Jeźdźcy Apokalipsy

Największe pierepałki człowiek ma z czasem. W każdym kontekście. Jako młody chce być starszy, jako starszy młodnieje. Uwięziony w przyjemnym wspomnieniu, bądź w szczytnym celu, nie może nawet trafić w kalendarz, a co dopiero się w nim poruszać. Ta podróż ma wiele skrótów. Żaden nie prowadzi do celu. 

Leci Lana del Rey. Doin’ time. Oż kurde, a teraz The Doors. Riders on the storm. 

Jestem wichrem. 
Burzą.
Blondyneczką niedużą
Mówią, że mam go kochać
Mówią, że mam z nim być
Na drodze jest morderca
Pozwól tym dzieciom śnić

W przydrożnym rowie leży but
Opadam na ziemię jak deszcz 
nut.

13:51

Wiersze bywają straszne. A przecież to tylko wiersze. Tak samo nierzeczywiste jak sny. Które też bywają straszne. A przecież to tylko sny. 

mały lęk

Czasem przychodzi mały lęk. Ma fryzurę rozczochraną, włosy czarne. Cały jest czarny i to bynajmniej nie jest elegancka czerń. 

Zatruwa każdą myśl, aż człowiek żałuje, że w ogóle myśli. Żeby go nie widzieć: nie patrzy. A ten rośnie. Jeszcze sekundę temu mały, teraz wypełnia pokój, przyszłość, nieskończoność. Przepaść. Zguba. Czarna dziura. Smolista nicość szepcze miliardem syków… 

No jasne, najlepiej zamknąć oczy! 

To oczywista ironia, zamknąć oczy: najgorzej. Bo gdy się je otworzy, lęk migiem znów maleje. A kiedy jest już naprawdę malutki, wskakuje na kolana, smarka nos w koszulkę, a z jego lewej stópki zsuwa się czarny bucik. 

Krótka rozmowa z papierową małpą

Tymczasem wracam do Johna. Siedzimy naprzeciwko siebie, on z tym swoim młynkiem, ja z lufą. Cisza. Nikt nam nie przeszkadza. Słyszymy swoje myśli, ja jego, on moje: 

– John. John.
– Tak. 

W ramieniu coś mi się z trzaskiem przestawia. Za oknem pisk żurawia. Nie lubię wysokich dźwięków. Moje brzmienie jest nisko, głęboko, pod spodem. Głos zdradza sporo. Większość. Wszystko. 

Ale nie zawsze trzeba mówić. Właściwie nigdy nie trzeba. Właściwie nawet lepiej. 

Od dwóch lat z moimi znajomymi rozmawiam bez słów. Są tacy, co mnie blokują w razie, gdyby im jednak coś tam się wyrwało. Szanuję to. Warto czasem założyć sobie kaganiec. 

Żyjemy zgodnie, bez swarów, bez fum. Każdy niewzruszony w swym kierunku podąża. Nikt nikomu w drogę nie wchodzi i nikt nie przeszkadza. Nikt nikomu nie radzi, nikt też nie poucza. Chcieć więcej to bluźnierstwo. Lub raczej głupota… 

– John. John.
– Tak. 

Damsko-męska przyjaźń. Coś przecudownego. I pomyśleć, że w papierowej małpie jest więcej zrozumienia, niż w trzech tysiącach przyjaciół. W siedmiu miliardach ludzi. 

Na falach kołyszą się koła ratunkowe. Obok nich ludzie w maseczkach. Toną. Krzyż na drogę. 

Boa

Brak słów. Mówi zatem niewiele. Czasem coś syknie. Obojętnie raczej, bo przecież ani co ziębi, ani grzeje. Bez skrzydeł, a wisi w powietrzu, na gałęzi, na chmurze, gdzieś w słowach. Patrzy na świat w podczerwieni. Szkarłatne światło rubinu ociepla wizerunek. Wokół ciemno i miękko, w sam raz na morderstwo. Eleganckie. Bez rozlewu krwi. 

Dobrze, że dusi! Ten akt ma w sobie wiele miłosierdzia. Kto chciałby resztki tlenu połykać, gdy kwas nogi rozkłada? Wewnątrz gada?

Zrzucanie skóry. Niedościgniony cud kosmetologii. Już widzę paniusie w kolejkach. Każda by chciała. O, tu plamka, tam zmarszczka, przydałaby się nowa. Skóra wężowa. I leżą na kamieniach, plotą, linieją… 

Zazdroszczę. Tego ciała, tych mięśni, tej milczącej gracji. Że żadne ramię nie boli. Że nie strzyka w kolanach. Buty nie obcierają, nie ma tematu obcasów. I gdyby tylko nie ten bajeczny wzór łusek, kto wie, może by człowiek go wcale nie zapragnął?

Boa. Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Niebieskie ptaki

Niebieskie ptaki rodzą się po cichu. Śpią ukryte w gniazdach nie zważając na gniew boży. A potem, dziwnym lecz nieprzypadkowym zrządzeniem losu następuje zaćmienie słońca, potajemnie dostają skrzydeł i fru!

Na spokojnie płonącej planecie zrywa się wiatr. 

Gdy mnie tak niesie, owijam się szczelnie w purpurowy koc. Pióra nie schronią przed zerem absolutnym. Pozwolą jednak być ponad. 

Niebieskie ptaki. Noemi Susenbach
(olej na płótnie)

Kostka Rubika

Kostkę Rubika można złożyć na dwa sposoby. Nierozłupanie jej na klocki ceni się jednak wyżej.

Zabarykadowani w wynajętym mieszkaniu udajemy, że nie istnieje ludzkość. Świat składa się z zieleni za oknem i wichru szarpiącego drzewa. 

Alegoria wyziera z mroku. UFO spokojnie śpi. Kalendarz Majów ostrzega: nie szukaj szczęścia na zewnątrz. Wszelkie spełnienie jest w tobie. W środku. W sercu. W szpiku kostnym. W zapisie DNA. 

Człowiek ma mózg jak hipermarket, a wciąż szuka po półkach czegoś, czego znaleźć nie może. Nie dowieźli? Wykupili! 

Życie. Czucie. Bicie serca. Emocje. Miłość. Czyż to wszystko nie jest celem samym w sobie? Czyż nie wystarczy? Czy wyznaczanie sensu życia nie jest aby bluźnierstwem wobec cudu, który niezauważany dzieje się każdego dnia? 

Misterność stworzenia. Kwiaty. Drzewa. Liście. Niebo. Gwiazdy. Niebieska ważka nad taflą jeziora. Sierść kota miękka jak obłok. Szelest piór mew i słońce na błękicie, tak jasne, że patrzeć nie można. 

Mało?

Kostka Rubika. Noemi Susenbach

Komunikat z planety Ziemia

6.6

Niedziela. Msza święta. W centralnym miejscu, na podwyższeniu, obwieszony błyskotkami mężczyzna z nadwagą pije alkohol. Przed nim wszyscy klęczą. Są dzieci. Jest ich dużo. Podobno składa się dzieci w ofierze. 

Albo gorzej… 

6.6

Nadaję z bazy. UFO gotowe odlecieć w każdej chwili. Gęstnieje Czarna Magia.

6.6

GORZEJ. 

Czarna Magia. Noemi Susenbach

Johnny B. Goode

Wysłane w kosmos w poszukiwaniu życia pozaziemskiego próbniki Pioneer są wyposażone w płytki aluminiowe, na których umieszczono schemat Układu Słonecznego, rysunki kobiety i mężczyzny oraz trasę dotarcia do Ziemi. Natomiast statki Voyager 1 i 2 niosą przesłanie dźwiękowe: piosenkę Chucka Berry’ego Johnny B. Goode

Obawiam się, że czeka nas zagłada.