Black Mesa

Piasek jak pył. Pustynny wiatr wciska się w szczeliny, nos, uszy, zakamarki duszy. 

Obrócony w proch stary świat 

zaciera ślad.

***

Wirus jest bytem inteligentnym. Nie jest to sztuczna inteligencja. Tylko czarcia. 

Black Mesa. Noemi Susenbach

Bal u Szatana

W co się ubrać? Nagość wykluczona. Może Bułhakow ma takie fantazje, ja się nie zgadzam. W sukienkę do trumny: bynajmniej. To impreza hedonistyczna, w trumnie trudno o hedonizm. 

(Ile kosztuje trumna? Ktoś się zastanawia? Ile może kosztować coś, w co się wkłada zwłoki i zasypuje w ziemi?) 

Sukienka do trumny nie jest po to, by ją nosić!

Czerń korci. Coś koronkowego. A może mgłę nocną, ten rodzaj mroku wpadający w biel? Oba kolory mają w sobie absolut, wszystkie barwy razem. Tylko, że biały jest w ruchu. 

Wszystkie kolory wszechświata w pędzie?! Nie zakręci mi się w głowie? Coś mi mówi, że tak.

Mam eliksir. 

Bal u Szatana. Noemi Susenbach

Roxanne

Nagle zupełnie inna rzeczywistość. Na rogu ulic kobieta sprzedaje eliksir. Radzi, żeby jeść na czczo. Połykam dużą dawkę, od razu. I oto przenoszę się do krainy duchów, zaczarowana bańka mydlana: jestem, dopóki nie zniknę! 

Mówią, że palma odbija. To rodzinne. Jak pamiątki po nazwisku żydowskim. 

W nowej rzeczywistości jest jak w starej Anglii. Wieje, mokro i szaro. Problem w tym, że się uczę włoskiego. Przez komputer. Na ekranie parlano, a ja keine Ahnung. 

Po co mi ten włoski?!

Encefalograf. Mózgu. 

My mind is open…

Roxanne. Noemi Susenbach

Tancerka

Ze mnie. Robię dziś dziesięć pompek. Moje rozkruszone ramię w szoku. 

Ten obraz dodaje sił. Patrzę na niego w słońcu. Słońce zamglone, delikatnie rozkłada się na płótnie jak kot. Tancerka z twarzą jak dziecko/Istne cudo/Nie sprzedaję jej dlatego, że cię lubię/Ale nie mam pieniędzy na… 

NIC. 

To, co ważne, nie kosztuje. 

Tancerka. Noemi Susenbach

Boskie ciało

Opuszczam świat. Zapadam się coraz głębiej. Nurkuję w samo sedno ku Nife, jądru Wszechrzeczy. Trawi mnie ciekawość. Czego się jeszcze pozbędę? 

Na pewno nie ciała. Stanowi Świątynię. Składam w niej ofiary z mięsa. I ścięgien. I kości. I szpiku kostnego. I tego gleju, co jest w nóżkach. W galarecie. 

Najpiękniejsze święta w życiu, a to dopiero początek!

Pada śnieg. Widok jest niezwykły. Nietrwały. Dopala się czerwień serca. 

Boskie ciało. Noemi Susenbach

Zaklęte pudełko snów

Dwa tysiące lat temu rodzi się jakieś dziecko. WOW. Niesamowite. Co chwila rodzi się jakieś dziecko, sporo tych dzieci umiera z głodu, tymczasem pół świata zapierdala po sklepach w pocie czoła i kupuje nikomu niepotrzebne rzeczy, ciągnie do domu drzewo, odpieprza szopkę, bo kiedyś tam coś BYĆ MOŻE.

Historię narodzin może opowiedzieć tylko jedna osoba. Ta, która rodzi. Ale tak się nieprawdopodobnie składa, że nawet najmniejszy pastuch ma w tym temacie więcej do powiedzenia. 

Zaklęte pudełko snów. Noemi Susenbach

Może Narodzenie

Wicher się składa z powietrza. Ta właściwość pozwala się wciskać w najciaśniejsze zakamarki. Siłę wichru trudno przewidzieć. Można się domyślać na podstawie skąpych danych. Wynik i tak jest przybliżony. Albo, co prędzej, oddalony. 

Charakter wichru: uparty. Tym uporem, co nie znosi odmowy, a jeśli nawet, to pozornie. Nie spocznie, dopóki każdych drzwi nie otworzy. Dopóki każdej zapchanej, zapomnianej dawno dziurki od klucza do ostatniego paproszka z kurzu nie przedmucha. 

Wwieje się na opłatek, na toast, na chwilę, przycupnąć, zbłąkany talerzyk ledwo święconką napełnić. Symbolicznie, rzecz jasna, bez zobowiązań. I takiego bałaganu narobi, że wujek z dziadkiem w grobie leży. Któż pobieży? Nikt, wszyscy na pasterce. Zdystansowani społecznie, na osobnych biegunach po zero siedem – rozbujani. 

Tak, tak 
Przekażmy sobie znak
Pokoju nocnego 
Taboret nogami do przodu
Wujek z dziadkiem do grobu 
W imię ojca
Naszego
Świętego

Wicher to zmiana. Dziecko śmierci. Może Narodzenie?

Może Narodzenie. Noemi Susenbach

Przyjaciółki

Sny są zaszyfrowane. Rozumiem je tylko wtedy, gdy śnię. Potem zmieniają się w kamień. Choć trzeba przyznać, owszem, w kamieniu też można dojrzeć cień wspomnień. 

Dwie przyjaciółki. Jedna z nich to śmierć. Pamiętamy jej imię. Znaleziona na ulicy, przy śmietniku, pusta w środku, wypatroszona, porwana. Obraz nieszczęścia. Doprowadzona do ładu, nudzi się szybko. Fanty jej nie wystarczają, czarne wstążeczki nie bawią. Ona chce KOGOŚ. 

Odzywają się kamienie. Nie, nie te zwykłe, z pola, z drogi, z plaży. Chociaż te też. Owszem, też. Wszystkie kamienie świata wołają ku śmierci swój niemy odzew. Ale najmocniej (bo nie najgłośniej) krzyczą kamienie szlachetne. 

Co znaczy: krzyczeć najmocniej? To krzyczeć tak, żeby wola wyrażona w krzyku została spełniona. I to pędem. Bo woła przeznaczenie

Los jest spisany w kamieniu, kamień jest sercem losu. Z kamieni szlachetnych powstaje druga przyjaciółka, maleńka laleczka, w którą nie da się wbić igiełki. Jej twarde ciało stawia taki opór, że choć filigranowe – jest nie do zdobycia. 

Dama. W czarnej sukience. Włosy zdobi perłą. Z natury uparta. Empatyczna, łatwowierna. Oczywiście do czasu, bo jak się Czas odezwie: bezwględna. Ma na imię Makulara i świetnie pasuje do śmierci. 

Tylko jest jeden problem. Makulara z jakiegoś powodu nie lubi dzieci. To znaczy, może lubi, ale nie umie. To znaczy, może umie, ale nie wie. To znaczy wie… 

Tymczasem śmierć spodziewa się dziecka. 

Przyjaciółki. Noemi Susenbach

Propozycja Szatana

Kusi. Splendorem. Ogniem fajerwerków. Obietnicą ze snu. Stos? Nieaktualny. Piekło? Zwiedzone. Sława? Przebrzmiała. Pieniądze? Zbędne. Nuda? Wykluczona. 

Szatan skrzy się bystrością. Jest lustrem magicznym, akomodacją trzeciego oka. Inną perspektywą. Czernią, chłodem, ripostą. Negatywem. Archiwum wojny światów. Diabelską Księgą Fatum. 

Któż nie czyta w zarazie? W piwnicznym mroku schodzę więc do lochów, skręcam w lewo, mijam drzwi. Dłoń zanurzam w skrytce. Klucze są dwa. Do dwóch zamków. Mój zamek jest na wschodzie. Ma kolor czerwony. Wchodzę po cichu, żeby starej nie budzić. Stara śpi twardo. Ale nawet gdy nie śpi – udaje. 

Drugi klucz jest Szatana. Jego zamek to wieża. Strzelistość w koronie 
mieni się światłem jak diament
czas wyrównać rachunki
pif-paf!
Wieża płonie

Wygrywa, kto ma talent
Teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen

Wieża w ogniu. Noemi Susenbach

Nife, jądro Ziemi

Serce bije. Rytm miarowy, częstotliwość niska. Każde drgnienie daje następnemu sił. Życie się życiem napędza. Ale wystarczy na chwilę przestać oddychać. 

Im dalej, tym trudniej. Śmierć jest jak rzeka, nieskończony nurt. Płynę wzdłuż kajakiem, wiosłem odpycham ciała. Woda ma kolor czerwony. 

Poruszam się z prędkością trzydziestu kilometrów na sekundę. Zwykle więc jestem daleko. W tym wymiarze światło ma kolor pomarańczy. A czas nie zatacza koła. Płynie po elipsie. Każdy dzień rozkręca kolejny, większy, mocniejszy. Jak uderzenia serca: raz, dwa, cztery, szesnaście…

Splątane kości bolą. Ból to wołanie ciała. Informacja. Matematyczna łza. Napinam więc mięśnie, wyszarpuję kości. Mozolnie osadzam je w stawach. 

Czeka mnie podróż wgłąb Ziemi. Przez sam jej płynny środek. Podobno ciepło. Rzeczy raczej zbędne. O kryształ nietrudno. Wolno palić. Raj. 

Lubię ogniste krzewy. Płoną zakazami. NIE I NIE, TAK I TAK! A JAK NIE TO TAK! A JAK TAK TO NIE! Prawdziwe bungee jumping, żal tylko, że na żadnym opakowaniu nie można przestrzec: Uwaga! Strasznie ten krzaczek klepie. 
Nie umiesz, to nie pal lepiej. 

Mam kilkanaście lat
Oto przychodzę na świat
Oddycham coraz lżej 
Ważę coraz mniej 

To znak 

Że zmieniam się w diabelski wiatr

Nife. Noemi Susenbach