Koty pod łóżkiem

Sława to takie zjawisko, które polega na tym, że non stop napierdala telefon. Nie, nie dzwoni, dzisiaj telefony mają dużo więcej funkcji niż samo dzwonienie, samo dzwonienie jest właściwie tylko retro dodatkiem do wielopoziomowości komunikacji werbalno-wizualnej z nowoczesnym wszechświatem. A więc sławnemu człowiekowi telefon, powtarzam: napierdala ze wszystkich stron i na wszystkich kanałach i nie ma od tego ucieczki. 

Niesławnych ludzi telefony milczą. Śpią bezgłośnie jak koty pod łóżkiem. Czasem miaukną zbłąkanym esemesem, wymruczą jakiś horoskop. A potem znów zwijają się w sen, obdarowując świat cudem błogości ciszy. 

To kto się lepiej bawi?

Rysunki naskalne

Wyłączam telefon, nie mam sił na dzwonek. Ani tym bardziej na żadną rozmowę. Opinię. Elokwencję błyskotliwą. Cięte riposty. I szereg roszczeń, pouczeń, jaka to niby powinnam być. Co robię źle, a co dobrze. I jak się właściwie nazywam.

Bądź taka, nie bądź taka, bądź taka, nie bądź taka…

Baba z góry też gada. Dzwoni jej tam non stop. A ja wybieram ciszę. Raczej śpiew ptaków. Zanurzam się w kolorach, w nieskończoności barw. Mam mnóstwo pracy. Muszę ocalić Dżunglę. Od zapomnienia. 

Ktoś mówi: nie walcz z całym światem! Tymczasem ja nie walczę. W milczeniu tworzę własny. 

Chrześcijanie do lwów

Starzy są niezadowoleni. Powód oczywisty: nie jestem Sienkiewiczem. Powinnam nazywać się Henio, zostać pierwszorzędnym pisarzem drugorzędnym* i pisać populistyczne kawałki. 

Tymczasem maluję zupełnie niezainteresowane chrześcijanami lwy. 

Pomruk, aż się ściany trzęsą. 

Erotyzm, że dreszcz. 


* pozdro dla Gombro. 

Lwy. Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

UFO

Kot urodzinowy. Porusza się z prędkością światła w zasięgu międzygalaktycznym. Pali sporo, średnia 420. Ale biernie. I tylko biopaliwo.

Stanowi obiekt niezidentyfikowany, gdyż nie sposób go złapać. A właściwie ją. Chyba.

Transportuje gwiezdne pająki, przesadza rośliny, bierze udział w dyskusji. Dysponuje inteligencją do końca niezbadaną. Wiadomo jednak, że nie nosi maseczki, co plasuje ją wyraźnie powyżej gatunku ludzkiego. 

No i jest piękna. 

UFO. Noemi Susenbach

Trampolina

Przyglądam się kotu, który nosi w pysku nakręcaną zabawkę, podrzuca ją, włącza burczący mechanizm i ogólnie zachowuje się jak istota rozumna w wieku najpiękniejszym, bo młodym. Dlaczego młodość uchodzi wśród ludzi za najpiękniejszy wiek? Nikt wszak młodych nie szanuje nawet na tyle, żeby być miłym za ten gest zasłaniania ust i nosa.

Próbna matura. Młodzież dusi się w maseczkach. Stara wydra chodzi i sprawdza, do kogo się przypieprzyć. Bo w telewizji mówią, że może umrzeć.

No szok. 

***

Znajduję trampolinę w lesie i jest to jedno z fundamentalnych odkryć wśród dokonań ludzkości na przestrzeni wieków. Słowo honoru, fuck off z tą szczepionką. Do lasu, poskakać. Skuteczność nieporównywalna. 

One

Przeszłość to pełno zakamarków, przyszłość: niespodzianek. Niewiele się od siebie różnią, ale najbardziej łączy je jedna rzecz. Obie nie istnieją. 

Istnieje tylko TERAZ, więc zimno jak na Plutonie. Albo na Jowiszu. Gdzie podobno jest woda. Są teorie, że człowiek (ziemianin) nie jest jedyny w kosmosie, w co faktycznie wstrząsająco trudno uwierzyć. Tak samo niepojęte jak to, że człowiek nie jest jedyny na Ziemi. 

Lub na drodze krajowej. 

Papieros w ubikacji

Każde doświadczenie życiowe stanowi lekcję. Tym cenniejszą, im dotkliwszą. Nielogicznym jest mieć żal za lekcję, nie zawsze jednak ma się na nią siłę. W życiu szkolnym najbardziej cenię sobie więc przerwy, zwłaszcza długie przerwy obiadowe. Oraz ferie. I wakacje. Dziękuję szkole za pierwsze kontakty, za dzikie wakacje i nerwy w ubikacji*. 

Więcej nie ma za co. 

Dyrektorka łapie mnie na papierosie w kiblu. Wzywa starego. Stary wygłasza kazanie, jakby zapomniał, że widzę (czuję?), ile paczek dziennie sam wypala. Starzy są przekonani, że dziecko mózgu ani pamięci nie posiada. Dlatego tak dobrze czują się w roli jedynych rozumnych na świecie. Rozum kończy się jednak na tej zawiłości, że dziecko pali, bo starzy palą lub urządzają takie piekło, że nie sposób nie palić. 

I pić. 

I dużo jeszcze gorsze rzeczy robić. Żeby siebie unicestwić. A po co żyć? Wszak rodzice NIEZADOWOLENI. Ze swojego dziecka niezadowoleni. To tak, jakby namalować obraz i się obrazić, że nie jest taki jak chcę. Oczywiście na obraz się obrazić. I kazać mu się przemalować. 

Jezu, jakie to smutne. Jak deszcz, który choćby porządnie o ziemię walnął, piorunami ją roztrzaskał i dał kres temu cyrkowi, tej maskaradzie. (Scena jak z Monty Pythona: cały świat w maseczkach.) Tymczasem siąpi, płacze, łka, przerywa, szlocha, dusi się w szkolnym kiblu. Kapią suche łzy jak tłumione emocje.
Są, a jakby ich nie ma. 


* T.LOVE „To wychowanie”. 

Łzy Czerwonego Smoka

Pragnienie samotności bywa tak silne, że pokonuje największe demony. Nawet lęk przed stratą ustępuje wobec potrzeby oddechu w zamkniętym przed światem pokoju, w ciszy, przy najpiękniejszej muzyce świata: biciu własnego serca. 

Samotność. Świątynia Istnienia. W powietrzu biały dym drży od drgania ciszy. Rozmowa ze sobą. Bezgłośne pytania, nieme odpowiedzi. Brak pośpiechu. Brak w ogóle. Rozkoszny, błogi stan absolutnej nicości, tym pustej, że absolutnej, tym pełnej, że właśnie czegokolwiek pozbawionej. 

W głowie otwierają się wrota. Światło przenika ściany. Z zapomnianych zakamarków duszy słychać pomruk smoka. Smok otwiera oczy. Spod powiek lśni. Purpurowy blask. 

Skrzydła rozpościera powoli. Zanim się wzbije do lotu, musi mieć pewność. Że działają. Że w żadnym stawie, w żadnym zgięciu łokcia nic nie łupie, nic nie uwiera. Źe nic nie boli. 

Że niczego nie żal. 

Nikt nie wspomina o smoczych łzach, a przecież smoki też płaczą. Płaczą nad ranem, wtedy gdy nie chcą, gdy się wstydzą, gdy najbardziej w świecie chcą pobyć same. 

Smocze łzy mają kolor krwi, wyobraźcie sobie tylko, jak wygląda poduszka. 

Masakra. 

Wata cukrowa

Mam za swoje. Oprócz psioczenia na nieustępujące chłody, od trzech dni budzę się z bólem głowy. I to jest dopiero Dzień Świstaka. 

Marudzenie. Niby ma swoje zalety. Można nim sprawnie wypełnić lukę w rozmowie, szybko sprowadza do może niezbyt odkrywczych, ale ochoczo zgodnych wniosków, że do dupy wszystko. Jest jak papieros: zbliża nawet obcych, pozwala na przerwę w życiu, pozornie daje oddech. Pozornie, bo oddech jest to czarny, smolisty, toksyczny i śmierdzi. I jedyne, czego się można po nim spodziewać, to rak. 

Bliskim krewnym marudzenia jest martwienie się. W tej dyscyplinie przoduje martwienie się o kogoś, cudowny sposób na pomnożenie zła. Martwię się o ciebie, czyli w mojej ocenie idzie ci fatalnie (lub niechybnie pójdzie!), lecz zamiast pomóc, wolę spieprzyć ci humor.

I teraz ty też się martw.

Tymczasem słońce świeci, ptaki śpiewają, na błękitnym niebie formuje się chmurka, co wygląda jak wata cukrowa, dziecięcy prezent na pierwszy dzień wiosny.