Kosmici

Mieszkam z tyłu głowy. Mieszkanie kupione jest z honorarium za książki. Spory metraż, obejmuje cały świat. Albo i kosmos, kto wie? Może przeźroczyści kosmici, o których pozornie nic nie wiadomo, czytają po cichu nasze wersy? Przechwytują je w locie, prosto z głów, zanim jeszcze zmienią się w czerń liter, zanim się z nich najedzą wydawnicze potwory?

Ciapek

Niedopita kawa. Niedokończone zdanie. Niedokończone życie. Hrabiowski kartofelek na złoconej porcelanie. Istnienie do połowy. Do połowy nieistnienie. Gdzie jesteś, kiedy cię nie ma? Jak wygląda druga strona Księżyca? 

Mieszkają tam ludzie i koty. Co do tych ostatnich to mam pewność w postaci Ciapka, który spada na estakadę wprost z kosmosu i od razu się drze. Estakada rozpięta między kraterami. Ludzie się rozbiegają w popłochu, bo to jednak niecodzienne zjawisko. A ten ląduje na czterech łapach i szybko proszę głaskać!

Tymczasem z tej drugiej strony Księżyca: spokój, jak na apelu, wszystko na sztorc wyglancowane świeci popisowo. Żywej duszy. 

Tajemnicze znikanie naukowców

Kiedy już wszystkie ryby się złowią (wkrótce), zapanuje era jamochłonów. Są to istoty, o których niewiele wiadomo, poza tym, że pochodzą z kosmosu. Świadomość mają ukrytą w niekończących się wiciach czułek. Dzięki temu mogą być jednocześnie na dnie jak i na powierzchni. Trwają tajne badania, czy to możliwe, że są obecne również w powietrzu. Ludzkość już wie, że niewidzialność o niczym nie świadczy. Ludzkość już wie, że nic nie wie.

Podobno bywają w Wiedniu. Na imprezce kresce. Cukier puder, szkło z białych maków i trochę dziwne, że to nie heroina, ale, ustalmy, jamochłony są dziwne. Podobnie jak naukowcy. Życie to eksperyment. Ciekawe, co się stanie? 

Ciekawe, co się dzieje. 

Maki
Kasia Koy

Huragan

Chciałabym napisać, jak bardzo bym chciała wyjść na spacer, w słońce się zanurzyć, unieść na wietrze, za ptakami polatać, ale nawet pisać ledwo co daję radę. Siedzę mianowicie w łodzi podwodnej, co chwila ktoś coś, w dodatku muzyka głośna i kawa pyrczy. Wolność polega na wskoczeniu w ten wymiar obok, gdzie ani łódź podwodna, ani pyrcząca kawa, ani tym bardziej ktoś coś. Tam, owszem, też gra muzyka, ale ma zdecydowanie więcej basów i jakoś tak łagodnie wgrywa się w tętnice, że pulsuje z całym ciałem, a pulsując – kołysze. Kołysanie może zamienić się w huragan, ale nie wyprzedzajmy faktów. Na razie siedzę w łodzi podwodnej, do reszty dołącza odkurzacz. Jeszcze raz. Na czym polega wolność?

Wolność
Noemi Susenbach

Impreza w tramwaju

Z głośnika radia kierowcy leci I’m in love with the coco. Leo niby pilnuje porządku, ale po pierwsze pozwala pisać po ścianach, po drugie nawet nie ma maski. W tyle spatynowany alkoholem Pasażer wyrywa gąbkę z siedzeń. Są dziewczyny. Jak to zwykle bywa, usiłują wprowadzić organizacyjny dryl. I jak to zwykle bywa: daremnie. Teatralnie zrozpaczone, jednak w głębi duszy rozbawione do łez, kręcą głowami z udawaną dezaprobatą i, cóż począć, rozdają ciasteczka. 

Mnie nie ma. Jadę siódemką do ZOO. Uwolnić lwy. 

Kwiat paproci

Książka musi się skrzyć, jak opowieść, którą ci opowiadam na dobranoc. Czemu nie, niechże będzie i Kwiat paproci. Zawsze mnie ciekawiło, gdzie leży prawda. Ach, wybacz, nie leży. Fruwa! Przysiada na chwilę, już wieczór, ciemno, a tam w liściach, w kniei coś błyska. Świeci. Lecz to nie robaczek świętojański, nie, nie. 

Chociaż. Byłoby logicznie. 

I teraz tak. Rozdajesz wszystko na lewo i prawo, czy tylko dla siebie trzymasz? Żeby ci ten kwiat paproci wrósł w pierś na stałe, tak głęboko, że naprawdę… ani słowa. Ok, rozdajesz. Ale wtedy kwiat wrasta jeszcze głębiej, jeszcze… 

KONIEC.

Ptaki
Noemi Susenbach
(olej na płótnie)