AJEM DE TAJGER

Ten obraz zaskakuje. Zamiast dumą, napawa niepokojem, a nawet dziwnym rodzajem smutku. Podobne uczucie towarzyszy wszelkim odkryciom, zderzeniu się z prawdą po latach poszukiwań. Eureka. Oto moja pasja. I co z tego? Poza świadomością, że ogrom pracy, który mnie czeka, wcale nie ustępuje ogromowi już dokonanemu. A ja taka zmęczona! A tak mnie plecy bolą! I ramię. Prawe. W łokciu. 

Człowiek spędza niezliczone wieczory na pitoleniu przy piwie, tymczasem dzieło życia nie tylko niedokonane, ale nawet nie zaczęte. Ba! Niezaczęty choćby trening, by owo dzieło stworzyć. Farby niekupione. Płótna niezdobyte. Myśl niezakiełkowana. Pędzla brak.

A czas leci. 
A świat się kończy.

Siedem książek. Siedem historii spisanych wartko, by umrzeć ze zmęczenia. A potem się narodzić i stwierdzić wreszcie, że nie chce mi się już pisać. 

AJEM DE TAJGER. Jestem tygrysem. Płynę przez czarną wodę. Opowiadam światłem. 

AJEM DE TAJGER. Noemi Susenbach