Francesca

Siadam do pisania wyłącznie dla niej.

Skąd się wzięła?

Byłam dziś na włoskim. Laseczka zaordynowała opis postaci. Opisując postać po włosku, równocześnie poleciła ją narysować. Tak powstała Francesca. I nie byłoby sprawy, gdyby nie jej buntowniczy wiek. Otóż od razu afera, że nie będzie siedzieć w jakimś starym zeszycie, chce sławy.

I że na Facebook nie, bo tam tylko stare dziady, Insta też „weź przestań”.

Próbowałam opędzić to wysłaniem do Belli. Bella od razu stwierdziła uderzające podobieństwo do siebie, poćwiczyłyśmy trochę daby, ale weź rozbaw nastolatkę. Nie wiem, co trzeba by zrobić. Serio. Nie wiem. No jest nastolatką i tylko raz w życiu widziałam mgnienie uśmiechu na jej twarzy. Chodziłam wtedy po mieszkaniu i śpiewałam: „I’M DEATH, I’M DEATH, I’M DEATH”. Z jakiegoś powodu ją to ucieszyło. Algorytmu jednak nie złapałam.

Smutna po włosku znaczy „triste”. Słowo ma w sobie zbyt mało czerni. Czasem trzeba nadawać emocjom imiona. Na przykład: Francesca. Ten rodzaj kamiennej rozpaczy ma tylko ona.

Francesca, Noemi Susenbach