Purpurowe fraktale

Nie ma żadnego końca. Jeśli cokolwiek się kończy, bach, zaraz się zaczyna. Od nowa.

Niedźwiedzie polarne wyglądają jak duchy. Jeśli zaś chodzi o duchy, najstraszniejszy jest duch Joli. Ledwo na nogach się trzyma (właściwie się nie trzyma), łysa głowa z przeogromnym guzem, reszta skurczona, kurczęca. Lubi się zjawiać w łazienkach, w odbiciach lustrzanych, tuż za plecami. Twierdzi, że się nie uda. Że ten atak, a przecież jest to atak kolejny – wcale nie oznacza sukcesu. Wręcz odwrotnie, jej zdaniem. Zżarta do połowy płacze, że boli. Chce się przytulić.

To jest trudne. Upiory mają dziwne zwyczaje. Wpijają się w zagłębienie nad obojczykiem. W to jeziorko życia. Stamtąd wysysają strach. 

Jeśli strachu brak, odpadają jak kleszcze. 

Jeszcze trudniejsze, żeby strachu nie było. Ale bywa, bywa. Lęk jest emocją, która może się znudzić. W jej miejscu pojawia się gniew, bo ileż można się bać? Spierdalaj więc Jola do grobu, czy gdzie tam sobie chcesz. A jak nie, to krzesłem. Ta, zamiast się słaniać, nagle rzutka, odbiera ciosy i szydzi: nie dasz rady, nie dasz rady! 

Sny są jasne jak śnieg. Purpurowe fraktale. Albo mnie kochasz taką, jaką jestem…, albo nie kochasz mnie wcale. 

Niedźwiedzie
Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Kwiat paproci

Książka musi się skrzyć, jak opowieść, którą ci opowiadam na dobranoc. Czemu nie, niechże będzie i Kwiat paproci. Zawsze mnie ciekawiło, gdzie leży prawda. Ach, wybacz, nie leży. Fruwa! Przysiada na chwilę, już wieczór, ciemno, a tam w liściach, w kniei coś błyska. Świeci. Lecz to nie robaczek świętojański, nie, nie. 

Chociaż. Byłoby logicznie. 

I teraz tak. Rozdajesz wszystko na lewo i prawo, czy tylko dla siebie trzymasz? Żeby ci ten kwiat paproci wrósł w pierś na stałe, tak głęboko, że naprawdę… ani słowa. Ok, rozdajesz. Ale wtedy kwiat wrasta jeszcze głębiej, jeszcze… 

KONIEC.

Ptaki
Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Szoszo

Wyobraź sobie, że jesteś ogniem. Twoim największym pragnieniem jest płonąć. Płomienie potrzebują wichrów, są zatem tam, gdzie najbardziej wieje. 

Wyobraź sobie, że jesteś ogniem. Wśród wichrów tańczysz z królową. Jest najpiękniejszą kobietą świata, czerwień jej włosów płonie jak pożar. Chcesz ją namalować, lecz tak cię onieśmiela, że trochę ci wstyd. Nie tylko ty padasz ofiarą jej czaru. 

Ach, jaką ofiarą! Jesteś jej krwią, paliwem, obudzonym ze starych, pożółkłych stron powieści – życiem. Pędząc ku zmartwiałym tkankom, rozcierasz chłód zapomnienia. Queen is back, mówią. Nieprawda. Podróż przecież wciąż trwa. Stuka kołami dzień za dniem.

Wyobraź sobie, że jesteś ogniem.

Wyobraź sobie, że jesteś lwem. 

Szoszo
Szaman Mako

List od MM

Właśnie dlatego nie chciałam cię znać. Żeby potem nie czekać na twoją wiadomość. 

  1. Wpierdalasz mnie w czas przeszły, co widać w pierwszym zdaniu.
  2. Tą swoją bieganiną po kartonie przypominasz mi mnie. 
  3. Ból, ból, ból, ból i ból!
  4. Najchętniej bym te punkty teraz poplątała, żeby choć raz porządnie ci w głowie zamieszać!
  5. Ale piszę to w programie. 
  6. I się nie da. 

Nie ma takiego nadwymiaru, który nie ma swojego nadwymiaru. Zawsze jest jakieś BARDZIEJ. 

A ja bym chciała latać, beztrosko nad chmurami, tam jest taki salon biały, purpurowe kwiaty… I tak, jest, JEST! 

Otwarte okienko.

Magda z Warszawy

Dwa browary. Konsultowane z lekarzem. 

Lista znajomych:

O BOŻE!!!

siedem siedem dwa tysiące dwadzieścia jeden

Liczę i doliczyć się nie mogę, tymczasem dzwoni Magda z Warszawy i teraz to już się nie doliczę. Cały świat! Cały świat! A może: kosmos? Hej, hej, z góry uprzedzam: noł-fakin-łej. Interesuje mnie tylko zabawa. Nie zamierzam bawić się sama. W ogóle nic nie zamierzam. 

Dwa browary po trzynastej, dość, że zimne, to w dodatku mokre. Spytajcie Bellę. Ma uprawnienia. I pieczątkę: 

PANI DOKTOR.

Wypisuje receptę, zalecenia ścisłe: dwa buchy nad ranem, dwa browary na czysto. Dżisas, kurwa, ja pierdolę, chwytam za pistolet, chcę strzelić, lecz ze śmiechu nie mogę. 

Demon zmienia się w węża. Wąż ma kolor czerwony. Sunie wewnątrz kości, pływa w ich purpurze. Wnika do szpiku. Wnika do szpika. Rodzą się erytrocyty. Po jakich rodzicach! 

Czy jest na sali geniusz, który mię rozumie?! 

To co leci, to jest chyba tango. La milonga. Za oknem lato. W doniczce zioła. W telefonie alert. Burza się zbliża. Wicher wichry woła. 

Riders on the storm… 

Lecę! Morze się samo nie opłynie. 

Porąbana książka

Nie, żeby się skarżyć. Właściwie jest to powód do dumy. Każdy artysta by marzył. Wzbudzać takie emocje?! Że siekiera?! 

Jeśli ją kiedyś ponownie wydam, zamiast poprzedniego, właśnie taki dam tytuł. Porąbana książka. Zaprzeczenie wszelkich nauk. Żadnego wstępu, rozwinięcia, zakończenia. Tylko „łup” w głowę od pierwszej strony. 

Łatwo jest gadać. A gdybym to ja miała tak rąbać? To co? Ostatnio czytam Zasady rysunku realistycznego. Są podstawy. Jest ich sporo. No, ale… Mały leksykon sztuki współczesnej? Chyba z nudów. Szklanka na pająki? Za cienkie. 

Atlas. Atlas Świata. Jest masa do odparcia ciosów, jest powód. §

Niebieskie ptaki

Niebieskie ptaki rodzą się po cichu. Śpią ukryte w gniazdach nie zważając na gniew boży. A potem, dziwnym lecz nieprzypadkowym zrządzeniem losu następuje zaćmienie słońca, potajemnie dostają skrzydeł i fru!

Na spokojnie płonącej planecie zrywa się wiatr. 

Gdy mnie tak niesie, owijam się szczelnie w purpurowy koc. Pióra nie schronią przed zerem absolutnym. Pozwolą jednak być ponad. 

Niebieskie ptaki. Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Mała Księżniczka

Pochodzi z planety o nazwie Purpura. Jej historia nie kończy się ukąszeniem przez żmiję, przeciwnie. Jej historia zaczyna się ukąszeniem przez węża. I prawdopodobnie nie kończy się nigdy, tak jak nie kończy się droga biegnąca po okręgu. 

Czym wszakże różni się koniec od początku? Czy jeden i drugi nie stanowi siebie nawzajem? Cóż, Mała Księżniczka jest dziewczynką, a dziewczynki są z natury silniejsze, co pozwala im przetrwać niejedno ukąszenie, co z kolei pozwala koniec nazywać początkiem. A dopóki koniec jest początkiem, dopóty droga biegnąca po okręgu tonie w kwiatach. Nie są to żadne róże, ale stokrotki, niezapominajki i mlecze. Mniszki lekarskie. Babki lancetowate. I szałwiodziurawce. 

Podróże zakazane! Od kiedy na Ziemi wybucha panika z powodu bliżej niezdiagnozowanej choroby, statki kosmiczne przestają latać. Purpura oddycha bez maski. Oddychałaby jeszcze lżej, gdyby nie ziemskie kosiarki spalinowe, piły łańcuchowe oraz ciężarówki wywożące tony śmieci każdego dnia bez wyjątku po sześć na placówkę z czterema kubłami. Nie wiem zresztą dokładnie, musiałabym policzyć, ale nie chce mi się wychylać głowy z atmosfery. 

Atmosfera Purpury ma barwę turkusu. 

Baobabów nie stwierdzono. Wiadomo jednak z całą pewnością, że rosną tu gorejące krzaki. Gdyby zarosły całą planetę, pewnie by spłonęła i cześć. Ale nie zarosną, bo rządy sprawuje kobieta. I niech ten argument wystarczy. 

Czy Mała Księżniczka ma jakichś przyjaciół? Całe mnóstwo. Nie mają profilów w internecie, milczą niezapytani, a zapytani – też milczą. Są zbudowani z kamieni, szmatek lub sierści. Od tych w internecie różnią się tym, że mają duszę. Duszę ma bowiem ten, kto z niej się nie odarł. 

Czasem na Purpurze pada deszcz. Nie jest to zwykła ulewa, nie jest to żadna mżawka. To burza. Z piorunami. Z zsynchronizowanym wybuchem wulkanów. Trzęsieniem płyt tektonicznych. Apokaliptycznym huraganem o barwie niebieskiej, rytmiczną zagładą. Giną wtedy wszystkie żale, umierają w rozpaczy smutki. Przytwierdzone do skał drabiny lecą w bezdenne przepaście. A potem zapada cisza. I znowu, od nowa, po drodze – teraz już innej – w nieskończoność okręgu mknie nigdy nie znudzone sobą życie.