Nemo

Czymże byłoby życie bez opowieści? Peselem? Podatkiem? NIP-em? Patrzę na drzewo i już się snuje historia. Drzewo to nie tylko liście, kwiaty, czy wstrząsająco czarodziejska żywica. To rytm wieków. A rośliny doniczkowe! Gadają jedna przez drugą. Mam ulubioną, nazywa się Nemo. Imię dla milczka? Pozory. Może nie klepie jak gwiazda betlejemska (w kółko tej samej historii), lecz gdy się odezwie, szokuje logiką. Niektórzy się jej boją. Logiki czy Nemo? Obu.

Świat to takie niebezpieczne miejsce do życia. Problem w tym, że jedyne. 

Śni mi się coś wspaniałego, ale nie wiem co. Budzę się z pozytywną emocją bez powodu. Analityczny umysł natychmiast bierze się za temat i drąży w poszukiwaniu źródła radości. Nie mogąc go znaleźć, wysyła do lewego przedsionka hipokampu informacje o frustracji, czym odpowiada praca gruczołów dokrewnych produkujących hormony nieszczęścia. Prowadzi to ostatecznie do wybuchu łez. Nie mogąc wyjaśnić, jaki jest ich powód, mózg rzuca wszystko i jedzie w Bieszczady, albo nie, za daleko, za głośno i paliwo drogie. 

Tak trudno nic nie robić. Tak trudno się nie martwić, patrzeć na drzewo i słuchać opowieści obsypanej kwieciem Nemo. Stojąc przy oknie wiele widzi. Słyszy rozmowy przechodniów. 

– Piją wódkę w parku.
– Kto?
– Ukraińcy.
– Polacy to w ogóle, kurwa, nie piją.

Sroka

Jestem dziś promieniem rentgenowskim, prześwietlam swoje emocje, utrwalam je na kliszy. Co tam słychać? Kompletnie nic. Płomień świecy, ale to akurat bez dźwięku. 

Smutek. Siedzi pod drzwiami percepcji, układa samotnie klocki i mógłby się nawet zaprzyjaźnić z lękiem, gdyby ten zechciał łaskawie zagościć. O nieobecnych się nie dyskutuje, wspomnę więc tylko o dziadku, który przychodzi w nocy, dokładnie wtedy, gdy w gorączce udaje mi się wreszcie przysnąć, nachyla się i szepce do ucha: PRZEJŚCIE JEST ZWIĄZANE Z BÓLEM. 

Koniec spania. 

W internecie jest medytacja na ból. Można się z niej dowiedzieć, że ból jest tym większy, im więcej mu się poświęca uwagi. A przecież rentgen to nie niania. Stwierdzając obecność bólu, głaszcząc go (jednak) czule za uszkiem, przenoszę więc uwagę na srokę za oknem. Sroka się natychmiast rozczapierza w umyśle i według wszelkich zasad fizycznych, miejsca na ból mam zdecydowanie mniej. 

Rabarbar

Idę nad morze. Jem rabarbar. Nie jestem sama. Nigdy nie jestem sama. To kwestia logiki. Jeśli należysz do gatunku stadnego, to warto tak kierować życiem, żeby ktoś obok też teraz skubał rabarbar.