Galaxy

Szczęście ma kolor pomarańczy. Jest złożone z ciszy. Zaczyna się śniadaniem w łóżku, przekształca w kąpiel przydługą, ponowny nur w pościel, przerzucenie kanałów, by wreszcie zawisnąć w trwaniu po wieczność, jaką stanowi TERAZ. 
Nirwana. 
Spokój. 
Assolutamente niente

Duchy, owszem, obecne. Karmią się nicością. Przemykają, mruczą. Któryś nadepnie pilot, włączy komunikat. Ekran ciekłokrystaliczny kosmicznym światłem płonie. Pod kołdrę chowam dłonie. 

Ciało to też temat. Niewyczerpany. Między kością strzałkową ramienia a duszą pakującą plecak jest co najmniej sto tysięcy wierszy. 

Wysoko, widać dachy. Jeden ma kształt kopuły, nazywa się Galaxy. Z obiektu wypadają ludzie. Trzymają w dłoniach torby. W torbach są dzieci z Bangladeszu. Ich dzieciństwo. Na święta. 
W głośniku ryczy piosenka. 
Dobrze, że nie słyszę. 

Nie pamiętam. 

Galaxy. Noemi Susenbach

Statek kosmiczny Ziemia

Myślą, że tego nie robią. Nie podróżują wśród gwiazd. Tkwią przytomnie na stanowiskach. Jak kamienie. Tymczasem kamienie: owszem. Podróżują. Statkiem kosmicznym Ziemia.

A na statku chaos. Na początku jest chaos. Zanim skończy się koniec

Końcówka ciężka, męcząca. Zgodnie z fabułą nadętą jak szkolna lektura. Zombie, flaki, żylaki, gaz, frazesy, pióra. Zaraza i purpura. 

Podobno jest lekarstwo
Sto procent skuteczności
Ciężko jednak coś znaleźć
Gdy się nie szuka…

Miłości

***

Każdy chce żyć. Czemu zatem nie żyje?

Statek kosmiczny Ziemia. Noemi Susenbach

Gridò

Krew, rozpalona Ziemia. Tętni pędzona rytmem. Jeszcze tylko kilka uderzeń, jeszcze tylko: 

wdech 
wydech
wdech
wydech… 

Słyszę rozmowę kotów. W powietrzu czuć pomruk gniewu. Koty się raczej nie boją. Człowiek, owszem. Lęk jest emocją piskliwą, z wyglądu: istna mysz. Albo pająk. Albo też coś, czego nie ma. Przynajmniej nie rzuca cienia. 

Gałęzie to kości drzew. Meteoryty dendryty. Pod wodą jest skarb ukryty. Brzozy go strzegą i duchy święte. I niespalone wiedźmy przeklęte. 

Czasem się trzeba czołgać. W mroku są mgły i trumny. 

Mówi się: człowiek rozumny

Gridò. Noemi Susenbach

LOL

Nie chcesz żadnego powrotu do normy. W głębi duszy liczysz, że wszystko to pieprznie, pieprznie z hukiem. Ale każdego dnia wkładasz mnóstwo energii w pozór walki o tę tak zwaną normalność. Wydaje ci się, że musisz. W przeciwnym razie:

  1. Ludzie cię obgadają
  2. Stara potępi
  3. Trzeba będzie się rozstać. 

Tymczasem:

  1. Ludzie cię obgadują
  2. Stara potępia
  3. Już dawno o tym marzysz. 
LOL. Noemi Susenbach

Przedświt

Człowiek zazdrości naturze snu. Sam chciałby się pozbyć życia, zasnąć w jaskini na zimę, zastygnąć w bezruchu do wiosny. Niestety, musi walczyć. Walka to codzienna, nierówna, niewdzięczna. Stawką są buty z propylenu oraz kurtka z folii, którą można zobaczyć na śmiertelnie poważnej modelce lat piętnaście. Oba trofea, na pierwszy rzut oka – do zamarznięcia. Kostki gołe, nerki gołe, goły biały tors. I kosztują roczne wyżywienie umierającego z głodu gdzieś tam w Afryce dziecka. Kogo to obchodzi?

Chcę spać. Niech kosmos sam dokona Planu. Śmierć to etap, przejście. Szkoda tylko, że pamięć znika. Wszystkiego szkoda. A może nie?

Brak to puste miejsce, które czeka na Nowe. 

Przedświt. Noemi Susenbach

Wichrom potrzebna jest przestrzeń

MM wyraża nadzieję, że łapię oddech. Łapię jak łapię, ale czy go wypuszczam? Wszak wydech jest równie ważny, może nawet ważniejszy. Powietrze uchodzące z płuc wymiata z nich toksyny, wszelką smolistość i czerń. Wspomnienie kopniaka w brzuch oraz pięści na twarzy. Wstydu za kobiecość, wściekłości na własne łzy. Czego ryczysz?! wylatuje z ciała, boleśnie drapiąc gardło. Puste korytarze tętnic czekają na świeży tlen. 

Czarna dziura: owszem. Łapie, nie wypuszcza. Zasysa życie łapczywie, jakby go było za mało, jakoby nigdy dość. Pochłania światy i czasy, traumy i urazy, kopniaki, patriarchat. Leci w przestrzeń kosmiczną silne męskie ramię, leci głowa rodziny, leci żebro Adama. Mknie w czeluść prezes partii i gazująca policja. 

Kościół rozrywa na strzępy. Wygląda jak plakat aborcyjny faceta po zabiegu. Płaczą płaczki żałobne, jaka wielka szkoda! Ksiądz tak kocha dzieci, że każe im je rodzić. 

Łapiesz oddech? Zanim złapiesz, wypuść. Wyhucz, wykrzycz, wydudnij. 
Zmiana to wicher. 
Wichrom potrzebna jest przestrzeń. 

Wichrom potrzebna jest przestrzeń. Noemi Susenbach

Jestem Bogiem

Kolejny dzień apokalipsy. Gaz na ulicach. Słońce przedziera się przez mrok, chwilę potem ustępuje pełni. Dzień jest tak krótki, jakby się śnił. 

Szkoła. Szukam klasy. Nie znam kodu. Jedyny klucz to twarze. Jeśli rozpoznam, trafię. Tylko nie wiem, co w nich rozpoznać. Zaufanie? Dobro? Dobro nie istnieje. Zwłaszcza w szkole. 

Głupota to lęk przed wiedzą. Nie wchodzę, nie słucham, nie patrzę. Żyję we własnej bańce, w tym, co mi pasuje, bez przeciągów. Nic na mnie nie działa. Nic mnie nie zmienia. Marzę o srebrnym proszku, co powoduje znikanie. O motylach, które mnie na skrzydłach do nieba zabiorą. O wniebowstąpieniu, o nieistnieniu. 

A potem wraca prawda. Odpala mi ogień, znacząco chrząka. – Ten montaż nie klepie – zaciągam się, skarżąc. Wszystko jest w głowie, słyszę. Zamykam oczy, szukam spokoju, tej nieuchwytnej fazy.

Czasem się wkurwiam, że żyję. Wstyd mi za człowieka. Chcę być ptakiem, kotem, wichrem. Ale czy będąc nimi, zamiast być Bogiem, zdołam cokolwiek stworzyć?

Jestem Bogiem. Noemi Susenbach

Fala Przeznaczenia

Najważniejsze: nie planować. Los jest jak fala oceanu. Kto się z nią zmaga w imię zapisków w terminarzu – tonie zmiażdżony. Zabawa w tym, by dać się ponieść. Bez bagażu, bez notesu, bez kalendarza.

Nikt nie zna przyszłości, wszelkie więc na nią zakusy tylko bawią bogów. Im bardziej dopięta sprawa, tym bardziej spektakularne fiasko. Idę przykładowo do rybnego po obiad, spotykam Bellę z Leo, ląduję na cyplu wśród fal, tańczę między kroplami deszczu i to by było na tyle w kwestii kulinarnych planów.

Ryba, owszem, wędruje ze mną. W którymś momencie wyprawy dostaję nawet przepis na dorsza. Gubię bez żalu. Wystarczy przecież, że zbliża się pełnia, morze wyrzuciło szkielet diabła, niebieski kosmiczny orzeł lata ponad głowami. Noc gęstnieje. Fala Przeznaczenia niesie mnie przez odmęty i nie wiadomo, nie wiadomo, absolutnie nic nie wiadomo.
Poza tym, że JESTEM.

Fala Przeznaczenia. Noemi Susenbach

Czarna świątynia

Każdego dnia się wydaje, że gorzej być nie może, nazajutrz przekonuje: owszem. Wytrzymałość ludzka nie zna granic. Jednak człowiek dźwiga do momentu, gdy dźwigać już nie może. Wtedy niesie go niezwykła moc. Fala buntu. Budzi się w nocy jak dziecko, którego rodzice nie kochają, ksiądz molestuje, a nauczyciel obraża. Znikąd pomocy. Wstaje po cichu, zakłada buty… 

Father – yes, son? – I want to kill you. 

Kipi od natchnienia, nie można dobrać słów. Chowają się za drzewa w nieprzeziernej dżungli umysłu. Czarnej świątyni. Wiedzą, co robią. Każde mianowicie słowo zostawione w piśmie, z Czasem ciałem się staje. 

Jeszcze przeszkadzają! Robią zamieszanie, zgłaszają problemy, jakieś swoje sprawy, nieobecności, problemy z łączem oraz choroby. Większość nieprzygotowana, co zrozumiałe w okresie pandemii. Czasu nie znamy. 

Jaki jest klucz? W czym rozpoznać słuszność? 

Czarna świątynia czuwa. 

Czarna świątynia. Noemi Susenbach

Strasznie stara dusza

Sny moje są niespokojne, pełne żaru i potu. Dawne krzywdy zmieniają się w truciznę, którą wypluwam ze wstrętem. Nie mam siły dokończyć obrazu, nie mam siły się cieszyć. A jednak się wlokę przez czas, od dnia do dnia, wzdłuż kalendarza, do końca. Do końca miesiąca, do końca roku, do końca zimy. Każdy dzień przynosi mi nowe wcielenie. Raz jestem wiatrem, raz ogniem, czasami też: kamieniem. Dziś się rozpływam we mgle niczym duch święty. Mogłabym nosić nad głową języki ognia, jednak szkoda firan. Kot je lubi. Tak bardzo, że właściwie niewiele z nich zostawia. 

Podają w mediach, że klientka floatingu nie żyje. Umiera podczas deprywacji sensorycznej, w głębokim transie, gdzieś między wymiarami. Dzieje się to dokładnie w tej samej chwili, gdy postanawiam skorzystać. Grzęzną moje pragnienia. Kabina zamknięta, koniec relaksu. Kto by się spodziewał, że świat bez bodźców jest lepszy? 

Robię test w internecie, jak stara jest moja dusza. Wychodzi, że najstarsza. Czy jestem Kleopatrą? Pamiętam drugą wojnę? A może umieram w komorze odpływowej? Najważniejsze, że już koniec. Jestem zmęczona piruetami na lodzie ludzkich serc. 

Strasznie stara dusza. Noemi Susenbach