Jutro

Nie dość, że jest zakaz używania czasu przeszłego, to jeszcze trzeba unikać przyszłości. Stare, dobre hasło panków. No future. Kto przypuszcza, że to takie ważne? A jednak. Tu i teraz i ani milimetra dalej. W żadną stronę. Gdy jeszcze odrzucić tryb rozkazujący oraz wszelkie wartościowanie – zostaje samo światło. 

Zaniechanie kodeksu grozi popełnieniem głupoty. Z miejsca tłumaczę, że określenie „głupota” nie ocenia tu niczego, po prostu stwierdza fakt. Jakoś to trzeba nazwać. No więc śni mi się Wołoska. Jest to postać z mojego poprzedniego wcielenia i tak, doskonale ją pamiętam. Niektórzy tak mają, podobno Dalajlama. No i ja. Zatem śni mi się Wołoska i najpierw wysyła mi maila w stylu: „mogę bucha?”, a potem pojawia się już z krwi i kości w hotelu, narzeka na nadmiar medytacji (kiedy wreszcie zacznie się coś dziać?!), po czym oświadcza, że jest widelcem. 

Muszę tu uczciwie wyjaśnić, że jej wyznanie pojawia się po moim, którego treść brzmi: jestem krukiem. W domyśle, że dziś. Bo codziennie mogę być kimś innym, na przykład Duchem Świętym. 

I teraz scenariusz najgorszy z możliwych, czyli zaniechanie kodeksu. Budzę się, wstaję, biorę telefon i wysyłam do Wołoskiej treść wyżej opisaną. Tylko jak tego dokonać? Od jakiego słowa zacząć? Tak, tak, mądrale, od słowa śnić. W CZASIE PRZESZŁYM. 

A tego kodeks zabrania. 

Dlatego właśnie żaden Duch Święty nie wysyła do nikogo żadnego esemesa, ale na szczęście może być, kim chce, na przykład krukiem. 

O imieniu Jutro. 

Jutro. Noemi Susenbach