Wysokie obcasy

Panika. Pani K. Znajoma o imieniu Sylwia. Ktoś z delikatną nadwagą, niedobraną fryzurą, zacięciem artystycznym, skłonnością do histerii. Zawsze tam, gdzie impreza. Wiele rzeczy znosi. Jeszcze więcej dźwiga. Na wystrzelonych w kosmos wysokich obcasach.

Żeby było trudniej.

Najbliżej

Przeszłość jest jak alkohol. Podobnie szkodzi i podobnie odurza. Rzeźbi na twarzy bruzdy doświadczeń, męczy nieuleczonym żalem. Można się jeszcze unieść na tej fali, lecz niezbyt wysoko. Pamięć wszak coraz gorsza. I wspomnień dobrych niewiele.

Przyszłość to z kolei narkotyk. Miraż oczekiwań w starciu z rozczarowaniem. Myślisz i myślisz i zawsze jest inaczej. Prawda nazajutrz po emce. Trzy aligatory i znikąd pomocy. A miało być tak super.

Pozostaje nabrzmiałe od faktów, kategorycznie istniejące TERAZ. Co się teraz dzieje? Hałasuje ekspres do kawy. Mewa przecina niebo. Resztki śniegu rozrzedzane przez wiatr, topnieją pod naporem wiosny. W Jeleniej Górze podobno plus dwadzieścia. 

A mnie marzną stopy pod kołdrą. 

I dłonie. 

Końcówki palców. 

Przyglądam się sobie jak naukowiec, jak badacz. Nieodkryte jest blisko. Najbliżej. 

Powrót

Pomysłów tysiąc na minutę, tymczasem powstaje Powrót. I nagle odsłania się oczywistość jak Słońce: jaskrawa, kategoryczna, piękna. 

STOP!
Stop myślom, pomysłom, planom. 

Jestem jednym z żurawi, jestem jednym z ich piór. 

Powrót. Noemi Susenbach

Wonderful world

Świat ostatnio wydaje się piękniejszy, może przez to, że jest mi wszystko jedno? Obojętność jak tło, przybrała barwę lustra, w którym odbija się drzewo, chmury i kos, co przycupnął na hałdzie pod sklepem spożywczym. 

A gdy zamykam powieki, wybucha pomarańcz i błękit, kolory piór Feniksa.

Wonderful world. Noemi Susenbach

La festa

Postanowienia noworoczne należy wdrażać w lutym. Najprędzej! Bo ogólnie (jak sama ich nazwa wskazuje) zupełnie legalnie można je inicjować w każdym momencie nowego roku. 

Tymczasem muzyka, taniec i w to mi graj, piękny Cyganie! 

La festa. Noemi Susenbach

Lupus

Podobnie jak wróżka
lub czarodziejka
wilk nie zostawia śladów

Chyba że krwi. 

Wiatr jej nie zmiecie
woda nie zmyje
czas nie uleczy.

Puch nietoperza robi furorę wśród wiedźm 

natomiast skóra wilka chroni
przed człowieczeństwem

Lupus. Noemi Susenbach


Skrzydła

Ten popiół jest we mnie. Tkwi w szpiku kostnym, w osi istnienia. Lekki jak puch pisklęcia, które wykluwa się z jaja. Skorupa nie pęka od razu. Opór wywołuje pierwszą w życiu emocję: lęk. A co, jak nie pęknie!? Przecież nikt nie mówi, że pęknie. Gorzej: nikt nie mówi nic i właściwie nie ma ma podstaw, by przypuszczać, że ktoś w ogóle istnieje. 

Ale skoro nie istnieje, to skąd u diabła wzięło się to jajo, skąd to, co zza jaja, po mozolnych uderzeniach dziobem, wreszcie wyziera?

TAKIE WIELKIE?!

Skrzydła
Noemi Susenbach

Propozycja Szatana

Kusi. Splendorem. Ogniem fajerwerków. Obietnicą ze snu. Stos? Nieaktualny. Piekło? Zwiedzone. Sława? Przebrzmiała. Pieniądze? Zbędne. Nuda? Wykluczona. 

Szatan skrzy się bystrością. Jest lustrem magicznym, akomodacją trzeciego oka. Inną perspektywą. Czernią, chłodem, ripostą. Negatywem. Archiwum wojny światów. Diabelską Księgą Fatum. 

Któż nie czyta w zarazie? W piwnicznym mroku schodzę więc do lochów, skręcam w lewo, mijam drzwi. Dłoń zanurzam w skrytce. Klucze są dwa. Do dwóch zamków. Mój zamek jest na wschodzie. Ma kolor czerwony. Wchodzę po cichu, żeby starej nie budzić. Stara śpi twardo. Ale nawet gdy nie śpi – udaje. 

Drugi klucz jest Szatana. Jego zamek to wieża. Strzelistość w koronie 
mieni się światłem jak diament
czas wyrównać rachunki
pif-paf!
Wieża płonie

Wygrywa, kto ma talent
Teraz i zawsze i na wieki wieków
Amen

Nife, jądro Ziemi

Serce. Rytm miarowy, częstotliwość niska. Każde drgnienie daje następnemu sił. Życie się życiem napędza. Ale wystarczy na chwilę przestać oddychać. 

Im dalej, tym trudniej. Śmierć jest jak rzeka, nieskończony nurt. Płynę wzdłuż kajakiem, wiosłem odpycham ciała. Woda ma kolor czerwony. 

Poruszam się z prędkością trzydziestu kilometrów na sekundę. Zwykle więc jestem daleko. W tym wymiarze światło ma kolor pomarańczy. A czas nie zatacza koła. Płynie po elipsie. Każdy dzień rozkręca kolejny, większy, mocniejszy. Raz, dwa, cztery, szesnaście…

Splątane kości bolą. Ból to wołanie ciała. Informacja. Matematyczna łza. Napinam więc mięśnie, wyszarpuję kości. Mozolnie osadzam je w stawach. 

Czeka mnie podróż wgłąb Ziemi. Przez sam jej płynny środek. Podobno ciepło. Rzeczy raczej zbędne. O kryształ nietrudno. Wolno palić. Raj. 

Lubię ogniste krzewy. Płoną zakazami. NIE I NIE, TAK I TAK! A JAK NIE TO TAK! A JAK TAK TO NIE! Prawdziwe bungee jumping, żal tylko, że na żadnym opakowaniu nie można przestrzec: Uwaga! Strasznie ten krzaczek klepie. 
Nie umiesz, to nie pal lepiej. 

Mam kilkanaście lat
Oto przychodzę na świat
Oddycham coraz lżej 
Ważę coraz mniej 

To znak 

Że zmieniam się w diabelski wiatr

Nife. Noemi Susenbach