Kwiat paproci

Książka musi się skrzyć, jak opowieść, którą ci opowiadam na dobranoc. Czemu nie, niechże będzie i Kwiat paproci. Zawsze mnie ciekawiło, gdzie leży prawda. Ach, wybacz, nie leży. Fruwa! Przysiada na chwilę, już wieczór, ciemno, a tam w liściach, w kniei coś błyska. Świeci. Lecz to nie robaczek świętojański, nie, nie. 

Chociaż. Byłoby logicznie. 

I teraz tak. Rozdajesz wszystko na lewo i prawo, czy tylko dla siebie trzymasz? Żeby ci ten kwiat paproci wrósł w pierś na stałe, tak głęboko, że naprawdę… ani słowa. Ok, rozdajesz. Ale wtedy kwiat wrasta jeszcze głębiej, jeszcze… 

KONIEC.

Kwiat paproci
Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Przed odlotem

17 sierpnia, wtorek, coś tam się na niebie dzieje, a ja tymczasem w dziewiątym wymiarze układam swój wszechświat. Więc tak. Po pierwsze Finlandia. Trochę jak Narnia, tylko że w realu. Co nie umniejsza baśniowości. Wszelkie powiązania ze światem rzeczywistym kończą się jednak na północy, gdzie niewidzialną kreską Bóg zakreślił granicę kraju Saamów. Domki w kolorze purpury i renifery za oknem. O polarnej zorzy nie wspomnę. 

Warto też rzucić okiem na premier. Nieco odstaje od paprotnych polityczek. 

Drugi temat: malarstwo. Jest to sprawa oceaniczna, ach, żeby tylko: kosmiczna i oto właśnie powstaje dzieło mojego życia. 

Jedno z dzieł. 

Następnie oswajam lęki. Idę na wiadukt, przeskakuję barierkę i siedzę nad przepaścią, na krawędzi światów, a spod stóp pociągi jak smoki raptownie wyskakują. 

Ciagle ktoś coś chce. Dwóch facetów się gapi. Jeden bez koszulki. Inny, starszy, podłazi, na ty do mnie wali, że mi po plecach chodzi liszka. Jeszcze inny ratować mnie chce. 

A ja przemierzam tunele, piwnice i pieczary. I walczę… Właściwie nie walczę, siedzę ze słuchawkami i muzyki słucham dość głośno. Słońce mnie rozgrzewa, wiatr mi włos rozwiewa i dobrze mi jak cholera. Liszka ze mnie schodzi, siada obok, przedstawia się: – Madżenta. Kolory mam odjechane, fakt, ale to tylko piżamka. Wkrótce przywdzieję suknię elegancką, czarno-szaro-białą. 

– Jak grób. 
– Lastryko – precyzuje Madżenta i odchodzi. Ale zanim odejdzie, taki mi taniec odstawia, że hej. Wije się, zakręca, pyszczek wysuwa, płomieniście ubarwione ciało pręży. Znika, znowu wraca, cyrk. 

Więcej koleżanek nie stwierdzam. Za to panowie, jak mówię. 

Nie, to ja odchodzę! Idę przez wiadukt, całą jego długość, a na każdym przęśle mam obowiązek przystanąć. Spojrzeć w dal, na tory. Aż spod stóp znów wyskoczy potwór, albo dwa najlepiej, z naprzeciwka, w natarciu: łuuu!!!

Madżenta nie nadąża. Rozumiem to. Każdy ma swoje sprawy. Gdybym miała stać się szarym motylem z takiego fajerwerku, zajęta byłabym jak pierdut. 

Wszystko jest jak sen. Jak wakacje w Bieszczadach. Babie lato rozpina swe nici, których końce się nigdzie nie kończą. 

Szoszo

Wyobraź sobie, że jesteś ogniem. Twoim największym pragnieniem jest płonąć. Płomienie potrzebują wichrów, są zatem tam, gdzie najbardziej wieje. 

Wyobraź sobie, że jesteś ogniem. Wśród wichrów tańczysz z królową. Jest najpiękniejszą kobietą świata, czerwień jej włosów płonie jak pożar. Chcesz ją namalować, lecz tak cię onieśmiela, że trochę ci wstyd. Nie tylko ty padasz ofiarą jej czaru. 

Ach, jaką ofiarą! Jesteś jej krwią, paliwem, obudzonym ze starych, pożółkłych stron powieści – życiem. Pędząc ku zmartwiałym tkankom, rozcierasz chłód zapomnienia. Queen is back, mówią. Nieprawda. Podróż przecież wciąż trwa. Stuka kołami dzień za dniem.

Wyobraź sobie, że jesteś ogniem.

Wyobraź sobie, że jesteś lwem. 

Szoszo
Szaman Mako

Pogrzebana Miłość

Budzę się w nastroju szatańskim, gdyż sen mam iście szatański. To, co mi się śni, też jest konsekwencją szatańskich pomysłów i wygląda na to, że nie ma powodów, by nie wcielić ich w życie. A przy tym bawić się, bawić, bawić! 

Ach, jak ja was wszystkich kocham. A najbardziej kocham tych, tak zwanych wrogów. Czemu kocham? Bo bez nich by zabawy nie było. 

LOL. 

Ale pomalutku. Najpierw szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie. Ciało prawie wyłupane z choroby. Nazywam ją czerwonym smokiem, ładnie, prawda? No więc jestem prawie uwolniona ze szponów smoka, kości się goją, umysł odpręża. Sekwencja konsekwencji. Kiedy człowiek zdrowieje, w głowie mu wieje. A u mnie wicher, huragan! 

Lekarstwo szokująco szybko działa. Jest to najprzyjemniejsza kuracja świata. Będę tęsknić. Już tęsknię. 


Inteligencja

Inteligencja to taki zmyślny robot
Jeśli jej nie wytłuką
To się sama wytłucze

Inteligencji należy szukać w Pogrzebanej Miłości. 

Pogrzebana Miłość. Noemi Susenbach

List od MM

Właśnie dlatego nie chciałam cię znać. Żeby potem nie czekać na twoją wiadomość. 

  1. Wpierdalasz mnie w czas przeszły, co widać w pierwszym zdaniu.
  2. Tą swoją bieganiną po kartonie przypominasz mi mnie. 
  3. Ból, ból, ból, ból i ból!
  4. Najchętniej bym te punkty teraz poplątała, żeby choć raz porządnie ci w głowie zamieszać!
  5. Ale piszę to w programie. 
  6. I się nie da. 

Nie ma takiego nadwymiaru, który nie ma swojego nadwymiaru. Zawsze jest jakieś BARDZIEJ. 

A ja bym chciała latać, beztrosko nad chmurami, tam jest taki salon biały, purpurowe kwiaty… I tak, jest, JEST! 

Otwarte okienko.

Magda z Warszawy

Dwa browary. Konsultowane z lekarzem. 

Lista znajomych:

O BOŻE!!!

siedem siedem dwa tysiące dwadzieścia jeden

Liczę i doliczyć się nie mogę, tymczasem dzwoni Magda z Warszawy i teraz to już się nie doliczę. Cały świat! Cały świat! A może: kosmos? Hej, hej, z góry uprzedzam: noł-fakin-łej. Interesuje mnie tylko zabawa. Nie zamierzam bawić się sama. W ogóle nic nie zamierzam. 

Dwa browary po trzynastej, dość, że zimne, to w dodatku mokre. Spytajcie Bellę. Ma uprawnienia. I pieczątkę: 

PANI DOKTOR.

Wypisuje receptę, zalecenia ścisłe: dwa buchy nad ranem, dwa browary na czysto. Dżisas, kurwa, ja pierdolę, chwytam za pistolet, chcę strzelić, lecz ze śmiechu nie mogę. 

Demon zmienia się w węża. Wąż ma kolor czerwony. Sunie wewnątrz kości, pływa w ich purpurze. Wnika do szpiku. Wnika do szpika. Rodzą się erytrocyty. Po jakich rodzicach! 

Czy jest na sali geniusz, który mię rozumie?! 

To co leci, to jest chyba tango. La milonga. Za oknem lato. W doniczce zioła. W telefonie alert. Burza się zbliża. Wicher wichry woła. 

Riders on the storm… 

Lecę! Morze się samo nie opłynie. 

Porąbana książka

Nie, żeby się skarżyć. Właściwie jest to powód do dumy. Każdy artysta by marzył. Wzbudzać takie emocje?! Że siekiera?! 

Jeśli ją kiedyś ponownie wydam, zamiast poprzedniego, właśnie taki dam tytuł. Porąbana książka. Zaprzeczenie wszelkich nauk. Żadnego wstępu, rozwinięcia, zakończenia. Tylko „łup” w głowę od pierwszej strony. 

Łatwo jest gadać. A gdybym to ja miała tak rąbać? To co? Ostatnio czytam Zasady rysunku realistycznego. Są podstawy. Jest ich sporo. No, ale… Mały leksykon sztuki współczesnej? Chyba z nudów. Szklanka na pająki? Za cienkie. 

Atlas. Atlas Świata. Jest masa do odparcia ciosów, jest powód. §

Niebieskie ptaki

Niebieskie ptaki rodzą się po cichu. Śpią ukryte w gniazdach nie zważając na gniew boży. A potem, dziwnym lecz nieprzypadkowym zrządzeniem losu następuje zaćmienie słońca, potajemnie dostają skrzydeł i fru!

Na spokojnie płonącej planecie zrywa się wiatr. 

Gdy mnie tak niesie, owijam się szczelnie w purpurowy koc. Pióra nie schronią przed zerem absolutnym. Pozwolą jednak być ponad. 

Niebieskie ptaki. Noemi Susenbach
(olej na płótnie)