Jutro

Nie dość, że jest zakaz używania czasu przeszłego, to jeszcze trzeba unikać przyszłości. Stare, dobre hasło panków. No future. Kto przypuszcza, że to takie ważne? A jednak. Tu i teraz i ani milimetra dalej. W żadną stronę. Gdy jeszcze odrzucić tryb rozkazujący oraz wszelkie wartościowanie – zostaje samo światło. 

Zaniechanie kodeksu grozi popełnieniem głupoty. Z miejsca tłumaczę, że określenie „głupota” nie ocenia tu niczego, po prostu stwierdza fakt. Jakoś to trzeba nazwać. No więc śni mi się Wołoska. Jest to postać z mojego poprzedniego wcielenia i tak, doskonale ją pamiętam. Niektórzy tak mają, podobno Dalajlama. No i ja. Zatem śni mi się Wołoska i najpierw wysyła mi maila w stylu: „mogę bucha?”, a potem pojawia się już z krwi i kości w hotelu, narzeka na nadmiar medytacji (kiedy wreszcie zacznie się coś dziać?!), po czym oświadcza, że jest widelcem. 

Muszę tu uczciwie wyjaśnić, że jej wyznanie pojawia się po moim, którego treść brzmi: jestem krukiem. W domyśle, że dziś. Bo codziennie mogę być kimś innym, na przykład Duchem Świętym. 

I teraz scenariusz najgorszy z możliwych, czyli zaniechanie kodeksu. Budzę się, wstaję, biorę telefon i wysyłam do Wołoskiej treść wyżej opisaną. Tylko jak tego dokonać? Od jakiego słowa zacząć? Tak, tak, mądrale, od słowa śnić. W CZASIE PRZESZŁYM. 

A tego kodeks zabrania. 

Dlatego właśnie żaden Duch Święty nie wysyła do nikogo żadnego esemesa, ale na szczęście może być, kim chce, na przykład krukiem. 

O imieniu Jutro. 

Jutro. Noemi Susenbach

Pudełko Szamana

Kończę cykl twórczy tuż przed jesiennym nowiem. Ostatnie krople farby, ostatnie frazy tekstu. Ufo chodzi po stole i nawet już się nie kłócę. Odwołane spotkania, zaniechane podróże. Mgła epidemii spowija mały świat. Noc rozkłada swą suknię na zegarze Czasu.

W maniakalnej fazie noc nie istnieje. Cóż z tego, że przychodzi, skoro sen jest pracą? Bóg nie odpoczywa. W godzinie duchów światło świeci, po mieszkaniu się tłucze, muzykę puszcza. Pali. Palenie rzuca. Znów pali. Kawę pije. Kawę z pieprzem. Wrzątek z pieprzem. Miód z papryką.

Aaa!!!

Lecz wreszcie nadchodzi czerń, gaśnie Księżyc, staje zegar i zapada cisza.

Nagle hałas? Szaman strąca pudełko. W sekundę rozsypują się śrubki, śrubeczki, wtyczki, krążki. Milimetrowe zatrzaski, łebki od szpilek, gwinty. Wszystko to leci w przestrzeń na wszystkie strony wszechświata. Ufo nie wie gdzie gonić.

Odkrywam szczęście w bezruchu. W pokornym poddaniu się fali. Kołyszę się i patrzę, jak za pomocą magnesu galaktyka śrubkogwoździ trafia do swego pudełka. Zegar cofa wskazówki. Kosmos się zwija do środka.

We włoskim języku jest przepiękny zwrot. Fraza z działu: odmowa. Podrozdział: asertywność. Wystarczy zrozumienie. Wcale nie trzeba mówić. Mówienie to wysiłek, mówienie to relacja. Relacja to ryzyko. Nadstawianie karku.

Assolutamente no.

Brzmi jak kołysanka. Melodia z miękką pauzą. Nucę ją i płynę, daleko, hen, przed siebie, niesiona falą Losu, na łupinie szczęścia, bez żadnego balastu, wprost w ramiona snu.

Pudełko Szamana. Noemi Susenbach