Stos

Biegną. Słychać krzyki, groźby, bluźnierstwa. Mroczno. Wokół knieje, lasy, bór. A wśród tylko ta groza, ta rozwścieczona czymś tłuszcza. Zziajane zło przemyka wśród drzew.

Tłum poluje. 

Od kiedy wiadomo, że się szykują, czuć pod koszulą prąd. Owszem, jest strach, że boży gniew obróci się w naszą chałupę i to naszą córkę będą dziś gnać po lesie. 

Dlatego taka radość, gdy rodzi się syn. 

Dreszcz pod koszulą to też obietnica upojenia. Polowanie ma w sobie coś, o czym nie wie, kto nie spróbuje. To legalny narkotyk. I najtańszy, gdy ofiarą jest dziecko. 

Mrok coraz gęstszy. Szamotanina w lesie ustaje. Szybko. Ktoś nakłada pojmanej metalową obrożę, łańcuchem przykuwa do wozu. Ksiądz odprawia modły. 

Dziewczynka ma jasne włosy obcięte na pazia, gładką cerę. Do piersi przyciska szmacianą lalkę. Jest w szoku. Nie płacze. Jej błyszczące oczy wodzą nerwowo wokół, nad lękiem przeważa ciekawość. Jeszcze.

Pójdzie na stos. 

Stos. Noemi Susenbach

Nie. Ja się nie poddaję.