowi TERAZ. 
Nirwana. 
Spokój. 
Assolutamente niente

Duchy, owszem, obecne. Karmią się nicością. Przemykają, mruczą. Któryś nadepnie pilot, włączy komunikat. Ekran ciekłokrystaliczny kosmicznym światłem płonie. Pod kołdrę chowam dłonie. 

Ciało to też temat. Niewyczerpany. Między kością strzałkową ramienia a duszą pakującą plecak jest co najmniej sto tysięcy wierszy. 

Wysoko, widać dachy. Jeden ma kształt kopuły, nazywa się Galaxy. Z obiektu wypadają ludzie. Trzymają w dłoniach torby. W torbach są dzieci z Bangladeszu. Ich dzieciństwo. Na święta. 
W głośniku ryczy piosenka. 
Dobrze, że nie słyszę. 

Nie pamiętam. 

Galaxy. Noemi Susenbach

Statek kosmiczny Ziemia

Myślą, że tego nie robią. Nie podróżują wśród gwiazd. Tkwią przytomnie na stanowiskach. Jak kamienie. Tymczasem kamienie: owszem. Podróżują. Statkiem kosmicznym Ziemia.

A na statku chaos. Na początku jest chaos. Zanim skończy się koniec

Końcówka ciężka, męcząca. Zgodnie z fabułą nadętą jak szkolna lektura. Zombie, flaki, żylaki, gaz, frazesy, pióra. Zaraza i purpura. 

Podobno jest lekarstwo
Sto procent skuteczności
Ciężko jednak coś znaleźć
Gdy się nie szuka…

Miłości

***

Każdy chce żyć. Czemu zatem nie żyje?

Statek kosmiczny Ziemia. Noemi Susenbach

Gridò

Krew, rozpalona Ziemia. Tętni pędzona rytmem. Jeszcze tylko kilka uderzeń, jeszcze tylko: 

wdech 
wydech
wdech
wydech… 

Słyszę rozmowę kotów. W powietrzu czuć pomruk gniewu. Koty się raczej nie boją. Człowiek, owszem. Lęk jest emocją piskliwą, z wyglądu: istna mysz. Albo pająk. Albo też coś, czego nie ma. Przynajmniej nie rzuca cienia. 

Gałęzie to kości drzew. Meteoryty dendryty. Pod wodą jest skarb ukryty. Brzozy go strzegą i duchy święte. I niespalone wiedźmy przeklęte. 

Czasem się trzeba czołgać. W mroku są mgły i trumny. 

Mówi się: człowiek rozumny

Gridò. Noemi Susenbach

LOL

Nie chcesz żadnego powrotu do normy. W głębi duszy liczysz, że wszystko to pieprznie, pieprznie z hukiem. Ale każdego dnia wkładasz mnóstwo energii w pozór walki o tę tak zwaną normalność. Wydaje ci się, że musisz. W przeciwnym razie:

  1. Ludzie cię obgadają
  2. Stara potępi
  3. Trzeba będzie się rozstać. 

Tymczasem:

  1. Ludzie cię obgadują
  2. Stara potępia
  3. Już dawno o tym marzysz. 
LOL. Noemi Susenbach

Strasznie stara dusza

Sny moje są niespokojne, pełne żaru i potu. Dawne krzywdy zmieniają się w truciznę, którą wypluwam ze wstrętem. Nie mam siły dokończyć obrazu, nie mam siły się cieszyć. A jednak się wlokę przez czas, od dnia do dnia, wzdłuż kalendarza, do końca. Do końca miesiąca, do końca roku, do końca zimy. Każdy dzień przynosi mi nowe wcielenie. Raz jestem wiatrem, raz ogniem, czasami też: kamieniem. Dziś się rozpływam we mgle niczym duch święty. Mogłabym nosić nad głową języki ognia, jednak szkoda firan. Kot je lubi. Tak bardzo, że właściwie niewiele z nich zostawia. 

Podają w mediach, że klientka floatingu nie żyje. Umiera podczas deprywacji sensorycznej, w głębokim transie, gdzieś między wymiarami. Dzieje się to dokładnie w tej samej chwili, gdy postanawiam skorzystać. Grzęzną moje pragnienia. Kabina zamknięta, koniec relaksu. Kto by się spodziewał, że świat bez bodźców jest lepszy? 

Robię test w internecie, jak stara jest moja dusza. Wychodzi, że najstarsza. Czy jestem Kleopatrą? Pamiętam drugą wojnę? A może umieram w komorze odpływowej? Najważniejsze, że już koniec. Jestem zmęczona piruetami na lodzie ludzkich serc. 

Strasznie stara dusza. Noemi Susenbach

Most

Maluję obraz. Przedstawia lwicę. Dokładnie: lwiątko płci żeńskiej. Piszę to na wypadek, gdyby mi umknęło, co robię. Alzheimer to adekwatny syndrom. Kobieta pochodzenia niemieckiego w nagrodę za heroiczne życie dostaje swój osobisty, niemiecko-brzmiący pakiet. Śmierć w skurczeniu niemowlęcym, przejście przez kanał w drugą stronę, zniknięcie w macicy niebytu. 

22.11.2020. Coś mi mówi, że za tą kombinacją cyfr kryje się kod dostępu do PRAWDY. Wystarczy się im przyjrzeć, potem przyjrzeć się własnemu odbiciu w zwierciadle i oto jesteśmy w domu. Tylko pytanie, w którym. Bo są na świecie tacy, dla których dom stanowi most. Wówczas tylko wicher zostaje prawdą, jakże nieuchwytną. 

Kalendarz Majów:
Dziś ujrzę nie tylko swoje wady, ale także zalety. 

Wyrocznia:
Poza uśmiechem nic nie warto robić.

I horoskop chiński:
Smutek. 

Niezły toe loop. A wszystko przed lustrem, żeby nie umknęło najważniejszej osobie w kosmosie: samemu Bogu. Tymczasem Bóg siedzi z bongiem w fotelu ergonomicznym z lidla, słucha Michelle Gurevich i wystawia same lufy. Nawet do lwicy się czepia. A lwica, jak to lwica, ma w sobie tyle pewności siebie, że mogłaby Boga kupić oraz sprzedać z zyskiem i koło ogona jej lata, czy się podoba, czy nie. Dlatego jest taka piękna. Dlatego właśnie jest taka piękna. 

Jesteś zarówno lwicą jak i Bogiem, Bella. 

Most. Noemi Susenbach

Nie szukaj boga, mamo.

Siedzisz sama w mieszkaniu i się boisz. Boisz się, że nie masz racji. To znany lęk. Odganiasz się od niego dzielnie. Ale dziś nie masz siły. Już dość. 

Z tych zadań, które spełniasz – a chcesz ze wszystkich mieć piątkę, nawet jeśli naciąganą, nawet jeśli oszukaną, koniecznie piątkę! – akurat to masz niezaliczone

A może się uda? 

Patrzysz w telewizor i już wiesz, że nie. Nie uda się. 

Gdy człowiek zaczyna rozumieć, zwykle odczuwa gniew. Ten gniew trzeba szybko skierować na kogoś, bo jak uderzy, zaboli. Ty jesteś mądra. Kierujesz go zatem tam, gdzie na pewno nie doleci. Unia Europejska. Zachód. Harry Potter. Ukraina.

Marihuana! 

Potem kombinujesz, że do tego napierdalania kogoś ci jednak brakuje, kogoś konkretnego z krwi i kości. Szukasz celu. Wtedy w twojej głowie pojawiam się ja. Twój pakiet genów. Ja, czyli TY. Zanim pomyślisz, w panice strzelasz. Tak bardzo chcesz poczuć ulgę! 

Ale strzał ten boli bardziej, niż jakbyś celowała w siebie. Agresja, którą wybrałaś jest więc twoim własnym, wyjątkowo okrutnym samobójstwem. Assolutamente zbędnym. 

Logika ma swoje zalety. Jest prostsza niż krzyżówka. Wystarczy uwierzyć w to, co ISTNIEJE. Nie szukaj więc boga mamo. To ty jesteś Bogiem. Stworzyłaś mnie. 

Vaffanculo. Noemi Susenbach