Ocean

Jesteś przeźroczysta, skanujesz ciało jak kryształ. Boisz się spojrzeć, strach przed prawdą jest bardzo silny, choć irracjonalny, bo przecież poza prawdą niczego więcej nie ma. Niczego nie ma, słyszysz i pomału, cała drżąc, przenosisz wzrok na ekran. Ale na wszelki wypadek mrużysz oczy. 

Zamiast siebie, widzisz ocean. 

Narada w kosmosie

Tymczasem w kosmosie narada. Czy warto wysyłać meteoryt? A może wiatr słoneczny, mała burza i z głowy. Sami się zniszczą, orzekają wreszcie planety. 

Niby słońce, niby wiosna, a tu takie nastroje. Korytarze świadomości się mnożą, w tym samym czasie odbywa się droga przez lochy i gwiazdy. 

Człowiek nie może bać się śmierci, śmierć jest mu nieznana. Człowiek boi się życia. Każdy dzień to fraktal. Budzisz się, działasz, zasypiasz. Rodzisz się, żyjesz, umierasz. 

Odpowiedź jest w snach. 

Madame Nemo i niesforny umysł

Kapitan madame Nemo dowodzi statkiem kosmicznym swojego ciała w sposób niepodzielny. Owszem, bierze udział w emocjonalnych naradach z umysłem, studiuje statystyki, dodaje plusy, odejmuje minusy, pozwala się wypłakać, pozwala się nawet bać, a potem zwija wykresy ze stołu i robi swoje. 

Trzy serie oddechów z drugiego poziomu, po czym jedna seria z trzeciego. Przerwa na szklankę wody. Stanie na głowie. Mostek. Taniec. Pozytywne myślenie, kurwa. Przebywanie na słońcu. Kwiaty w pokoju. Pachnące, żeby wszystkie zmysły nasycić esencją życia. 

Czarne myśli jak film w sobotni wieczór. Nie ma kiedy obejrzeć. 

Skuteczne leczenie wymaga odczuwania przyjemności, niedostępnego w stanie choroby. Czyli: pętla. Pat. Nie wyleczysz się, dopóki się nie wyleczysz. Madame Nemo w zadumie znów rozkłada wykresy. Hm. Czas na umysł. Niech ma swoje pięć minut. I żadnych: oesu, co to będzie. Tu raczej chodzi o dziecięcą wyobraźnię. A więc bawimy się, że przyszłość jest TERAZ. Taki rodzaj kredytu. Spełnianie obietnic. Wypełnianie marzeń. Niebieska sukienka. Dziś.

Dzieci niczyje

Wiara. Bez niej życie nie ma sensu, choć teoretycznie da się żyć. Teoretycznie, bo w praktyce od zawsze ludzkość w coś wierzy. W przyrodzie wszystko jest po coś, więc wiara też musi mieć cel. Może to rodzaj kompasu, szukaj, szukaj, człowieku, spotkamy się kiedyś i wtedy wszystko zrozumiesz… 

Moment. A czemu człowiek tak daleko szuka? 

Moment. A po co człowiek w ogóle jest? Odklejony od reszty świata, żadnego zeń pożytku dla planety, wręcz przeciwnie, same szkody. Błąd ewolucji? Błędy ewolucji są eliminowane w przyrodzie bezwzględnie, więc może raczej: program? 

Jesteśmy z innej planety, z innego kosmosu, skądinąd, dokąd tęsknimy, czego szukamy. Jesteśmy dzieci niczyje, nasi kosmiczni rodzice podrzucili nas jak kukułki, zostawiając na pastwę samych siebie.

Tylko droga, droga bez końca, bez początku, odwieczna podróż. Sens w każdej sekundzie, cel w każdym z każdej sekundy istnieniu. Światło to nie punkt na końcu wszechświata. To ogień, który płonie w nas. 

Pięć oceanów

Uśmiech, który nigdy nie schodzi z ust. I zdrobnienia. Siateczka? Sjateczka to po rosyjsku bielizna. Znajomość języków może się przydać. Cały świat prowadzi monolog, osiem miliardów nieustannych ekspresji słowa, myśli, poglądów. Nie ma komu wysłuchać. Czasem bym chciała ogłuchnąć, ale nie ma lekko. Dobrze, że są jeszcze inne planety. Te, które milczą. 

Zapach lilii ma w sobie coś ze śmierci. Życie ma w sobie coś ze śmierci. Żeby żyć, trzeba śmierć zrozumieć, bo dopiero zrozumienie uwalnia od lęku. A lęk to przecież magnes przyciągający właśnie śmierć. Jakie to proste. A raczej: okrągłe. 

Kupuję sukienkę boho, nie, nie trzeba siateczki, od siateczek mam zapchaną szufladę i pięć oceanów. Szafę od sukienek też. Każdy ma jakąś kompulsję. 

Dziś piękny dzień, pękają pąki, rodzi się życie, rodzi się, żeby… umrzeć. 

Szamasz

500 stron drobnym drukiem, Słownik symboli. I to tylko niektórych. Pięćset stron takich cudów, że na bawolej skórze nie da się spisać. A tu proszę. Władysław Kopaliński, profesor profesorstwa. Członek Światowej Akademii Profesorów. Brawo. 

Śledzę z pasją ten brawurowy zapis ludzkiej wyobraźni. Dziś hasło Jednorożec. Ale zanim: Jeleń. Potem: Barwa. Kot mi przeszkadza w lekturze. Domaga się zabawy. Siada przy zabawce i się drapie. Straszy, że ma pchły. Planuje wymusić pieszczoty. Potem zabawę. Wszystkie te zabiegi są czynione podstępnie, ale człowiek myślący ma rozum. Miewa. 

Wracając do Jednorożców, prym w fantazjowaniu wiedzie chrześcijaństwo, jednak w kierunku mroku. Wesołe, acz psychopatyczne wymysły można znaleźć w mitologii i tu bym dała ex aequo

Czterdzieści minut później. Chwilowy spokój z kotem. ALE NIE WIADOMO. Wymysłów nigdy dość i to jest właśnie najciekawsze. Co oni jeszcze wymyślą?

Barwy narodowe. Biel i czerwień. Starożytność. Boginią Górnego Egiptu jest biała Nechebet, skrzydlata strażniczka faraonów. Zaś Dolnego Egiptu: czerwona pani Nieba, kobra, Udjat (Edjo, Buto). Królowa Bogów. 

Dwie silne kobiety. 
Zamiast bielika na polu krwi. 
Może to wróżba?

Kot śpi. 

Dark matter

Co jest bolesne? Kiedy w poukładane życie trafi prawda. Niektórzy nazywają to bad tripem. Ciężka rzecz. Trudna do przejścia. Trzeba ruszyć mózgiem, a mózg w strzępach, w węgorzach, sparaliżowany, zjedzony, zamieniony w magmę. I jeszcze kierownica w dłoni. Jak najstraszniejszy z węgorzy. Ten, który jest wężem.

A zdaje się, że nie postawisz gołej stopy w dżungli. Tymczasem dżungla to żywy organizm, wędrujący. Przenikający. Jak ciemna materia, dark matter. Niby nie ma, a jest. JEST. To słowo aż syczy od istnienia. 

Ratunek? Rezygnacja z prowadzenia, oddanie się w swoje ręce. Dosłownie. Ciału. Dobra, magister, inżynier, weź ty lepiej się połóż i śpij. Będzie ci się śniło, że tańczysz. Na stopach zaczarowane buciki i nieustanne tango. Błagasz, płaczesz, nic z tego. Taniec. I to właściwie nie sen, raczej OOBE, diablo realne, do bólu. Wszystko wokół znika jak w kreskówce, oddala się za horyzont jakiejś kuli, co to właściwie za kula, nawet nie zdążysz pomyśleć, bo kolejna znika sprawa. A z nią kolejny człowiek. Niby się nie lubicie, ale jednak. 

Jprdl.

Czemu wszystko znika, chyba dlatego, że nie prowadzisz tego samochodu, albo nie wiem, morderczy taniec nie pozwala się skupić, roztrzaskują się zabetonowane węzły logiczne, latają dane jak po wybuchu. Podczas. Bombardowanie trwa i trwa mać, chyba że któregoś dnia w tym wirze złapiesz za koniec sznurka i wyciągniesz los z napisem: NIC NIE TRWA WIECZNIE. 

Powtarzać jak mantrę. Codziennie. 

Kilka razy dziennie. 

W kółko. 

To podstawowy krok w tańcu ze smokiem. 

Owsianka z jagodami

Jak żyć? Jedna z podstawowych zasad każe siadać w słońcu. Druga, wcale nie mniej ważna, sugeruje owsiankę z jagodami. O muzykę też warto zadbać. I o oddech. 

Już samo słowo: szczęście jest skomplikowane. Nie wiem, kto to wymówi spoza tego kraju, w którym się go nie mówi. Jest bardzo podobne do miłość. Też trudne.  

A przecież człowiek to światło. Wyrzeźbione przez cień.