W co się ubrać

Sukienka na bankiet wciąż pod znakiem zapytania. Próby zakupu kończą się swetrem niedźwiedzim. Sukienka, owszem, zwiewna, tymczasem jednak zima. 

Świat wydaje się być podziemny. Aż trzy podziemne miasta obok siebie. Ludzie w maskach, cichociemni. Niby trzeba, ale nie trzeba, ktoś gdzieś coś każe, nie egzekwuje. Diabli wiedzą, co myśleć. Ten stan. Zgodnie z ruchem Księżyca i planet. Wszystkie dotychczasowe przekonania bledną, topnieją gdzieś w zapomnieniu, w ich miejsce wskakują nowe i są, oczywiście, kompletnie inne. 

To w końcu: tak, czy tak?! 

Jeszcze ten mrok nieustanny, jak woalka Czasu, który się lubi pod koniec roku przebierać w damskie fatałaszki. O Sylwestrze nawet nie wspomnę. I o tych wszystkich karnawałach, szpilkach w śniegu. 

Ostatnio króluje styl oszczędny. Kupować nowe: wstyd. Używane tylko. Albo self made. Sama? Na bankiet? Nie. 

Ze świtą. 

§Noemi Susenbach

Ciapek

Niedopita kawa. Niedokończone zdanie. Niedokończone życie. Hrabiowski kartofelek na złoconej porcelanie. Istnienie do połowy. Do połowy nieistnienie. Gdzie jesteś, kiedy cię nie ma? Jak wygląda druga strona Księżyca? 

Mieszkają tam ludzie i koty. Co do tych ostatnich to mam pewność w postaci Ciapka, który spada na estakadę wprost z kosmosu i od razu się drze. Estakada rozpięta między kraterami. Ludzie się rozbiegają w popłochu, bo to jednak niecodzienne zjawisko. A ten ląduje na czterech łapach i bardzo proszę głaskać! Hałaśliwie się domaga. 

Tymczasem z tej drugiej strony Księżyca: spokój, jak na apelu, wszystko na sztorc wyglancowane świeci popisowo. Żywej duszy! 

Faza na plusach

Gdy ocean bólu wyrzuca człowieka na brzeg, zmienia się pojęcie szczęścia. Zamiast sukcesów i sławy: mokry piasek pod policzkiem. Oddech. Krzyk mewy. Istnienie. 

Nawet nie wiem, jaki to ląd. Terra incognita. Czerń jej cienia zasłania Księżyc. Zaćmienie, jak wszystko, dane jest tylko na chwilę. Trzeba się spieszyć. W ciemnościach widać lepiej. 

Czasem warto założyć okulary swojej matki. W głowie się wtedy kręci od plusów. Jak helikopter.

Zaćmienie
Noemi Susenbach

 

Maliny

Na pogrzebie papy Grabka, zamiast księdza: motyl. W dodatku kobieta. Niezbyt zainteresowana kopertą, kochająca kwiaty. Sama nie dba o pochówek, wszak schowa się wszędzie. Na zimę przycupnie na nagrobku i zaśnie. Przyśnią się jej maliny. Rozgniecione do soku.

Maripoza Negra
Noemi Susenbach

The wind

Jadę pociągiem. Słucham PJ Harvey. Kot na poduszkach. Purpura wokół. To chyba pierwsza klasa, ale taka super. Mam stoliczek z frykasami. Herbatę z malinami. Dobre nagłośnienie. 

Wifi.

Pociąg prawie pusty. Świat prawie otwarty. Całkiem. 

Foka
Noemi Susenbach

Grzeczna dziewczynka

Stan niewiedzy bywa trudny do zniesienia. Pokoleniowe, wpajane od urodzenia przekonanie o obowiązku dźwigania jakichś racji – nie daje spokoju. Tymczasem tego się wcale nie dźwiga. Wiedza to skrzydła. Prawdziwe rosną tylko wtedy, gdy się człowiek nauczy nie wiedzieć. 

Kiedy przestaję myśleć, od razu wiem.

Przeszłość jest jak stary piernik. Można go czasem wyjąć z szafki i pożuć do kawy. Ale nie za często, bo zęby bolą. Podobno Oskar Wilde jest autorem twierdzenia, że doświadczenie to suma porażek. Wyjątkowy pesymista. Mam słabość do pesymistów. Od razu się kłócę. A to już coś. 

Skąd wiesz, czyja to gra, mówi pewien pesymista, gdy ogłaszam zwycięstwo w jakiejś kłótni. Kłócisz się, więc ci zależy. Są emocje. Brawo. 

Grzeczna dziewczynka. 

Pułapka polega na tym, że musisz być jakaś. Koniecznie coś myśleć, koniecznie coś czuć, koniecznie coś mówić. Wszystko to razem posklejać do kupy i prędko stworzyć siebie jakąś, ściśle określoną, od do. 

Wkurwioną. Najlepiej. Oczywistość cudownie czytelna. W dodatku co za urok, co za seksapil, mężczyźni kochają zołzy, zwłaszcza takie ogniste. 

Smutną? I na to się znajdą amatorzy. Styl jesieniary, zapadnięty wzrok, romantyczna nieobecność. 

Zalęknioną! Wszystko dla ciebie zrobię, tylko mnie samej biednej nie porzucaj. 

Brakuje jeszcze pogardy. 

A najbardziej: szczęścia. 

Znana pisarka
Noemi Susenbach

Purpurowe fraktale

Nie ma żadnego końca. Jeśli cokolwiek się kończy, bach, zaraz się zaczyna. Od nowa.

Niedźwiedzie polarne wyglądają jak duchy. Jeśli zaś chodzi o duchy, najstraszniejszy jest duch Joli. Ledwo na nogach się trzyma (właściwie się nie trzyma), łysa głowa z przeogromnym guzem, reszta skurczona, kurczęca. Lubi się zjawiać w łazienkach, w odbiciach lustrzanych, tuż za plecami. Twierdzi, że się nie uda. Że ten atak, a przecież jest to atak kolejny – wcale nie oznacza sukcesu. Wręcz odwrotnie, jej zdaniem. Zżarta do połowy płacze, że boli. Chce się przytulić.

To jest trudne. Upiory mają dziwne zwyczaje. Wpijają się w zagłębienie nad obojczykiem. W to jeziorko życia. Stamtąd wysysają strach. 

Jeśli strachu brak, odpadają jak kleszcze. 

Jeszcze trudniejsze, żeby strachu nie było. Ale bywa, bywa. Lęk jest emocją, która może się znudzić. W jej miejscu pojawia się gniew, bo ileż można się bać? Spierdalaj więc Jola do grobu, czy gdzie tam sobie chcesz. A jak nie, to krzesłem. Ta, zamiast się słaniać, nagle rzutka, odbiera ciosy i szydzi: nie dasz rady, nie dasz rady! 

Sny są jasne jak śnieg. Purpurowe fraktale. Albo mnie kochasz taką, jaką jestem…, albo nie kochasz mnie wcale. 

Niedźwiedzie
Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Kwiat paproci

Książka musi się skrzyć, jak opowieść, którą ci opowiadam na dobranoc. Czemu nie, niechże będzie i Kwiat paproci. Zawsze mnie ciekawiło, gdzie leży prawda. Ach, wybacz, nie leży. Fruwa! Przysiada na chwilę, już wieczór, ciemno, a tam w liściach, w kniei coś błyska. Świeci. Lecz to nie robaczek świętojański, nie, nie. 

Chociaż. Byłoby logicznie. 

I teraz tak. Rozdajesz wszystko na lewo i prawo, czy tylko dla siebie trzymasz? Żeby ci ten kwiat paproci wrósł w pierś na stałe, tak głęboko, że naprawdę… ani słowa. Ok, rozdajesz. Ale wtedy kwiat wrasta jeszcze głębiej, jeszcze… 

KONIEC.

Ptaki
Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Szoszo

Wyobraź sobie, że jesteś ogniem. Twoim największym pragnieniem jest płonąć. Płomienie potrzebują wichrów, są zatem tam, gdzie najbardziej wieje. 

Wyobraź sobie, że jesteś ogniem. Wśród wichrów tańczysz z królową. Jest najpiękniejszą kobietą świata, czerwień jej włosów płonie jak pożar. Chcesz ją namalować, lecz tak cię onieśmiela, że trochę ci wstyd. Nie tylko ty padasz ofiarą jej czaru. 

Ach, jaką ofiarą! Jesteś jej krwią, paliwem, obudzonym ze starych, pożółkłych stron powieści – życiem. Pędząc ku zmartwiałym tkankom, rozcierasz chłód zapomnienia. Queen is back, mówią. Nieprawda. Podróż przecież wciąż trwa. Stuka kołami dzień za dniem.

Wyobraź sobie, że jesteś ogniem.

Wyobraź sobie, że jesteś lwem. 

Szoszo
Szaman Mako

Magda z Warszawy

Dwa browary. Konsultowane z lekarzem. 

Lista znajomych:

O BOŻE!!!

siedem siedem dwa tysiące dwadzieścia jeden

Liczę i doliczyć się nie mogę, tymczasem dzwoni Magda z Warszawy i teraz to już się nie doliczę. Cały świat! Cały świat! A może: kosmos? Hej, hej, z góry uprzedzam: noł-fakin-łej. Interesuje mnie tylko zabawa. Nie zamierzam bawić się sama. W ogóle nic nie zamierzam. 

Dwa browary po trzynastej, dość, że zimne, to w dodatku mokre. Spytajcie Bellę. Ma uprawnienia. I pieczątkę: 

PANI DOKTOR.

Wypisuje receptę, zalecenia ścisłe: dwa buchy nad ranem, dwa browary na czysto. Dżisas, kurwa, ja pierdolę, chwytam za pistolet, chcę strzelić, lecz ze śmiechu nie mogę. 

Demon zmienia się w węża. Wąż ma kolor czerwony. Sunie wewnątrz kości, pływa w ich purpurze. Wnika do szpiku. Wnika do szpika. Rodzą się erytrocyty. Po jakich rodzicach! 

Czy jest na sali geniusz, który mię rozumie?! 

To co leci, to jest chyba tango. La milonga. Za oknem lato. W doniczce zioła. W telefonie alert. Burza się zbliża. Wicher wichry woła. 

Riders on the storm… 

Lecę! Morze się samo nie opłynie.