Dlaczego palę

Dlaczego palę?

Bo pochodzę z piekła.

Nie ma innej drogi, niż ta

przez OGIEŃ.

Żywioły mają swoje kaprysy,

żądają ofiar w substancjach smolistych.

No trudno.

Żeby się tego bać,

trzeba być durną.

*

Ciekawe, czy ludzie widzą,

kiedy latam?

Nikt do mnie nie podchodzi

i dobrze.

Bo jak by kto podszedł

to by zginął.

BUM!

Tarantino.

*

Pięknie mi się leci…

na czerwonym skrzydle smoczym, płonącym pierzem pokrytem…

Ogień jest gotów wystrzelić,

pretekstu pozbawion,

grzeje mnie jeno po białość.

A każdy kolejny trzepot wstrząsa planetą całą!

Jakby mógł wstrząsać połową.

Białogłowo.

*

Achtung, bebe!

Zaczęła się szkoła.

Szkoła zaczyna się Świętem Śmierci.

Nic się tak źle nie kojarzy.

Dlatego tak jest.

Dżembori Dżez.

*

Dlaczego palę?

Bo jestem z piekła.

Pozdrowienia przesyłam.

I uściski gorące!

*

Ze wszystkich swoich wcieleń

Najbardziej lubię być brzdącem.

Brzdąc. Noemi Susenbach

420

Zamiast Maweraszii: sen.

Zgadzam się. Nie mieć kaca, a jedynie pamięć po sennym przekazie – choćby i najstraszniejszym – warto.

Rzecz się dzieje u Ziarna. W tym kiosku, kwiaciarni, kantorze, kancelarii. Jak kto chce. No więc jestem u Ziarna i patrzę wokół, na półkach butelki z winem. Pięknie opakowane, zachęcające, kolorowe. Wymyślne, że aż strach. Z alkoholem tak jest. Trzeba go zapakować w senne cuda, żeby oszukać. Żeby przekonać. Żeby ktoś uwierzył.

Wierzą. Wierzą święcie, a te etykietki wiarę uświęcają. Że to wcale nie śmierdzi rozpuszczalnikiem nitro, że to wcale nie trąca osadem z beczki, że to wcale nie wyszło z zepsutej mazi, że to wcale nie jest złe. Przeciwnie. Finezja figur i barw mami. Oto raj się otwiera. Po trzecim kieliszku i owszem. Na chwilę. Ale potem jest już jedynie piekło.

Wróćmy do kancelarii. Patrzę po półkach, jest tego dużo, aż oczy bolą. Ale nie wolno mi tego brać. Nie wolno.

W snach jest zasada. W snach się wie. Jak nie wolno, to nie wolno i koniec. Nie biorę więc żadnej butelki, ale szukam czegoś między nimi, bo tam między niby ukryte jest COŚ.

Herbata. Przyszłam tu się herbaty napić. Ziarno! Ty cholero, jak to czytasz, to się za dupę trzymaj, bo teraz coś ci powiem. Gdy przychodzę do ciebie, do tego twojego kantoru, kwiaciarni, kiosku – zawsze mi proponujesz herbatę! Zawsze! Herbata jest z rodzaju granulat, podana w kubku „Anna Pomaska”. Czy ktoś tam. Nie pamiętam. Z jakiejś partii. Prawdopodobnie z Partii Przyjaciół Herbaty. Granulowanej. Assam.

Granulowana herbata Assam to klasyka gatunku. Marka sama w sobie. Efekt nonszalanckiego zamiatania zardzewiałej łodzi wyciągniętej z dna Mekongu, prawdopodobnie przez samego Ziarno. Coś wspaniałego. Rzecz jest pakowana pospiesznie prawdopodobnie przez wszystkie chińskie dzieci świata do pogniecionej torebki impregnowanej lakierem UV.

Tymczasem we śnie herbaty są inne. Czerwone, egzotyczne, czarne. Przewracam pudełka, szukam. Czegoś szukam. Nie, nie czerwonej, nie owocowej, nie czarnej. Ja szukam herbaty zielonej. Takiej, co się ją nie tylko pije.

Nią się maluje!

A co namalowane – świeci. Srebrną poświatą układa gwiazdozbiory…


Znajduję. Zaparzam. Piję.

Srebrną poświatą układam gwiazdozbiory…

I wcale nie muszę się budzić.

420, Noemi Susenbach