Pięć oceanów

Uśmiech, który nigdy nie schodzi z ust. I zdrobnienia. Siateczka? Sjateczka to po rosyjsku bielizna. Znajomość języków może się przydać. Cały świat prowadzi monolog, osiem miliardów nieustannych ekspresji słowa, myśli, poglądów. Nie ma komu wysłuchać. Czasem bym chciała ogłuchnąć, ale nie ma lekko. Dobrze, że są jeszcze inne planety. Te, które milczą. 

Zapach lilii ma w sobie coś ze śmierci. Życie ma w sobie coś ze śmierci. Żeby żyć, trzeba śmierć zrozumieć, bo dopiero zrozumienie uwalnia od lęku. A lęk to przecież magnes przyciągający właśnie śmierć. Jakie to proste. A raczej: okrągłe. 

Kupuję sukienkę boho, nie, nie trzeba siateczki, od siateczek mam zapchaną szufladę i pięć oceanów. Szafę od sukienek też. Każdy ma jakąś kompulsję. 

Dziś piękny dzień, pękają pąki, rodzi się życie, rodzi się, żeby… umrzeć. 

Naja haje

Kobra egipska to dwa metry długości. A nawet trzy. Przymycić ją w koszyku z figami? Chyba że wielki ten koszyk. Zatem kosz fig do komnaty królowej! I do widzenia. Albo raczej: żegnam, przynajmniej w tym życiu. 

Aspis, bo tak królowa nazywa swoją kobrę, dobrze zna jej plany. Mało kto przyjaźni się z wężem. Możliwe, że tylko jedna osoba na świecie. Kleopatra. 

Wojna jej depcze po piętach, a jeszcze kot chce się bawić. W Egipcie koty są święte. Samobójstwo samobójstwem, kotem należy się zająć. Gdy jednak przychodzi posłaniec z figami, Kleopatra przerywa igraszki, zwija papirus z listem pożegnalnym, daje go posłańcowi. Samobójcy nie wysyłają listów, czego nie wie Oktawian. Nikt tego nie wie. Kolejna tajemnica przyjaciółek. 

Ukłucie w ramię jest delikatne jak pocałunek. Prawie niedostrzegalne. To, co najważniejsze dzieje się przecież wewnątrz. Tam powstają korytarze karmiczne, którymi biegną bose stopy królowej. Za nimi bezszelestnie sunie Aspis, naja haje. 

Wierzchołek piramidy skupia energię kosmosu. Wspiąć się tam może tylko wąż. Jak zmienić się w węża? Nikt tak nie uczy życia, jak wróg. Czyż nie jest więc przyjacielem?

Nie ma, nie ma wody na pustyni. Tymczasem woda nie wystarczy. Potrzebna jest surowica. Kropla wężowej krwi. Ludzie? Jeszcze się nimi nacieszę. 

Sorry za ból

Maleńki pająk, choć dorosły, co ważne, no więc maleńki pająk oraz kamikadze. Jeszcze dmuchany materac, zamiast spadochronu. 

Muszę zrobić oddechy. Ale zanim cokolwiek, idę na palcach przez zarośla, przyglądam się niezapisanym stronom swojej twórczości. Strona 420. Cztery dwa zero. Pani K. by wyjaśniła. Bez niej tylko kamikadze, cztery, dwa, zero, łup! – do ogrodu. Tam, gdzie basen. Zgrabnym lotem przez obręcz. 

Na tarasie leżak, na leżaku ani drgnę. Żadne fruwające szczątki płonącego wraku mnie nie obchodzą. W tym rzecz. Żeby nic nie robić. Samo się wystarczająco dzieje. 

Muszę zapalić. Materac jest łatwopalny. 

Żadnych strat. Każda strata jest korzyścią, bo jak czegoś nie ma, to nie waży, nie zajmuje cennego miejsca w czasie, ani w przestrzeni. Swoim zniknięciem niesie dodatni potencjał, bo przecież natura nie znosi próżni, zaraz w to miejsce coś wskoczy, tylko co? Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, mawiają, to ja poproszę to piekło.

Wchodząc do labiryntu, wychodzisz z labiryntu, każdy twój krok prowadzi cię do wyjścia, chyba że zabłądzisz, to sorry. 

Pani K. umie łamać szyfry, ale co z tego, że się włamie? 26012022. 420. Komórki mózgu na baletach od rana, w dodatku w pozycji odwrotnej, aksonami w górę, jak twierdzą: łapią perspektywę. Żeby zobaczyć WSZYSTKO. 

Piszę, bo lubię, w przeciwieństwie do kogoś, kto pisze, bo musi. A może nie w przeciwieństwie? Może wraz…? 

Stanie na głowie odwraca perspektywę. 

Lala z japońskiej porcelany

Najtrudniejsze są proste pytania. Trudno je znieść. Zwłaszcza, gdy się zna odpowiedzi. Wprowadzają zamęt, sieją wiatr. A chciałoby się tak bez zmian, nieruchomo w miejscu. Porcelanowa maska szybko wrasta w twarz. Wciąż ta sama rola, wciąż ten sam teatr. Matka. Żona. Furia biurwa. Ideał z gazety, gazetki szkolnej: wzorowa uczennica, córeczka tatusia. Lala. Kiedy obrócić: płacze. 

Łatwo ją rozbić na milion kawałków jednym uderzeniem drzwi od balkonu. I choć to niewysoko, upada boleśnie. Z pękniętych szczelin wylewa się rozpacz, ale gdy wstaje…  

Zaczyna wiać.

Chaman Imana

Porządek w szafie. Różne są pomysły, co robić z ciuchami, sprzedać, oddać, w worku pod biurkiem trzymać? Spódnica z atłasu rozgląda się za księżniczką, w tę rolę najchętniej wchodzi pantera, co z czarnej się zmienia w różową (kultowa rola) i od tej pory: wszelkie skojarzenia na swoją odpowiedzialność poproszę. 

Historia księżniczki jest zawiła i pełna zasadzek, chętnie bym opowiedziała, ale jej, niestety, nie znam, gdyż księżniczka nic nie mówi. Wykupiona z haremu na lumpach we Wrzeszczu, milczy jak zaklęta, a teraz, zza tych atlasów już nawet nie mruczy. Wbita w dumę jak pluszowy posąg króluje niepodzielnie, wzrokiem tylko za mną wodząc, by mi do głowy nie przyszło tej spódnicy sprzedawać.

∆ Noemi Susenbach

Brakujący element

Na telefonie z MM. Gadam w nieskończoność, a ona chce, żebym gadała więcej. Czyż to nie raj? Niebo wszak tworzymy sami, wokół maleńkich spraw: fryzura, sukienka. Najbardziej z całego zdjęcia podobasz mi się ty. Czym jest przyjaźń? Egzaminem? Radością?

Jesteśmy zmęczone egzaminami, nie robimy sobie testów. Zostaje czysta radość. 

Najbardziej z całego zdjęcia podobasz mi się ty…

§§Noemi Susenbach

W co się ubrać

Sukienka na bankiet wciąż pod znakiem zapytania. Próby zakupu kończą się swetrem niedźwiedzim. Sukienka, owszem, zwiewna, tymczasem jednak zima. 

Świat wydaje się być podziemny. Aż trzy podziemne miasta obok siebie. Ludzie w maskach, cichociemni. Niby trzeba, ale nie trzeba, ktoś gdzieś coś każe, nie egzekwuje. Diabli wiedzą, co myśleć. Ten stan. Zgodnie z ruchem Księżyca i planet. Wszystkie dotychczasowe przekonania bledną, topnieją gdzieś w zapomnieniu, w ich miejsce wskakują nowe i są, oczywiście, kompletnie inne. 

To w końcu: tak, czy tak?! 

Jeszcze ten mrok nieustanny, jak woalka Czasu, który się lubi pod koniec roku przebierać w damskie fatałaszki. O Sylwestrze nawet nie wspomnę. I o tych wszystkich karnawałach, szpilkach w śniegu. 

Ostatnio króluje styl oszczędny. Kupować nowe: wstyd. Używane tylko. Albo self made. Sama? Na bankiet? Nie. 

Ze świtą. 

§Noemi Susenbach

Ciapek

Niedopita kawa. Niedokończone zdanie. Niedokończone życie. Hrabiowski kartofelek na złoconej porcelanie. Istnienie do połowy. Do połowy nieistnienie. Gdzie jesteś, kiedy cię nie ma? Jak wygląda druga strona Księżyca? 

Mieszkają tam ludzie i koty. Co do tych ostatnich to mam pewność w postaci Ciapka, który spada na estakadę wprost z kosmosu i od razu się drze. Estakada rozpięta między kraterami. Ludzie się rozbiegają w popłochu, bo to jednak niecodzienne zjawisko. A ten ląduje na czterech łapach i bardzo proszę głaskać! Hałaśliwie się domaga. 

Tymczasem z tej drugiej strony Księżyca: spokój, jak na apelu, wszystko na sztorc wyglancowane świeci popisowo. Żywej duszy! 

Faza na plusach

Gdy ocean bólu wyrzuca człowieka na brzeg, zmienia się pojęcie szczęścia. Zamiast sukcesów i sławy: mokry piasek pod policzkiem. Oddech. Krzyk mewy. Istnienie. 

Nawet nie wiem, jaki to ląd. Terra incognita. Czerń jej cienia zasłania Księżyc. Zaćmienie, jak wszystko, dane jest tylko na chwilę. Trzeba się spieszyć. W ciemnościach widać lepiej. 

Czasem warto założyć okulary swojej matki. W głowie się wtedy kręci od plusów. Jak helikopter.

Zaćmienie
Noemi Susenbach

 

Maliny

Na pogrzebie papy Grabka, zamiast księdza: motyl. W dodatku kobieta. Niezbyt zainteresowana kopertą, kochająca kwiaty. Sama nie dba o pochówek, wszak schowa się wszędzie. Na zimę przycupnie na nagrobku i zaśnie. Przyśnią się jej maliny. Rozgniecione do soku.

Maripoza Negra
Noemi Susenbach