Kolaż pod tytułem JEBNĘ

Coco Chanel z papierosem, ja z lufą. I podpis: kto się lepiej bawi?

***

Mam ochotę zrobić kolaż, przeglądam przeznaczoną dla kobiet myślących prasę kobiecą i czytam to tu, to tam, jak to teraz jest super, dzień kobiet, wystawa kobiet, festiwal kobiet, kongres kobiet, femi, sremi, wege, srege. 

REDAKCJA RADZI:

Panowie lubią wysokie obcasy.

I wydepilowane cipki.

Nowa kampania reklamowa (…) to prawdziwy prezent na Dzień Kobiet dla każdej z nas. Wziął w niej udział m.in. bardzo przystojny model Andrea Damante. Wypadł doskonale. 

Żeby to zrozumieć, czytam piąty raz. 

Wszyscy jesteśmy Britney Spears

Żeby się w tym wszystkim połapać. Żeby się jakoś połapać. Ojciec więzi Britney Spears i żyje z jej pieniędzy. Sąd odrzuca prawo do własnego życia. O co tu, kurwa, chodzi? O co chodzi?

Śni mi się ten cyrk. To mi się tylko śni. 

A jednak nie. A jednak to się dzieje. Ktoś chce mnie zaszczepić, ktoś mnie zmusza do leczenia. Ktoś mi każe nosić coś na twarzy, ktoś mi mówi, że wie lepiej. Ktoś mi wciska bzdury, ktoś mnie więzi w domu. I jedyne, co mi wolno, to być posłuszną. Zapierdalać i płacić. 

Brzmi znajomo?

Wichrom potrzebna jest przestrzeń

MM wyraża nadzieję, że łapię oddech. Łapię jak łapię, ale czy go wypuszczam? Wszak wydech jest równie ważny, może nawet ważniejszy. Powietrze uchodzące z płuc wymiata z nich toksyny, wszelką smolistość i czerń. Wspomnienie kopniaka w brzuch oraz pięści na twarzy. Wstydu za kobiecość, wściekłości na własne łzy. Czego ryczysz?! – wylatuje z ciała, boleśnie drapiąc gardło. Puste korytarze tętnic czekają na świeży tlen. 

Czarna dziura: owszem. Łapie, nie wypuszcza. Zasysa życie łapczywie, jakby go było za mało, jakoby nigdy dość. Pochłania światy i czasy, traumy i urazy, kopniaki, patriarchat. Leci w przestrzeń kosmiczną silne męskie ramię, leci głowa rodziny, leci żebro Adama. Mknie w czeluść prezes partii i gazująca policja. 

Kościół rozrywa na strzępy. Wygląda jak plakat aborcyjny faceta po zabiegu. Płaczą płaczki żałobne, jaka wielka szkoda! Ksiądz tak kocha dzieci, że każe im je rodzić. 

Łapiesz oddech? Zanim złapiesz, wypuść. Wyhucz, wykrzycz, wydudnij. 
Zmiana to wicher. 
Wichrom potrzebna jest przestrzeń. 

Nie szukaj boga, mamo.

Siedzisz sama w mieszkaniu i się boisz. Boisz się, że nie masz racji. To znany lęk. Odganiasz się od niego dzielnie. Ale dziś nie masz siły. Już dość. 

Z tych zadań, które spełniasz – a chcesz ze wszystkich mieć piątkę, nawet jeśli naciąganą, nawet jeśli oszukaną, koniecznie piątkę! – akurat to masz niezaliczone

A może się uda? 

Patrzysz w telewizor i już wiesz, że nie. Nie uda się. 

Gdy człowiek zaczyna rozumieć, zwykle odczuwa gniew. Ten gniew trzeba szybko skierować na kogoś, bo jak uderzy, zaboli. Ty jesteś mądra. Kierujesz go zatem tam, gdzie na pewno nie doleci. Unia Europejska. Zachód. Harry Potter. Ukraina.

Marihuana! 

Potem kombinujesz, że do tego napierdalania kogoś ci jednak brakuje, kogoś konkretnego z krwi i kości. Szukasz celu. Wtedy w twojej głowie pojawiam się ja. Twój pakiet genów. Ja, czyli TY. Zanim pomyślisz, w panice strzelasz. Tak bardzo chcesz poczuć ulgę! 

Ale strzał ten boli bardziej, niż jakbyś celowała w siebie. Agresja, którą wybrałaś jest więc twoim własnym, wyjątkowo okrutnym samobójstwem. Assolutamente zbędnym. 

Logika ma swoje zalety. Jest prostsza niż krzyżówka. Wystarczy uwierzyć w to, co ISTNIEJE. Nie szukaj więc boga mamo. To ty jesteś Bogiem. Stworzyłaś mnie. 

Vaffanculo. Noemi Susenbach