KAJA KING.

Biały ślad na czarnej sukience. Narodziny Alegorii. Słońce. Z mroku powstaje światło. 

Tak się osadzam w TERAZ, że nie mogę palcem ruszyć. Najdrobniejsza akcja jest burzącym idealny ład wyjściem z TERAZ. 

Na kajak. 

Oto trzeba wstać, założyć sandałki, wsiąść do samochodu, jechać, wysiąść, napompować kajak, wziąć wiosło do ręki, wiosłować. Ani jednego przystanku! Ani jednej szczeliny! A tak by się chciało zwinąć gdzieś w kłębek i znów zdematerializować w przecudowną nicość! 

Życie wymaga aktywności. Światło nie śpi. Światło świeci. W każdym ze swych fotonów wybucha bombą jądrową. A ja z tych kąpieli, z pian, z pieleszy snu, spóźniona, nieprzygotowana, bez tarczy. I bez kanapek na przerwę. Serio to już?! 

Mijają żywoty, zmieniają się wymiary, a człowiek wciąż ten sam. 

KAJA KING. Noemi Susenbach