Serce papy Grabka

Sala operacyjna. Nad pacjentem pochyleni chirurdzy, pielęgniarki. Szczęk narzędzi, ciche komendy. Skalpel, jeden, siedem, zacisk, szczypce, nożyce. Nagle łomot za drzwiami, krzyk, z hukiem wpadają terroryści. Napad, wojna, powstanie warszawskie. Uzbrojeni mężczyźni. Bez słowa, po prostu drzwi, kopniak, strzały. Cały personel we krwi leży na podłodze. Terroryści wybiegają z sali. Na stole zostaje jedyny ocalały z masakry, podłączony pod aparaturę, rozcięty, uśpiony, ale żywy: pacjent. 

Ten pacjent to ja. 

***

Coś mi mówi, że sobie poradzę. Co? Logika. Po stronie logiki są sny i intuicja. Brak danych, co zabijają przedwcześnie. Samotność jaskiniowa, asceza. Cisza, w której słychać rytm serca. Szum krwi.

Papa Grabek to twardziel. Kruszeje, jak oni wszyscy. Własne pomniki. Kamienie bez serc. 

***

Mam dziesięć lat, jestem w szpitalu. Coś mi przy obojczyku rośnie i strasznie boli. Dwie młode pielęgniarki wycinają na żywca, ja się drę, tak strasznie się drę, ale nic, świat wiruje dalej. 

Nie do końca mi to wycinają. Zostawiają serce. Serce zamienia się w pocisk. Pif paf. To z kolei ja. Po latach. Z obcym w piersi i plastikowym gnatem w dłoni. Kogo zastrzelić? Służbę zdrowia? Boga? Siebie? 

***

Logika. Po jednej stronie. Po drugiej zaś stronie, tak, tak, znamy już, znamy: wiedźma kontrolerka. Tańczy. 

Noemi Susenbach
fot. Ula Krojec