Pozdrowienia od kobiet

Gdańsk. Siedzę w parku i wyobrażam sobie, że to Berlin. Nie dlatego, że mi coś Gdańsk nie pasuje, ale z braku podróży. No więc fontanna, wokół drepcą berlińskie gołębie i serio, niczym się nie różnią od gdańskich. No, może to niemieckie „r”. Ale chyba wszystkie gołębie mają „r” i wychodzi na to, że wszystkie gołębie są niemieckie.

Jestem tu z powodu kongresu. Nie chce mi się tam iść i słuchać tego pitolenia. Patrzę więc z perspektywy fontanny. Przerwa chyba, bo wychodzą. Profesorki, magisterki. Trzymają w dłoniach papierowe kubeczki. No wiesz, wybacz. Nie jestem żadną wykonawcą w tej umowie! A ta druga, że ok, wykonawca ma przecież żeńską końcówkę. A. Tamta jednak się lepiej orientuje, bo podaje, wprawdzie rozbudowaną, ale jednak poprawną formę „wykonawczyni”. Wtedy, jeśli odwrócić, trzeba by też użyć formy zleceniodawczyni oraz zleceniobiorczyni. I to ostatnie chyba robi karierę, bo jest przypieczętowane selfie.

Dziewczyny wyglądają jakby przyjechały z Kalifornii. Opatulone białymi ręcznikami z hotelu pięć gwiazdek, zaryte do imentu zajęciami SPA, ledwo dają radę na bankiet. A warto. Dobre wino ma być. I ten niekrzesany felietonista. Facet jest trochę chamski, ale cóż, tacy są mężczyźni.

Pozdrowienia! Od kobiet. 

W obcym mieście człowiek się czuje jak na wakacjach i zapomina o czujności. Tymczasem na mojej berlińskiej ławce siada typ w moro z nożem myśliwskim za pasem. Żołnierz? Niemiecki?! Wyobraźnia wyobraźnią, są pewne granice, a przynajmniej jeszcze niedawno były. Gdzie nie siądę, zaraz się ktoś przysiada, ale żeby uzbrojony? Swoją drogą, tego nigdy nie wiadomo. A u niego widać. W sumie racja. Przynajmniej nikt się nie przysiądzie. Może też zacznę chodzić uzbrojona? Taka moda. Prosto z Berlina. Spod kongresu. Ciekawe, czy dziewczyny wiedzą. Mam przyjaciółkę, która nie chce się zbroić, bo jak twierdzi, sama by się tym nożem pocięła. To jest argument. Żelazny. 

Żołnierz wyjmuje komórkę. Nie gada, scrolluje. Milczenie jest w wojsku podstawą. Wszędzie podsłuchy. Trochę się dziwię, że można wysiedzieć na tych odczytach tyle godzin. Pewnie też scrollują. Jakby która z nudów zajrzała, to pozdrowienia. Od kobiet. 

Ławek wokół dwadzieścia, a on akurat tu. W filmach zazwyczaj taki gościu czegoś chce. Sekundy mnie dzielą od konwersacji. Po niemiecku. Zresztą, w tym wypadku wszystkie języki są takie same. Sprowadzają się do emocji pod tytułem: spierdalaj, ponieważ jesteś kobietą. Bezbronną. Psycholożka (yes!) uczy potem latami, jak wyjść z traumy pokoleń, gdy słyszysz za sobą męskie kroki. A gdy słyszysz kroki żołnierza? Z nożem? 

Ta.

Ledwo zdążyłam paznokcie zrobić, skarży się profesorka. Urwanie głowy. No ale kongres. Priorytet. 

Błąd, że nie mam noża. Poszłabym tam i wykręciła śrubę z krzesła. Może zagadam z żołnierzem?