Koło ratunkowe

Zostawiam cię z myślami, a jeśli nie myśli, to sny, pani psycholog mówi, że najtrudniej o czwartej nad ranem, dlatego właśnie jest 4:20. Ale ty nie robisz już takich rzeczy, dorośli ludzie są jak kapitan Hook, żelazna dłoń, która nie potrafi unieść perły. 

Aksamitny głos Susannah McCorkle. I człowiek od razu kocha cały świat, cóż, że ogarnięty wojną, miłość bezwarunkowa. 

A taka mogłaby by być Beautiful Friendship

Ludzie z uporem chcą wszystko nazywać, a między ponazywanymi stawiać mury szuflad. Tymczasem nie ma przyjaźni bez miłości i odwrotnie, a to się wiąże z akceptacją, dwumian Newtona, w którym jedno miano nosi imię wybrańca, a drugie: swoje własne i bez tego drugiego ani rusz, to podstawa. 

Jesteśmy ułamkiem, wartości się zmieniają, a jednak wspólny mianownik łączy i to wcale nie jest majątek, lecz kod DNA. 

Śnią mi się rowery, części są na wagę złota, dziś mało kto wie, gdzie szukać bogactwa, na szrotach rdza pokrywa pamięć. A paliwo drożeje. A powietrze gęstnieje.

Madame Nemo jest z natury odważna, niektórzy twierdzą nawet, że ma tupet, do tego trzeba mieć tupet, żeby w odmętach oceanu chwytać za koło ratunkowe. Które ratuje co najmniej dwa życia. 

Ta biblijna historia z kamienowaniem… wzrusza. Jak każda baśń.

Woda

Niby wiosna, niby inaczej, a Zamrożenie trwa. Mało tego, ulega procesom ewolucji. Jeśli ktoś pojmuje ten dwumian Newtona, szacunek. W każdym razie rozmowy robotów mają się świetnie, ogólnie roboty mają świetnie, jedyne, na czym się wykrzaczają to słowo sierść. Albo ćwierćŚwierszczŚmierć

Naprawdę nie ma czego się bać. 

Ocean

Jesteś przeźroczysta, skanujesz ciało jak kryształ. Boisz się spojrzeć, strach przed prawdą jest bardzo silny, choć irracjonalny, bo przecież poza prawdą niczego więcej nie ma. Niczego nie ma, słyszysz i pomału, cała drżąc, przenosisz wzrok na ekran. Ale na wszelki wypadek mrużysz oczy. 

Zamiast siebie, widzisz ocean. 

Miami

Podróż do Miami wciąż trwa, ponieważ, jak mawiają ludzie oświeceni: droga jest celem, podróż to właśnie Miami.

Wieje tak, że wywiewa z głowy poglądy, człowiek patrzy przez okno w przestrzeń, w której bezładnie latają liście, kot by miał zabawę, ta myśl, jedna z nielicznych, zaczepiona o dendryt jakimś cudem zostaje, reszta znika. Jezu, jaka ulga, jakby ktoś posprzątał, ktoś bardzo bliski… ja?

W puste miejsca po zagładzie wprowadzają się nowe myśli. Jest ich niewiele, ale każda VIP. Lokują się wygodnie jak w pierwszej klasie, ach, przecież lecą do Miami! 

Wśród nich jest złota rybka. Rybka mieszka w żarówce, a celem jej życia jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy jest gdzieś w kosmosie jeszcze więcej światła. Bo coś jej mówi, że tak, choć w telewizji zaprzeczają, mówiąc, że to absurd. Słońce? – drwią. I dodają epitety pod adresem rybki: szur!, foliarz!

Ale gdy rybka zasypia, we śnie opuszcza żarówkę przez odpływ gwintu i tam, pokonując czarne korytarze nicości, z sercem na płetwie i ściśniętymi skrzelami, wreszcie odnajduje upragniony promień. 

Diamentowa podróż

Diamenty to też węgiel. Najpiękniejsze mieszkają we mgle. Zatopione w grafitowe sąsiedztwo tła, wyciągają z siebie pierwiastek. Ich matematyczna regularność aż kłuje w oczy. Wady? Spadają. Wylatują z nieboskłonu i lecą niezauważone gdzieś do umywalki, do oceanu. A przecież nie rozłożą się nigdy. Zmylone ich błyskiem jesiotry gotowe są połknąć każdą zdobycz. Ach, ile jesiotrów zanieczyszczonych! Organizacje alarmują. Diamenty są jednak twarde. I gwiżdżą na jesiotry. 

Piszę to wszystko, robiąc rosół. 

Enjoy the silence

Energia w ciele, energia w umyśle, jakby umysł ciałem nie był, jeszcze raz. Energia w duszy, energia w pamięci. Stop. A po co rozpamiętywać? 

Żadnych minusów, żadnych mroków, żadnych tajemnic, żadnych przemilczeń, żadnych… żadnych. 

Jest jak jest. Za chwilę będzie inaczej. 

Znaki zewnętrzne? Jedzie dziewczyna, na rejestracji 666, na zderzaku ryba. Chwilę potem czarny rower z Sopotu. Wszystko w jednym. Bóg combo. Dobro i zło. Życie i śmierć. A ty labiryntem między jednym a drugim, bez kompasu. Albo raczej: z rozregulowanym kompasem, ale tak rozregulowanym, że pokazuje zupełnie odwrotnie. Północ tam gdzie południe i tak dalej. 

Cud, że żyjesz. 

Mors ze Stogów

Podobno na Ziemi żyje już tylko jeden gatunek morsa. Zrywa się rano, dzwoni do kolegów, stadnie wbiega w lodowate fale, po czym pstryka selfie i rozsyła po świecie. 

Reszta gatunków jest na wymarciu. 

~

Czerwona rękawiczka

Niektóre myśli są nieuchwytne. Nie sposób ich opisać. Pochodzą z korytarza pamięci. Stanowią kod genetyczny. Ślad. Być może kolor, albo zapach. Wzór koronek. Tembr czyjegoś głosu. Czyjego? Nie wiadomo. Prawdopodobnie kogoś zza zasłony wieczności. Stryjecznej babki w grafitowej sukni i czerwonych rękawiczkach. 

Przechadza się po plaży na Stogach. Cóż za zbieg okoliczności! Dzień dobry, babciu, dzień dobry, piękną mamy pogodę. Tymczasem ona tą rękawiczką przecina nadmorskie powietrze, dajmy spokój kurtuazjom, a raczej: weź mi tu nie pitol, nie mam czasu. Święta są. Roboty huk. Co się robi na święta w zaświatach? Jaka potrawa jest wystarczająco boska? 

Żadna. Wiedzą to doskonale gospodynie domowe. Kuchenny maraton kończą bez endorfin, wysiłek pozbawiony satysfakcji, znów mi nie wyszło. Na szczęście po śmierci jest luz. Babka zajęta, jak zwykle, romansem, ani jej w głowie pitrasić, wpada na chwilę na Stogi, zostawia tam ślad i cześć. Kobieta jest jak sen. Wszystkiego się trzeba domyślać. 

Tymczasem niektóre myśli są nieuchwytne…

*

Nemo. Prawdziwa historia Jima Morrisona

Stary, tuż przed śmiercią Jim Morrison śpiewa głosem wuja. Mocno wcięty, bełkotliwie mądraliński. Wiesz, wszystkie kobiety są głupie, dlatego nie umiem bez nich żyć. 

Spóźnia się na próby, o ile w ogóle przychodzi, wszystkich opierdala, a potem wali whisky zero siedem i właściwie nie da się już z nim gadać, trzeba sobie pójść. Bo jest tylko gorzej. 

A było mówione: nie oceniaj. Ocena to pułapka. Mówisz i masz. Tymczasem rzeczywistość jest taka, że stary Morrison przechodzi obok kariery jak kot, chyłkiem przecina los, po odwyku i terapii ląduje w całkiem przyjemnej sytuacji: żona i dwóch synów, a właściwie nie żona, tylko DZIEWCZYNA, który z was, kapcie, ma dziewczynę? 

Wystarczy nie być sławnym. 

Tymczasem historia podchwytliwa, ukrywa gdzieś inne sedno, bo właściwie wcale nie dotyczy Morrisona, ale jego dziewczyny. Jej bezsilności. 

Albo siły. 

<<