Bohun z Behemotem

Jestem z dziewczynami w pubie, kupujemy piwo, barman żąda okazania dowodu, moja obecność niewiele pomaga, bo „wyglądam najwyżej na siostrę”. Ktoś stoi z boku, patrzy na mnie zbyt długo zatrzymanym wzrokiem, który, wiem przecież doskonale – wcale nie jest przypadkowy. Ten ktoś jest przystojny jak diabeł, mówi po rosyjsku, niegłośno, z kozackim akcentem… Dziwnym zbiegiem okoliczności siada stolik obok. I patrzy dalej. 

Według Wołoskiej taka sytuacja oznacza, że: 

  1. Ktoś chce mnie zabić, albo:
  2. To drugie. 

Śmierci się nie boję.

***

Winnam wam opis. Czarne włosy, śniada cera i wysoki iloraz inteligencji na twarzy. Koszulka z Behemotem! 

Też bym patrzyła. 

YOU ARE NOT ALONE

Cisza! 

Trzęsie mnie po Patointeligencji jak po kawie siekierze z prądem. 

Noc bezsenna, jakby preludium do tego dziś rano. Budzę się sama w domu, to się nie dzieje, to niemożliwe, a jednak. Tylko UFO fruwa żądne przygód, a tak to spokój. I telefon: wyłączone powiadomienia. Wiadomości po cichu jak węże na wyświetlacz pełzną. Szatan chyłkiem wybudza mnie z letargu. 

YOU ARE NOT ALONE. 

Pytacie, czemu Szatan po angielsku włada? 
Tak się po prostu składa. 
Szatana pytajcie. 
Albo Anglików.
LOL. 

No więc przychodzi wiadomość i mnie powala. Boże, jakie to dobre! Boże, jakie trafne! Boże, jakie smutne! Że rozdziera na kawałki, na strzępy ludzkiego mięsa!

Nie mogę oddychać. I teraz już nie zasnę. 

Szelest

Dzisiejszy sen każe nie robić nic. Żadnych walk, żadnego mozołu. Żadnych starań, wspinaczek, wysiłków. Tylko słońce, łóżko, leżak w ogrodzie, herbatka, kawałek ciasta, najlepiej makowiec, bo usypia. A z herbatek: melisa. I buszek na uspokojenie. 

Ludzie

Ludzie biegają we wszystkich kierunkach
Bez celu
Jak przestraszone żuki

PS. Lubię u ptaków ten ledwo słyszalny szelest piór. Wydobywa się tylko z aksamitnej ciszy lotu. 

Szelest. Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Ocena niedostateczna

Znów śni mi się szkoła, praca domowa w holu, szybko, zaraz lekcje, ledwo brnę przez pierwsze zadania, jakieś tłumaczenia z rosyjskiego na angielski, siedem milionów stron plus matma, wykresy, funkcje, nic nie rozumiem, pół książki zadane, sprawdzam, nie mam książki, jest tylko polski, opasły tom bzdur sprzed wieków, komu to potrzebne, po co to wszystko, już nie mogę, nie dam rady i znów ta myśl, déjà vu, znikąd pomocy, donikąd droga, jedyne wyjście: ucieczka.

Coś mi jednak każe zostać. Posłuchać. Popatrzeć. Najwyżej mnie ocenią

No i co?

Koty pod łóżkiem

Sława to takie zjawisko, które polega na tym, że non stop napierdala telefon. Nie, nie dzwoni, dzisiaj telefony mają dużo więcej funkcji niż samo dzwonienie, samo dzwonienie jest właściwie tylko retro dodatkiem do wielopoziomowości komunikacji werbalno-wizualnej z nowoczesnym wszechświatem. A więc sławnemu człowiekowi telefon, powtarzam: napierdala ze wszystkich stron i na wszystkich kanałach i nie ma od tego ucieczki. 

Niesławnych ludzi telefony milczą. Śpią bezgłośnie jak koty pod łóżkiem. Czasem miaukną zbłąkanym esemesem, wymruczą jakiś horoskop. A potem znów zwijają się w sen, obdarowując świat cudem błogości ciszy. 

To kto się lepiej bawi?

UFO

Kot urodzinowy. Porusza się z prędkością światła w zasięgu międzygalaktycznym. Pali sporo, średnia 420. Ale biernie. I tylko biopaliwo.

Stanowi obiekt niezidentyfikowany, gdyż nie sposób go złapać. A właściwie ją. Chyba.

Transportuje gwiezdne pająki, przesadza rośliny, bierze udział w dyskusji. Dysponuje inteligencją do końca niezbadaną. Wiadomo jednak, że nie nosi maseczki, co plasuje ją wyraźnie powyżej gatunku ludzkiego. 

No i jest piękna. 

UFO. Noemi Susenbach

Pętla ewolucji

Tak naprawdę niby moment. Mgnienie. Niepojęte boskie natchnienie. Ułamek procenta sekundy na srebrzystej tarczy kosmosu. Chwila tak krótka, że (chciałoby się rzec!) niezauważalna. A jednak. NIESTETY. Trwa. 

Przydałby się jakiś meteoryt, planetoida, coś spektakularnego i ostatecznego zarazem: trzask, łubudu, koniec. Tymczasem nic się nie zmienia, dzień za dniem kalendarza wciąż to samo. 
Luty. 
Luty. 
Luty.