Chujnia z grzybnią

Skąd się biorą nałogi? Z ogromnej potrzeby zmiany własnego stanu emocjonalnego. 

Skąd taka potrzeba? Z dokuczliwego braku akceptacji tego stanu. 

Skąd brak akceptacji? Z nauki. 

Pierwszymi nauczycielami są rodzice. Jeśli nie akceptują naturalnego stanu emocjonalnego dziecka (czego znowu ryczysz, co taka nadęta, weź ty się uspokój) – dziecko otrzymuje komunikat: moje uczucia są niewłaściwe, nie lubię ich. Muszę je zmienić. Jak zmienić własne uczucia? Prosta rzecz. Wystarczy:

  1. Zajarać (LOL)
  2. Napić się (LOL2)
  3. Ogarnąć emkę (TURBO LOL)

Uzależnieni są więc pilnymi i niezwykle posłusznymi uczniami swoich rodziców, których właściwie już dawno nie ma, a jednak skorupka trąci. 

Tzn są. Przy urnach wyborczych. Żebyśmy mieli jeszcze większą chujnię z grzybnią. 

Grzybnia. Noemi Susenbach

My

Światło.
Najwiecej o nim wie ten,
co naprawia żarówki.

Chodzi o płynność,
obieg,
połączenie.

Mknie fala przez ciemność
i właśnie ten ruch
stanowi jej istotę.

Zamknięta w sobie gaśnie.
Bo czymże jest bezruch, jeśli nie:
Grobem?
Mroźną pustką
posągowego
EGO?

Nie chcę pomników.
Chcę światła,
Strumienia kwantów
przez kontakt
twojej dłoni.

Zapal mnie.
Nie ma nic piękniejszego.

My. Noemi Susenbach

Mrożone maliny w gorącej czekoladzie

Nie używam czasu przeszłego. Darmo używać coś, co nie istnieje. Ale zanim to pojmę, muszę przenieść się w czasie.

Siedzimy z Bellą w ogrodzie, patrzę na zegarek, wskazówki na tarczy biegną odwrotnie. Grom wie, co się dzieje, mówię do Belli, ja spadam. Wszelkie tripy są jednak za bardzo, dopadła mnie tęsknota za rzeczywistością, KIEDY WRÓCI TERAŹNIEJSZOŚĆ?!

Człowiek jej nie docenia. Czasem musi zajść aż tam, do mroków przeszłości, do wrót śmierci – by wreszcie zrozumieć jej wartość.

Opuszczam taras Belli, ale od podróży w czasie nie uciekniesz, trafiam więc do jakiejś szkoły, wchodzę do klasy, spóźniona jak zwykle, patrzę: piszą sprawdzian. Już, już chcę się wycofać, gdy mnie zauważają. A ja nawet kartki nie mam. Ani długopisu. I zaczyna się mozolne, dobrze znane szukanie czegokolwiek, by napisać cokolwiek, by jakkolwiek wypaść. Wreszcie znajduję jakiś fragment (kolorowego) papieru, mam też coś do pisania, nie wiem tylko jaki temat pracy…?

– Wszystkie przewinienia w roku.

Jezus. Nie pamiętam. Może ściągnę? Inni piszą. Dużo piszą. Co by tu… Spóźnienie! Ok, co dalej? Rok! Wiem, jaki jest rok, zacznę od niego. Zaraz, zaraz. Czy na pewno ten? Raz, kozie, usiłuję stawiać cyfry, ale i to nie wychodzi. Tusz w tym samym kolorze co kartka, śladu nie zostawia.

NIE MOGĘ NAPISAĆ ABSOLUTNIE NIC.

I bach, dzwonek, koniec lekcji, przerwa. Wokół wyciągają kanapki, w właściwie torty piętrowe, stawiają na stołach. Chętnie po nie sięgam, ale torty jakby z powietrza. Rozpływają się w dłoniach, rozmywają na talerzu, nie ma, nie ma. Znów próbuję coś zjeść, gdy ktoś mnie pyta: – to twoje ciasto?

– Nie. Nie mam swojego – odpowiadam.

– Dlaczego?

Znam odpowiedź*. Jednak w teleturnieju, gdzie stawką jest powrót do TERAZ, nie chodzi tylko o to, żeby znać odpowiedź. Najwyższą trudność stanowi jej wykrztuszenie.

Mrożone maliny w gorącej czekoladzie. Noemi Susenbach

* BO MNIE NIE BYŁO.

Nieskończoność Czasu

Od trzech tygodni płonie Amazonia, a ludzkość nic sobie z tego nie robi. Nie ma czasu, zajęta jest depilacją ciała. Depilacja jest ważna. Kto wie, czy nie najważniejsza? Być wydepilowanym w trumnie to podstawa przecież.

Ciekawe, że gdy płonęła katedra Notre Dame, pierdzielca dostaliście. Jest jakaś romantyka w tym, że ludzie tłoczą się w kościołach, gdy nadchodzi zagłada. Jest ku temu i powód i wyjaśnienie. Gdy trwoga to do Boga. Brak tlenu równa się modlitwa. Są na świecie rzeczy ważne. Kawitacja sensoryczna na przykład. Mikrodermobrazja. Msza za szwagra. Selfie. Dałabym swoje, ale i tak nie zobaczycie. Duchów na fotografii nie widać.  

Moje położenie jest o tyle korzystne, że z całkowitą niewzruszonością mogę was oglądać, jak film. Owszem, zależy mi, żeby główny bohater przeżył, ale żeby zaraz się emocjonować, to nie. Tu głównym bohaterem jest ludzkość. I żeby mi zależało….?

Nie wiem. 

Nawet za bardzo nie lubię. 

No, może parę osób.

Ale one i tak sobie poradzą. 

Oglądam was zatem i zadaje sobie pytanie. Jak daleko się posuniecie?

Tymczasem winnam kilka wyjaśnień odnośnie czasu. Bo właściwie chciałam ten tekst zacząć od słów: Czemu mi nie przypomnieliście, że do środy czeka na mnie Pan Demonium?! I jest to rzecz, która naprawdę mnie porusza do żywego, jednak, jak sami widzicie uznałam, że Amazonia ważniejsza. 

Czyli jednak mi na was zależy? 

Cholera…

Dobra. Do rzeczy. Bo się pogubię. Ogarnęłam kwestię trzech tygodni: tyle właśnie czasu płonie resztka lasów, które zasilają was w tlen. A bez tlenu nie możecie żyć. Czyli czeka was zagłada. Macie się gdzie modlić, to ważne. 

Wydepilowani też jesteście. 

Czy ja mogę przestać się przypieprzać?

Nie.

Wracając do tematu czasu. Czas jest wartością względną, jak wiecie. A. Może nie wiecie? W końcu pozwalacie na pozbawienie siebie pierwiastka, bez którego umrzecie. Grom was tam wie. Dobra, ciocia Fredzia. Nie rozkręcaj się. Do brzegu. 

Czas jest wartością względną. U was jest inny, u mnie inny. U was: do środy oznacza kilka dni. U mnie jest to wartość właściwie nieskończona. I muszę pilnować (obliczyć jak na zegarze), kiedy te kilka dni minie w WW, żeby się wstrzelić. A skoro u mnie jest to nieskończenie długo, sami rozumienie, można zapomnieć. Ja w matematyce nigdy nie byłam prymusem. No może w podstawówce. Ale to skomplikowane, mówiąc oględnie, nie było.

Tymczasem ja o Panu Demonium myślę non-stop! 

Rozumiecie? Ja o nim myślę nieustannie, a więc nieskończenie. Myśl idzie w każdą stronę. Jest wielokrotna, nieograniczona. Równoległa do innych wielokrotnych i nieograniczonych myśli. To właśnie jest mój Czas. Ten, który panuje w Nadwymiarze. Oczywiście ludzie mają straszny dylemat z wyobrażeniem sobie nieskończoności. A wystarczy narysować kółko.

Reasumując: w każdej chwili, w każdym momencie jestem we wszystkich czasach składających się na Czas. Nieskończenie dużo kółek.

Czyli kula.

Będąc w takim położeniu mam, rzecz jasna, wgląd we wszystkie czasy. Znam zatem przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Znając to, wiem doskonale, co się stanie z Panem Demonium*. 

Znam imiona, które dopiero poznam.

Wiem, jaki los czeka Szamana Mako. 

I wiem, co się stanie z wami. 

———————————————–

* Będzie mój. 

Będąc w takim położeniu mam wgląd we wszystkie czasy. Znam zatem przeszłość, teraźniejszość i przyszłość…