Pamięć genów

Gdy się okazało, że piszę książkę, od razu powaga w arce. Leo z Bellą jak myszy pod miotłą. Ewelement się wyprowadza. No poleciała do gniazda Węża. Szaman milczy, albo odmiany gada jak najęty, a mówi takie rzeczy:

Miernik.

Przelotki.

Napięcie dwufazowe.

Zestaw kluczy płasko-oczkowych.

Ta. Kosmos jest na zakręcie. Wenus zrobiła trzy kroki w tył. Ukryta na dnie oceanu, wiem doskonale, że zaraz trzeba będzie wypłynąć. A że na dnie leżałam długo, jest energia. Rzecz nieunikniona. Zabawne, że ludzie myślą inaczej.

Nie wierzą w energię.

Idą do podstawówki, uczą się, potem średnia, na fizyce, chemii, w kółko ten sam przekaz – bez skutku. Nie dociera. Beton. Energia nie istnieje. Albo: bierze się znikąd, a potem przepada. W nicość. Logiczne, że świadomość też w nicość zapada. Przyszedł, odszedł. Nie wiadomo, po co przyszedł. Nie dowiedział się. Potem trzeba mu pomnik postawić. Tak był „niezbędny”, że można zapomnieć.

Jeśli ktoś kiedyś wpadnie na pomysł, żeby mi pomnik postawić, osobiście będę się pastwić nad nim do końca wieczności.

Straszenie mam opanowane. Podchodzę do śpiącego delikwenta na palcach (o ile wichry mają palce), skradam się, nachylam tuż nad uchem, otwieram usta i z otwartego gardła powoli, powolutku wypuszczając powietrze, nisko uwalniam głoskę:

– Aaaa…

Kobiecy demon pchnął drzwiami sypialni. I rozsiadł się po kątach. Rozlał.

Piszę! Nie przeszkadzać! Embrion małej śmierci rośnie w siłę z każdym dniem. Wiecie jak to przebiega? Jak na dyskotece w szkole. Dyskoteka trwa dwie godziny, nie ma czasu. Zadanie polega na znalezieniu partnera. Jak nie znajdziesz: przepadasz. Latasz jak elektron przez kolejne wieczności, dopóki facetka nie zezwoli na następną dyskotekę.

Tak więc gamety łączą się w pary, a łączą się według klucza, który doskonale znają. Na dyskotece też obowiązuje klucz. Coś, co pasuje. Zawsze ktoś do kogoś pasuje. No chyba, że jest się Aniołem, jak Ziarno, wolny elektron Kosmosu.

Gdy się już połączą, zaraz muszą mieszać. Wskoczyć do miksera marki crossing over, który potnie ich DNA na kawałki, a potem scali w homogeniczną całość.

Ta homogeniczna całość to właśnie nasz śpiący na dnie oceanu embrion. Nicniewiedzący, niepoinformowany kto na tej dyskotece z kim – niewinny jak lilia, kwiat „dzieci kwiatów”.

Śniło mi się, że w domu mojej babki znalazłam brudy w łazience. Chciałam je zetrzeć, a potem wyprać szmatę. Jednak nie było pralki. Tylko zamrażarka.

Tam się brudów nie prało. Tam się je zamrażało.

Sny opowiadają o stanie obecnym. Złego czasu użyłam.

Tam się brudów nie pierze. Tam się je zamraża.

Zamraża się embriony jak w tym całym, oburzającym in vitro. Zamraża się ich pamięć, pamięć genów i niweczy najważniejszą zdolność ludzkiego ciała. Pojęcie sensu istnienia.

Kurwa!

Rzadko przeklinam. Ale czasem nie daję rady. Wtedy po prostu… sobie wybaczam.