Follow me

Rozwój nie polega na gromadzeniu czegokolwiek, wręcz odwrotnie. To proces pozbywania się. Rzeczy, przyzwyczajeń. Wspomnień. Emocji. Wszystkiego, co nagromadzone, wrośnięte, zastygłe, zgniecione w zakamarkach psychiki i ciała. 

Panta rhei. Wszystko płynie. Zatrzymane: umiera. Jeszcze trochę pulsuje, jeszcze chwilę tętni, ale już nie ma prądu, nie ma tlenu. Dusza nie może się dusić, ucieka więc z zapchanego układu, pędzi w górę przez okno, w kosmos. Stamtąd widać więcej. Aha. Więc to tak… 

Jak?

Droga do prawdy prowadzi po okręgu. Od początku istnienia wiadomo. Że nic nie wiadomo. 

One

Jedyne, co czuję do ciebie to czułość. Przytulam przez sen twoje nieistnienie i, cóż za niedorzeczność, w odpowiedzi delikatnie głaszczesz moją twarz. Mówisz, zobacz. Niby nas nie ma, a jesteśmy. Oboje czujemy tę czułość.

Jedyną.

#Marry Christmas

Chaman Imana

Porządek w szafie. Różne są pomysły, co robić z ciuchami, sprzedać, oddać, w worku pod biurkiem trzymać? Spódnica z atłasu rozgląda się za księżniczką, w tę rolę najchętniej wchodzi pantera, co z czarnej się zmienia w różową (kultowa rola) i od tej pory: wszelkie skojarzenia na swoją odpowiedzialność poproszę. 

Historia księżniczki jest zawiła i pełna zasadzek, chętnie bym opowiedziała, ale jej, niestety, nie znam, gdyż księżniczka nic nie mówi. Wykupiona z haremu na lumpach we Wrzeszczu, milczy jak zaklęta, a teraz, zza tych atlasów już nawet nie mruczy. Wbita w dumę jak pluszowy posąg króluje niepodzielnie, wzrokiem tylko za mną wodząc, by mi do głowy nie przyszło tej spódnicy sprzedawać.

∆ Noemi Susenbach

Szafirowy diabeł

Nasypało mi się tego brokatu do oczu. Z czarami trzeba ostrożnie. Tymczasem wyskakuje diabełek, dobrze go znamy z Karpacza, czy z innych Bieszczad. 

I domaga się szczęścia! Nic go, mówi, nie obchodzą ludzie, rzuca robotę, po dziurki w nosie ma tych dusz. Piekło to korporacja. A jego już żadne rankingi, żadne wyścigi szczurów nie bawią. Wyjebane, mówi. To cytat, ja bym tak nie przeklęła. Ale, pamiętajmy, diabeł jest diabeł, ma swoje za rogami. No więc ten ordynarny bumelant wyskakuje mi dziś rano zza szafki, akurat wtedy, gdy szukam szafirów. 

Leo wyklucza schizofrenię. Powołuje się na logikę. Nie będę dyskutować z lekarzem. Diabeł więc jak żywy, żywszy od wszystkich diabłów. 

Mam z kim iść na bal. 

% Emka Blant

W co się ubrać

Sukienka na bankiet wciąż pod znakiem zapytania. Próby zakupu kończą się swetrem niedźwiedzim. Sukienka, owszem, zwiewna, tymczasem jednak zima. 

Świat wydaje się być podziemny. Aż trzy podziemne miasta obok siebie. Ludzie w maskach, cichociemni. Niby trzeba, ale nie trzeba, ktoś gdzieś coś każe, nie egzekwuje. Diabli wiedzą, co myśleć. Ten stan. Zgodnie z ruchem Księżyca i planet. Wszystkie dotychczasowe przekonania bledną, topnieją gdzieś w zapomnieniu, w ich miejsce wskakują nowe i są, oczywiście, kompletnie inne. 

To w końcu: tak, czy tak?! 

Jeszcze ten mrok nieustanny, jak woalka Czasu, który się lubi pod koniec roku przebierać w damskie fatałaszki. O Sylwestrze nawet nie wspomnę. I o tych wszystkich karnawałach, szpilkach w śniegu. 

Ostatnio króluje styl oszczędny. Kupować nowe: wstyd. Używane tylko. Albo self made. Sama? Na bankiet? Nie. 

Ze świtą. 

§Noemi Susenbach

Biały rower

Znów śni mi się dom! Tym razem jest to dom przyjaciółki. Przyjaciółki… Oddzielny traktat, a może nawet powieść. Napisałabym, gdybym chciała.

Ale mi się nie chce i w tym domu przyjaciółki też średnio, więc się zbieram cichaczem po angielsku, w głowie plan, tędy, na przystanek, ach, przecież ja mam ze sobą mój ukochany biały rower, jakie to szczęście! Tylko gdzie ten rower stoi? Przed domem, w ogrodzie. Jej (przyjaciółce) nie powiem ani słowa. Albo powiem, jeśli się napatoczy. Że od dwudziestu minut tu kwitnę, a ona lata, nie wiem, odkurza czy projekt robi, a może zabawia koleżanki? Wychodzę. Ale po drodze trafiam na jej męża i tu się zaczynają schody. Mąż przyjaciółki, Jezu. Oddzielny temat, a nawet traktat. Idzie w swojej bańce, nawet nie przypuszcza, że ja właśnie wychodzę. Coś tam pod nosem mamrocze, w ogóle go nie rozumiem, o interesach chyba, że ten dom za inny, tamten poprzedni, natomiast ten jest mniejszy…

Słucham i myślę, gdzie ten rower. Bo przed domem nie ma. Ona gdzieś schowała. Z tego sprzątania. Znam takie numery. Moja matka ze sprzątania wsadza pantofle gości do pralki. Nie, żeby prać. Żeby schować. Jestem wściekła, krzyczę z dworu przez okno, gdzie rower, debilko?! Ona, że na strychu. No zajebiście, świetnie, dobra, idę na ten strych, ale po drodze spotykam jej dziecko. Chce pokazać mi swój pokój. Który stanowi jakąś jedną trzecią poprzedniego w tym poprzednim domu… 

Boże! Przecież ja potrzebuję odpoczynku! Normalnego snu! Czy oni się tam w tym umyśle jeszcze nie połapali?!

Umysł w szafie z UFO przecież. 

Ostatecznie z nią – z PRZYJACIÓŁKĄ po ogrodzie spaceruję, gadamy o sprawach, w sumie dobrze się gada, jak zawsze wesoło…

Szkoda by było wtedy wyjść. 

™Noemi Susenbach

Wiedźma kontrolerka

Z pochodzenia: żmija. Wygląda jak drut kolczasty. Kąsa z furią. Emocje. Wiadomo. Kobieta… 

Bliska znajoma papy Grabka, mieszka w jego piwnicach. Teraz, gdy już go nie ma, króluje na włościach i, jak to się w życiu okazuje, on przy niej to małe miki. 

Nikt nie zadaje bólu jak ona. 

Na zewnątrz pełna luzu, koleżanka z każdym. Udaje, że jej nie ma. A w środku odlicza sekundy. Przenika na wskroś. Laserem przez umysł. Bez przerwy. Nie, nie sprawdza. Nie musi. Wie. 

Czy bagaże, które dźwigam, są aby na pewno moje? Bo jeśli nie są moje, to chyba nie zdążę na ten pociąg. Porzucenie bagażu, zwłaszcza czyjegoś, wymaga… no, właśnie czego? Odwagi. Żeby nikt (mowa o wiedźmie kontrolerce) nie wymierzył za taką samowolę kary. 

Niech szlag trafi wiedźmę kontrolerkę, chciałoby się rzec. Tylko po co? Moment, w którym brakuje energii nawet na takie akty, należy do TYCH momentów. 

Szanowni państwo, jadę pociągiem. Wczoraj złapany, ekspres. Pierwsza klasa. Są wygody. Muzyka, internet. Nawet telewizor filipsa. 

Nie mam biletu. 

Pociąg pod specjalnym nadzorem
Noemi Susenbach

Bajka* o kacie i jego ofierze

Wbrew wszelkim pozorom i utartym opiniom, w układzie kat – ofiara, najniebezpieczniejsze są ofiary. Straszliwy gatunek to ofiara losu. Trujący bluszcz. Morderca. Albo morderczyni. Both. 

Ktoś taki wręcz woła o rozdziobanie. Ciągle się potyka, w oczach przerażenie. Aż korci, żeby się rzucić do gardła. Taki łatwy łup! 

Tymczasem, niespodzianka. Ofiara losu jest ofiarą tylko z nazwy, pod jagnięcą skórą kryje się pantera, kot nie wydzielający zapachu, nie rzucający cienia. Pantera ma wszędzie cętki i język piekielnie giętki. Porusza się bezszelestnie i zawsze zaskakuje. Zaskoczyła mnie!, skarży się potem duch kata, ale nikt go nie słucha, bo wiadomo, że kat (a już zwłaszcza jego duch!) to jest kłamczucha. 

Ha, ha, ha. 


* to nie bajka. 

Krzyk
Noemi Susenbach

mała czarna S/M

Nie chodzi tu tylko o rozmiar. Ale o tym: sza! Aisza-aisza-aisza-sza…

Jestem zniecierpliwieniem. Prądem. Pragnieniem. Płonącym okamgnieniem. 

Wyładowaniem atmosferycznym w atmosferze skandalu. 

Liną okrętową rozwiązaną lalą. 

Łańcuchami. Rozwiąźle… źle… niedobrze… dobrze… hm… najlepiej… kiedy jest źle… 

Oh, yeah. 

S/M
Noemi Susenbach