Czarny płaszcz

Cóż z tego, że nowy pociąg, skoro tor znajomy? 

A ja chcę do gwiazd. Ponad niebo. W galaktykę niebieskiego orła. 

Z tym chceniem to nie wiem. To znaczy wiem. Wielkie rzeczy są w małych rzeczach. Rozwiązanie zagadki w suszącym się na sznurze praniu. Rakieta kosmiczna do gwiazd. 

Ciało niebieskie, które mknie w kierunku Ziemi, to nie żaden asteroid, tylko UFO. Na pokładzie statku znajdują się istoty z innego wymiaru. Rejestrują poczynania NASA z wyprzedzeniem. 

Księżyc wychodzi z zodiaku Raka, wstępuje do królestwa Lwa. W kółko śni mi się dom, do którego jednak nigdy nie trafiam, zawieszona w niepewnej przyszłości, diabli wiedzą, gdzie będę nocować, ach, żeby chociaż diabli! Tego nie wie nikt, oprócz Czasu. 

To nieprawda, że przeszłość nie istnieje. Istnieje, ale ukryta pod dywanem. Sprzątasz, sprzątasz, a tej jakby nie ubywa. Przeciwnie: każdego dnia jest więcej. 

Perpetuum, kurwa, mobile. 

Trzeci dzień z rzędu śni mi się dom. Czwartego dnia – dom, do którego nie wracam. Nie wracam, mówię do słuchawki niewidzialnej matce, mężowi, ojcu, nie wiem, kotu, psu? Nie wracam, bo utknęłam na imprezie z okazji Dni Kętrzyna. Jest koncert, ludzie wynalazki i coś tam do wzięcia. W domu nuda. Kubek z herbatą. Wanna. Zatrzymany czas. A Czas nie lubi przestojów. Gna mnie przez życie w tempie domniemanej asteroidy, czyli UFO. 

Sytuacja paradoksalna. Pędzisz na pociąg do domu. Żeby się zdążyć zatrzymać. Żeby zdążyć kapcie włożyć. W szlafroku się powłóczyć. Ciszy posłuchać. Zasnąć. Jak najprędzej. 

Pociąg, rzecz jasna, ucieka, o następnym nie wiadomo, ktoś w czarnym płaszczu wkracza na peron i zarządza: zostajesz. Z nami. Na imprezie. Na balu u szatana. 

Czemu wszystko zależy od innych? 

®Noemi Susenbach