Wenuś

Nie zdradzę nazwy, żeby nie zapeszyć. Podpowiem jedynie, że jest w kolorze czarnym i nie ma męża. Miała.

Teraz żyje z Salwadorem, który, co zrozumiałe, nie pali się do ślubu. Salwador jest mądry. Gdy tylko widzi nadchodzącą falę gniewu, czmycha do jaskini. Nie sposób go znaleźć. Trzeba czekać, aż sam wyjdzie. A wyjdzie tylko wtedy, gdy będzie spokój.

Nie tylko człowiek ma emocje. Rzecz znana jest każdemu stworzeniu, bez względu na inkarnację. A Wenuś nie zawsze jest pająkiem. Bywa, że zajmuje wysokie miejsce w inkarnacyjnym szyku i jak większość żeńskiej części jej gatunku, cierpi na arachnofobię.

Los jej robi numer.

Jakby było mało, obdarowuje talentem. Wenuś tka najpiękniejsze sieci świata. Muchy, zamiast w nie wpadać, podziwiają! Zbierają się w kupki, dyskutują, czasem któraś w przypływie zazdrości złośliwie coś sarknie w komentarzu. Jednak się trzyma z daleka.

Wenuś chudnie. Ambicja jednak nie pozwala spocząć. Przędzie więc od świtu przez noc. Ze skutkiem wiadomym.

Któraż artystka nie lubi chodzić po knajpach? Wenuś uwielbia. Ciągnie więc biednego Salwadora od baru do baru i zmusza. Tym razem piją piwo i nagle, bach!, rozkojarzona pięknem pajęczyny, odurzona zapachem alkoholu mucha o imieniu Flaja – wpada do wychylanej przez Wenuś szklanki.

Salwador nie ma szans zareagować. Pozostaje mu tylko z zazdrością przełknąć ślinę i oddać hołd tej niezwykłej chwili, w której jego wygłodniała partnerka łowi pierwszą ofiarę.

Wenuś. Noemi Susenbach