Mors ze Stogów

Podobno na Ziemi żyje już tylko jeden gatunek morsa. Zrywa się rano, dzwoni do kolegów, stadnie wbiega w lodowate fale, po czym pstryka selfie i rozsyła po świecie. 

Reszta gatunków jest na wymarciu. 

~

Czerwona rękawiczka

Niektóre myśli są nieuchwytne. Nie sposób ich opisać. Pochodzą z korytarza pamięci. Stanowią kod genetyczny. Ślad. Być może kolor, albo zapach. Wzór koronek. Tembr czyjegoś głosu. Czyjego? Nie wiadomo. Prawdopodobnie kogoś zza zasłony wieczności. Stryjecznej babki w grafitowej sukni i czerwonych rękawiczkach. 

Przechadza się po plaży na Stogach. Cóż za zbieg okoliczności! Dzień dobry, babciu, dzień dobry, piękną mamy pogodę. Tymczasem ona tą rękawiczką przecina nadmorskie powietrze, dajmy spokój kurtuazjom, a raczej: weź mi tu nie pitol, nie mam czasu. Święta są. Roboty huk. Co się robi na święta w zaświatach? Jaka potrawa jest wystarczająco boska? 

Żadna. Wiedzą to doskonale gospodynie domowe. Kuchenny maraton kończą bez endorfin, wysiłek pozbawiony satysfakcji, znów mi nie wyszło. Na szczęście po śmierci jest luz. Babka zajęta, jak zwykle, romansem, ani jej w głowie pitrasić, wpada na chwilę na Stogi, zostawia tam ślad i cześć. Kobieta jest jak sen. Wszystkiego się trzeba domyślać. 

Tymczasem niektóre myśli są nieuchwytne…

*

Niezwykłe zjawisko astronomiczne w Jelitkowie

Najpierw kometa, potem deszcz meteorów, teraz to. Zaniepokojony milczeniem ośmiornicy kosmos bombarduje znakami. Problem w tym, że są na niebie. Najtrudniej zauważyć. 

Czy ktoś się zastanawia nad samotnością planet? Tak krążyć w odosobnieniu przez miliony lat, czyż nie markotno? Ciała niebieskie jak koty. Wzajemne oddziaływanie na odległość. Podobno Wenus uwodzi Marsa. Pluton w niełasce. Fuka na niego z daleka. Ziemia za to ze swoim Księżycem jak stare, dobre małżeństwo. Śpią w oddzielnych sypialniach. 

A Saturn wiruje. Sypie brokatem pierścieni jak wielka dama, co tańczy sama, poszedł smutny srebrny pan, a ta dalej, dalej w tan. 

Ø

Deszcz

Wiedźma kontrolerka jest żałobą po papie Grabku. Wszystko musi mieć swój porządek. A zwłaszcza obrządek. 

Żałoba to taki stan, który mnie fascynuje. Bo niby nie trzeba, a trzeba. Coś od góry przygniata do ziemi. I nie puszcza, a jak się zerwać, szamotać: dociska. 

Za oknem pada deszcz. Kolejny twardziel umiera. Bywają tacy, co płaczą z tęsknoty za bólem. Bo ból to przecież życie. 

Wiedźma kontrolerka kombinuje, czym by mnie tu załatwić. To się zdarza. Można doczekać się śmierci kata, a nie przeżyć żałoby. 

Park Oliwski
Noemi Susenbach